KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Na początek oddajmy cześć naszemu pierwszemu Nauczycielowi, Sakyamuniemu Buddzie, dzięki któremu się tu dziś spotykamy.

Namo tassa bhagavato arahato sammā-sambuddhassa.
Namo tassa bhagavato arahato sammā-sambuddhassa.
Namo tassa bhagavato arahato sammā-sambuddhassa.

[Hołd Jemu, Błogosławionemu, Godnemu, Doskonale Samoprzebudzonemu].

Buddhaṃ Dhammaṃ Saṅghaṃ namassāmi.

Dzisiejszy temat to poczucie winy. Zasugerowała go Czcigodna Candā. A temat jest bardzo ważny, prawda? To coś, z czym wszyscy możemy się zmagać w tym czy innym momencie. To jedna z postaci dukkhi. To rodzaj czegoś, co jest trudne do zniesienia. A co mówi Buddha? To jest Pierwsza Szlachetna Prawda, zgadza się? Pierwsza Szlachetna Prawda o Krzywdzie. Co Buddha mówi o dukksze w Pierwszej Szlachetnej Prawdzie? Że powinna zostać zrozumiana. Tymczasem ilekroć doświadczamy dukkhi, chcielibyśmy od razu przeskoczyć do Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy. Myślimy: „OK… Dobrze by było się tego pozbyć. Będę więc praktykować tak, aby wydostać się z dukkhi”.

Czasami jednak chcemy iść za daleko… i za szybko, choć jeszcze nie do końca przyswoiliśmy Czwartą Szlachetną Prawdę i nie potrafimy jej zastosować – bo do tego potrzebne jest zrozumienie, czym dukkha w ogóle jest. A przecież zrozumienie stanowi też część pierwszego elementu, czyli posiadania Właściwego Poglądu. Właściwe rozumienie, właściwa intencja… to jak efekt domina. Nauki Buddhy nie są jakoś bardzo skomplikowane, ale czasami trudno za nimi nadążyć.

Nie dlatego – powtórzę – że są skomplikowane, ale ponieważ czasami mamy tę trudność, że pomijamy to, co jest faktycznie niezwykle ważne, i czego nie powinno się pomijać, ale właśnie poświęcić na to czas i mieć odwagę, aby wejść i się temu przyjrzeć; aby zrozumieć, co się dzieje tu, w tym sercu.

Czym w ogóle jest to poczucie winy? Bardzo często przyklejamy etykiety. Zaczynamy coś nazywać, bez rzeczywistego zrozumienia, co to jest. Moglibyśmy więc myśleć: „Hmm, poczucie winy… to coś bardzo, ale to bardzo złego. Muszę się tego pozbyć!”. Ale być może to poczucie winy czy wyrzuty sumienia rzeczywiście mają przyczynę? Może więc ta przeszkoda występuje z jakiegoś powodu. A czasami może być ona rezultatem czegoś, co wymaga naszej korekty w zwykłym, codziennym życiu. To nie jest takie trywialne, że mamy to po prostu usunąć czy wyczyścić, żeby podczas praktyki medytacji umysł mógł pozostać skupiony.

To nie jest coś, co możemy zrobić – to nie należy do nas. Więc nie możemy tak naprawdę kontrolować tego dokładnie tu i teraz. W zamian za to, powinniśmy właściwie zrozumieć, w jaki sposób to współzależnie powstaje oraz jakie są tego komponenty. A więc jeśli podchodzimy do przeszkód z „nastawieniem bojowym” typu: – Och, te wszystkie kilesy, z którymi muszę walczyć, kiedy siadam na poduszce – no cóż, to będzie naprawdę bardzo trudne, żeby w takim boju zwyciężyć. [śmiech] Co jednak, jeśli zamiast tego trochę się cofniemy… i pójdziemy dalej? „No dobrze, przecież Buddha mówi mi, że wszystko powstaje współzależnie, że nic nie pojawia się przypadkiem. Są więc pewne uwarunkowania, czy tak?”. Również przeszkody – naucza – nie istnieją bez pokarmu i są z nim związane. Musi więc istnieć jakieś dokarmianie, które faktycznie wytwarza dany rezultat, czy tak? Jestem teraz na południu Włoch, gdzie wszędzie dookoła rośnie mnóstwo drzewek oliwnych oraz migdałowców. I ma to swoją przyczynę. Kiedyś na tym terenie rosły tylko dęby. Przyczynę, dla której teraz są tu głównie drzewka oliwne, stanowią składniki odżywcze tutejszej gleby. Nic nie rośnie bez odżywiania. Co jest pożywką? Czym są przeszkody? Jeśli dostrzegamy coś, co jest nieprzyjemne lub nas rozprasza, powinniśmy przyjrzeć się naszemu codziennemu życiu: Co robimy? Czemu poświęcamy uwagę? Co czujemy? A potem sprawdzamy, czy faktycznie jest tam coś, czym warto się zająć. Może to mieć związek z naszym zachowaniem, naszą sīlą, albo też z niewystarczającą powściągliwością. A może ma to związek z czymś, co trwało jeszcze chwilę wcześniej – zanim zasiedliśmy na poduszce do medytacji i rozpoczęliśmy praktykę oraz obserwację, co dzieje się obecnie.

Teraz opowiem wam krótką historię, która być może pozwoli troszeczkę lepiej zrozumieć to, co chcę dziś przekazać. To trochę o tym, co się tu teraz dzieje. Jestem we Włoszech, w mojej ojczyźnie. Założyłam… to znaczy pracuję nad założeniem leśnego klasztoru tu, w Apulii –  w mieście, z którego pochodzi mój tata, a on… zmarł dwa lata temu. Powodem, dla którego wróciłam do Włoch po 15 latach życia w Stanach Zjednoczonych, było właśnie odejście taty przed dwoma laty oraz to, że moja mama, po COVID-zie, zachorowała na demencję. Nie ma lepszego powodu, żeby założyć klasztor buddyjski, niż cierpienie, tak? Oraz Pierwsza Szlachetna Prawda. Nie byłoby właściwej drogi wyjścia z cierpienia, nie byłoby Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki – a klasztor jest częścią Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki – bez właśnie Pierwszej Szlachetnej Prawdy, bez Szlachetnej Prawdy o Krzywdzie. A więc kiedy tata zmarł, wtedy mama… moi bracia podjęli decyzję, że dla mamy będzie lepiej, jeśli przeniesie się do domu opieki, bo my jesteśmy bardzo nowoczesną rodziną, rozproszoną po całym świecie (ja i jeden z braci byliśmy w Stanach, drugi brat – w Indonezji), a mama została sama w Rzymie. Bracia znaleźli mały dom opieki i mama spędziła tam cały rok. I muszę powiedzieć, że to było… Chciałam ją odwiedzać, więc rozpoczęłam proces tworzenia klasztoru tutaj, we Włoszech, żebym mogła być nieco bliżej.

Zamierzałam regularnie ją odwiedzać w domu opieki, ale widziałam, że ona nie czuje się tam dobrze. Nawet pomimo demencji – zazwyczaj ludzie, którzy na nią cierpią, zachowują też pewną zdolność bycia świadomymi tego, co się [wokół nich] dzieje. Czasami jest to bardziej bolesne, gdy są świadomi, niż kiedy nie są, tak specyficznie trudna jest ta choroba, tak skomplikowana jest ich sytuacja. W dodatku tu, we Włoszech, jesteśmy trochę oldskulowi i nie całkiem przywykliśmy do koncepcji domów opieki. To tutaj coś bardzo nowego. A więc mama była roztrzęsiona i wciąż mówiła: „Jestem w tym… »domu«. Jestem nieszczęśliwa. Gdzie moja rodzina?”. „Całe moje życie poświęciłam…” – powtarzała. „Spędziłam całe życie, poświęcając się dla męża i dzieci. Dlaczego jestem teraz sama?”. Bardzo dobre pytanie, co nie? Trafne spostrzeżenie. Regularnie odwiedzałam moją mamę, a potem miałam też dużo czasu na pracę – zarówno tę związaną z zakładaniem klasztoru, jak i nad własną, formalną praktyką medytacji. Mamy tu przepiękne lasy; były też długie godziny, które mogłam przeznaczyć na medytację. I w zeszłym roku wydarzyło się coś ciekawego – w pewnym momencie pojawiła się uporczywa przeszkoda, z którą nigdy wcześniej, od samego początku mojej praktyki, nie musiałam się zmagać – a była to przeszkoda „lenistwa i ospałości”. [śmiech] W przeszłości moją największą przeszkodą był niepokój, ale lenistwo i ospałość? Nigdy w życiu! No, chyba że przez wiele nocy z rzędu nie spałam.

I nagle, w zeszłym roku – od razu, gdy tylko siadałam, zaczynałam drzemać – i momentalnie zapadałam w sen; pełne zanurzenie! Nie miało znaczenia, ile spałam w nocy, ani czy byłam wyspana czy niekoniecznie. Bez różnicy. Zachodziłam w głowę, skąd się to bierze, i szukałam odpowiedzi w Naukach Buddhy. Aż w końcu przypomniałam sobie, że przecież przeszkoda „lenistwa i ospałości” nie może istnieć bez pożywki. Co jest więc tą pożywką? Wydawało się, że w żaden sposób jej nie dokarmiam: nie wykonuję powolnych ćwiczeń rozciągających, nie leżę długo w łóżku, nie jestem… Właściwie to jestem bardzo, ale to bardzo aktywna! Więc co jest pożywką? I w pewnym momencie dotarło do mnie, że jest też inny pokarm dla „lenistwa i ospałości” jako przeszkody.

A jest to smutek.

I to jest bardzo interesujące, ponieważ odkąd rozpoznałam ten smutek, zaczęłam trochę lepiej łączyć kropki. Mamie nie było dobrze w domu opieki, a ja także nie byłam szczęśliwa, kiedy musiałam tam chodzić i oglądać ją w takim stanie. Oczywiście i choroba, i cała ta sytuacja były trudne. Było też jednak odczucie, że ta trudność jest bardzo ciekawym wyzwaniem, również dla mnie, jako dla kogoś na klasztornej ścieżce – a więc dobrze: jakie są [w tej sytuacji] moje powinności? Co w tym przypadku powinnam zrobić? Przecież świeckie życie zostawiłam za sobą. Nie mogłam znaleźć żadnej sutty opowiadającej o bhikkhu lub bhikkhuṇī, którzy musieliby pomagać swoim rodzicom.

No cóż, może więc powinnam siedzieć w lesie i medytować? Skoro jest znacznie więcej sutt [śmieje się] na ten temat, to mogłabym przecież pomyśleć, że to właśnie powinnam robić. Możemy więc podchodzić do wszystkiego bardzo racjonalnie. Ale prawda była taka, że istniał smutek. Smutek związany ze świadomością, że mama jest tam sama, w takiej sytuacji. I w pewnym momencie podjęłam decyzję. Przekonałam moich braci, żeby znaleźć małe mieszkanie w tym mieście, w którym zakładamy klasztor, i zaczęłam tworzyć odpowiednie warunki. Na samym początku, kiedy zabierałyśmy moją mamę z domu opieki, byłam [z nią] tylko ja i pewna świecka znajoma, Tinuri, bardzo miła osoba, która przychodziła pomagać mi w opiece nad mamą przez około półtora miesiąca. Dzięki temu mogłam nadal utrzymywać wskazania, gdy się nią zajmowałam, kiedy [jeszcze] nie udało się znaleźć opiekuna. Wtedy, w styczniu, mama była w bardzo złym stanie i nikt nie chciał podjąć się tej pracy. A było to bardzo interesujące, bo moja mama… zasadniczo określam to tak, że zapewniła nam gruntowne, intensywne odosobnienie Vipassany. Nieco alternatywne, dość intensywne odosobnienie Vipassany, bo wstawała średnio trzy razy na godzinę – przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. I nie było już miejsca na sen. No i tak, czasami na nas wrzeszczała, czasami nas wychwalała. Więc mnóstwo światowej zawieruchy. Zapominała też, kim jesteśmy. Widzicie więc, że to był naprawdę bardzo intensywny czas, ale co ważniejsze – ja w zasadzie wcale wtedy nie spałam i miałam skrajnie mało czasu na praktykę własną. Wszystko kręciło się wokół zapewnienia opieki mamie oraz dbania o nią: Tinuri i ja, a potem opiekunka i ja – właściwie robiłyśmy [przy niej] wszystko.

Ale kiedy zdarzało się, że mogłyśmy się odciąć i zająć formalną praktyką medytacji – co było ogromnie rzadkie – więc kiedy tak się zdarzało, to mogłam usiąść, nawet jeśli nie spałam powiedzmy od tygodnia, albo spałam najwyżej kilka godzin… I kiedy już mogłam usiąść – nie było wtedy żadnego „lenistwa czy ospałości”. Byłam dokładnie tam, całkowicie w chwili obecnej, bez napięcia, bez trudności, bez sztuczek w stylu pociągania za ucho. Po prostu było wiele szczęścia oraz radości, w takim trwaniu. Częściowo było to wynikiem wyczekiwania na moment, kiedy w końcu będzie można usiąść do praktyki, oraz świadomość, że jest tak mało czasu. Ale najbardziej znaczący był tu brak wyrzutów sumienia i poczucia winy. Z czystym sumieniem mogłam powiedzieć: „Niesamowite – nie jestem jednak najgorszą córką na świecie! Właściwie to daję radę. Może nie jestem ideałem, ale radzę sobie całkiem dobrze.”. I było mi trochę przyjemniej przebywać w towarzystwie tej osoby. Fascynujące było obserwować realizującą się w tym momencie Dhammę. Można by dużo mówić o poczuciu winy w kontekście katolicyzmu. Słyszałam też, że w judaizmie jest coś podobnego. Ten rodzaj obwiniania się można postrzegać jako coś, co narzuca nam kultura, wmawiają nam inni, zaszczepili w nas rodzice – czyli pochodzi z zewnątrz.

Możemy poważnie zaangażować się w wykorzenianie go i eliminację. Muszę przyznać, że na samym początku mojej praktyki buddyjskiej, jako gorliwa konwertytka tak właśnie robiłam. Ale z czasem, w miarę rozwijania praktyki przestałam nienawidzić… czy z taką awersją podchodzić do religii, w której się urodziłam. Zaczęłam się z nią zaprzyjaźniać i dostrzegać w niej mądrość, którą można znaleźć właściwie we wszystkich starożytnych religiach. Zaczęłam doceniać dobre nauki płynące z różnych systemów, w tym z religii, w której sama dorastałam. Jednocześnie wciąż wracam do nauk Buddhy i staram się je pojąć. Naprawdę się przykładam, żeby dobrze zrozumieć dukkhę i zgłębić to, jak Buddha objaśnia nam Dhammę. Przyglądam się Dhammie i pracuję nad tym, by rzeczywiście widzieć Dhammę wewnątrz własnego serca.

Staram się też zaprzyjaźnić nieco bardziej z przeszkodami: przyjmować je – ale nie, aby dokarmiać, tylko rzeczywiście interesując się nimi, bez strachu i bez starań, żeby je odepchnąć, bez wdawania się w bójki. Zamiast tego próbuję dostrzec „Hej, co starasz się mi przekazać? W jaki sposób dostarczam ci pożywienia?”. Przeszkody są jak małe, rozbrykane zwierzaki. [Mówimy więc] „OK, zastanówmy się, co ja takiego robię, co można skorygować, dostroić, obejrzeć trochę dokładniej i naprawić”. A kiedy mamy takie podejście oraz trochę pokory – zarówno wobec przeszkód, jak i dowolnych innych, przeżywanych doświadczeń emocjonalnych – wtedy zamiast przyglądać się światu na zewnątrz nas, rzeczywiście nieco głębiej spoglądamy do wnętrza, czując się z tym OK i nie osądzając zbyt surowo; rozumiejąc, że nie jesteśmy przebudzeni. Gdybyśmy nie byli nieprzebudzeni, to nie byłoby nas tutaj. Nie praktykowalibyśmy tutaj. Pewne doświadczenia są uniwersalne i tu wchodzi do gry współczucie – jeśli mamy współczucie dla siebie, mamy je także dla innych. Im lepiej poznajemy własną dukkhę, tym lepiej rozumiemy dukkhę innych – bo to wszystko ta sama dukkha. Dlatego Nauki Buddhy są uniwersalne: jedna dukkha, te same problemy, ta sama choroba – jedno lekarstwo. A więc naprawdę możemy ją zrozumieć. Poświęcić czas, by się jej przyglądać i ją zobaczyć:

– W jaki sposób dałoby się zredukować jej dokarmianie? – Jak mogę spróbować czegoś odmiennego? Zazwyczaj ma to związek z naszą praktyką w codziennym życiu; z tym wszystkim, co przestajemy robić, siadając [do medytacji]. Bo prawda jest taka, że sama medytacja jest bardzo prosta. [śmiech] Zgadzacie się? Gdy nie ma przeszkód, to umysł wchodzi w samādhi, a co dalej, wiemy z nauk Buddhy. [śmiech] Możemy pracować nad zrozumieniem trzech cech istnienia, nad eliminowaniem wszystkich āsav. Większość pracy polega na osiągnięciu punktu, w którym już nic nie musimy robić – czyli stanu, w którym możemy rzeczywiście, w pełni medytować. A gdzie się tym zajmujemy? Jeśli odnieść się do sutt, większość z nich mówi nie o praktyce medytacji, ale o sposobie życia lub o rozwijaniu właściwego postępowania – poprzez ciało, mowę oraz umysł. Jak w takim razie rozpoznać, co robimy źle?

Ponownie – poprzez przeszkody. Przeszkody są tak ewidentne, jakby były wcieleniem albo ucieleśnieniem wszystkiego, co robimy choćby trochę nie tak; czyli wszystkiego, co nie jest zgodne z Dhammą. Ilekroć narzekamy, karmimy nawyk niezadowolenia i potem widzimy to podczas medytacji. Za każdym razem, gdy mamy ochotę na to czy tamto, kiedy bezmyślnie scrollujemy, kupujemy online lub myślimy o zakupach – dokładnie wtedy dokarmiamy chciwość. Jakkolwiek nie używalibyśmy umysłu, przy czymkolwiek co robimy przez cały dzień – to właśnie jest przez nas zasilane. Jeśli zaś chodzi o naszych bliskich, zwłaszcza rodziców – jest bez znaczenia, czy są to rodzice wspaniali, czy beznadziejni. Pojawiła się we mnie taka myśl, że aby mieć transcendentny Właściwy Pogląd, potrzebny jest [wcześniej] Właściwy Pogląd światowy.

A światowy Właściwy Pogląd obejmuje – czego przykładem jest historia, którą się z wami podzieliłam – istnienie matki oraz ojca. Co to właściwie znaczy, że „istnieje matka oraz ojciec”? No dobrze – jako bhikkhuṇī muszę być ze sobą naprawdę szczera:ze mną było tak, że światowy Właściwy Pogląd istniał w moim umyśle w gruncie rzeczy tylko teoretycznie. W zeszłym roku, w moim umyśle, pogląd ten brzmiał: „istnieje córka oraz syn”, bo przecież to moja mama i mój tata zdecydowali się mieć dzieci. [śmiech] Wszystko więc, co dla mnie robili, było moim niezbywalnym prawem – co było zgodne z materialistycznym poglądem, w jakim współcześnie jesteśmy wychowywani. Lubimy dzielić świat na wschód i zachód, ale dziś już wszędzie jest podobnie, niestety. Im dalej na zachód, im bardziej w tak zwaną nowoczesność – tym więcej niewłaściwego poglądu, tego nowoczesnego poglądu, który nam towarzyszy. Im dalej na wschód, tym mniej niewłaściwego poglądu. Choć tak naprawdę, rozprzestrzenia się on już teraz wszędzie. To efekt nowych technologii i nowych urządzeń, oraz sztucznej inteligencji, przez które materializm roznosi się po całym świecie. Nawet jeśli nie zgadzamy się z tym w stu procentach, to i tak tym oddychamy oraz w takich warunkach dorastaliśmy.

Jeśli nie zaczniemy tego kwestionować, nasze spojrzenie na świat stanie się równie materialistyczne. A czego nas to uczy? Że nasi rodzice, że ci niemądrzy ludzie zdecydowali się mieć dzieci – z własnej woli. No i cóż – oni może nie zrobili swojego biznesplanu zbyt dobrze, więc zapomnieli, że starzeć się powinni w pewien konkretny sposób – a my nie mamy aż tak wielu zobowiązań. Ewentualnie możemy mieć jakieś zobowiązania materialne. No dobrze; to powiedzmy – dom opieki lub coś w tym stylu. To wystarczające. Nie ma nic złego w domach opieki, chcę to podkreślić. Bardziej chodzi mi o samo podejście. A jak my sobie z tym radzimy? W jaki sposób ustalamy priorytety, kiedy w grę wchodzimy z jednej strony my sami i nasze aspiracje, a z drugiej – nasi najbliżsi? Dla mnie, w pewnym momencie stało się oczywiste, że muszę zacząć robić to, co robię teraz. W tym roku [moja dalsza] praca polega na tym, żeby to ulepszać, by było [coraz bardziej] zgodne z Dhammą, żeby to naprawdę głęboko zakorzenić… Żeby ucieleśnić światowy Właściwy Pogląd związany z tym, że „istnieje matka oraz ojciec”. To faktycznie JA dokonałam wyboru, że chcę się odrodzić – wskutek ignorancji. A moi rodzice właściwie to adoptowali mnie. To oni mnie adoptowali. A jak należy odnosić się do rodziców adopcyjnych? Mówię „adopcyjni”, nawet jeśli to są wasi rodzice biologiczni. Tak jest w moim przypadku – oni są moimi biologicznymi rodzicami. Ale oni wszyscy są rodzicami adopcyjnymi. Wszyscy rodzice są adopcyjnymi rodzicami, zgadzacie się? Powinniśmy więc odczuwać wdzięczność. Włożyli tak wiele wysiłku oraz czasu… I nawet jeśli nie byli w 100%, nawet jeśli nie byli w 0.001% [idealni], to nadal zrobili coś, czego wcale nie musieli robić – w tym sensie, że to my zadecydowaliśmy, by „wykiełkować”, w rezultacie naszej własnej kammy. Tak otrzymaliśmy tych dwoje ludzi. A więc zawsze, kiedy działamy zgodnie z Dhammą – a uświadomiłam to sobie naprawdę głęboko, nie tylko intelektualnie, nie tylko czytając sutty, ale rzeczywiście wcielając je w życie – wtedy natychmiast [widać efekt]. Nie musimy wcale czekać przez wiele lat, pracując nad poczuciem winy, rozmawiając o nim, analizując je, zajmując się tym, tamtym, i jeszcze siamtym, dzieląc włos na czworo i robiąc sprytne racjonalizacje. W rzeczywistości, od razu kiedy skorygujemy nasze zachowanie, gdy tylko stanie się ono zgodne z Dhammą – wtedy jest… Satori, jak to określa się w Japonii. Oczywiście nie pełne Przebudzenie – w tym przypadku samo działanie jest przebudzone… Jest tam wolność od dukkhi, jest ustanie, jest Nibbāna, jest wygaśnięcie tej szczególnej walki, którą toczyliśmy. Ścieżka zaczyna się od Właściwego Poglądu i na nim również się kończy. Dlatego musimy wciąż powracać do zrozumienia teorii, działać zgodnie z teorią, a potem ją urzeczywistnić. Zawsze jednak na początku trzeba zobaczyć dukkhę; stanąć z nią twarzą w twarz i nie dać się przestraszyć. Nie udawać, że dukkha jest gdzie indziej, ale przyznać: „Tak, »to« jest nie do zniesienia. Czym jest »to«?”. Dobrze jest zachować odrobinę zrównoważenia, gdy to się dzieje, a potem zająć się tym i stawić temu czoła zgodnie z Dhammą. Wtedy jest trochę łatwiej. Łatwiej przychodzi nam robić trudne rzeczy – i to z radością, wynikającą z przekonania, że jesteśmy na ścieżce Dhammy i mamy szczęście być prowadzonymi przez moc zbawiennych nauk Buddhy. One mogą uwolnić nas od zaślepienia i tego całego zamętu, który uwięził nas w kołowrocie saṃsāry, gdzie wciąż powracamy, powielając te same błędy, i nieustannie przez to cierpimy. To garść refleksji z mojej strony.

Dziękuję wam wszystkim. Anumodana. Sadhu.

O autorze

small.jpg

Ayyā Somā
zobacz inne publikacje autora

Ayyā Somā jest buddyjską mniszką włoskiego pochodzenia i współopatką klasztoru Empty Cloud w New Jersey.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: Anukampa Bhikkhuni Project

Tłumaczenie: Portal Sasana.pl
Czyta: Agata

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/