KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Będziemy odpowiadać na zmianę, ale jeśli powiem coś, czego Ajahn Brahm by nie powiedział, albo powiem coś źle lub niewystarczająco wyjaśnię, to pomożesz, prawda Ajahn?
Jednocześnie postaramy się odpowiadać szybko i sprawnie.

„Jestem osobą świecką – jak najlepiej praktykować, żeby podczas medytacji dotrzeć do wspomnień z poprzednich żyć?”.
Dobre pytanie. Z tego, co rozumiem, jest tak:
Po pierwsze, w medytacji mogą dziać się różne rzeczy, ale nie chodzi o to, by do czegoś docierać.
Są one wypadkową różnych czynników.
Jeśli chodzi o przypominanie sobie poprzednich żyć, kluczowe jest posiadanie czystego i klarownego umysłu oraz jak najdłużej bycie wolnym od pięciu przeszkód.
Najczęściej wspomnienia poprzednich żyć pojawiają się, do pewnego stopnia spontanicznie, po głębokiej medytacji. To znaczy po jhānie – wtedy jest większe prawdopodobieństwo, a czasem dopiero przed samym wyzwoleniem.
Buddha przypomniał sobie poprzednie życia pod drzewem Bodhi po wypraktykowaniu jhān i był to jeden z jego wglądów – jedno z trzech vijjā. Tevijjā oznacza trzy… nazwałabym je głębokimi wglądami, które pomogły mu w osiągnięciu Przebudzenia.
Są nauczyciele, którzy o tym opowiadają, chociaż jako mnisi nie mogą mówić wprost, że pamiętają poprzednie żywoty. Jest jedna sztuczka, którą można zastosować, gdy umysł jest bardzo klarowny, czysty i jasny – a mianowicie na końcu medytacji można zadać sobie pytanie:
„Jakie jest moje najwcześniejsze wspomnienie?”
Ale trzeba być na to gotowym – w przeciwnym razie – lub jeśli przeszkody są nadal aktywne, można coś zmyślić i nie będzie to prawdziwe wspomnienie.
Jednak jeśli jest to autentyczne wspomnienie, człowiek od razu to wie.
I nie będzie to tylko wspomnienie, ale faktycznie przeżyte doświadczenie.
Jak byśmy wrócili do tamtego miejsca.
Bądźcie więc ostrożni.
Poznałam kiedyś w Perth kobietę… Dziś już nie żyje, ale była bardzo dobra w praktykowaniu mettā jhān.
Wchodziła głęboko w mettę.
Raz przyszło do niej wspomnienie z przeszłości, w którym zobaczyła, jak ginie w eksplozji.
Dość mocno ją to przeraziło.
A rada Ajahna Brahma jest zwykle taka, że trzeba poprosić umysł: „Przejdź do wcześniejszych wspomnień". „Wcześniej proszę” – żeby ominąć bolesne doświadczenia.
I nic nie wymuszaj.
Dobrze?
Bardzo dobrze.
Proszę.
To wszystko prawda.
Gdy na końcu bardzo głębokiej medytacji powiemy coś w rodzaju: „Jakie jest moje pierwsze wspomnienie?", od razu się ono pojawi.
Nie trzeba robić przerwy ani się wysilać; pojawia się niemal natychmiast.
Gdy się pojawia, od razu rozpoznajesz, że to naprawdę byłeś ty, bez względu na wiek.
Jeśli to coś nieprzyjemnego…
Czasem czuję się winny, że nie zawsze mówię ludziom, że jeśli pojawi się nieprzyjemne wspomnienie, trzeba szybko powiedzieć „wcześniej”, a przeniesiesz się do wcześniejszych wspomnień.
Wszystko prawdziwe, autentyczne.
Jeśli możecie sobie wyobrazić… Jakie może być ostatnie wspomnienie z poprzedniego życia? To najpewniej moment, gdy je opuściliśmy, śmierć.
Samo umieranie jest nieprzyjemne.
Ale śmierć jest bardzo przyjemna.
Nie mogę…
Mamy niewiele czasu, pamiętasz?
Ok.
Jeśli oboje będziemy odpowiadać na każde pytanie, będzie ciężko.
OK, wezmę to.
Mam odpowiedzieć?
Tak.
„Jeśli okłamujesz ważnego członka rodziny w poważnej sprawie, ale nie możesz powiedzieć prawdy, bo wcześniej ci groził i ostrzegał, żeby tego nie robić – co wtedy?”
Najlepiej byłoby unikać tego członka rodziny.
Wtedy nie musisz mu nic mówić.
Jeśli to ktoś bardzo bliski, może można chociaż zachować dystans.
„Powiedzenie prawdy zagroziłoby nie tylko relacji, ale także mojej przyszłości, bo zostały skierowane wobec mnie groźby.”
Jeśli ktoś naprawdę ci grozi przemocą, zgłoś to wszędzie, gdzie możesz – skorzystaj z pomocy instytucji chroniących przed przemocą domową.
Ale to faktycznie problem, bo człowiek czasem wolałby jak najszybciej się przyznać.
Jeśli bliscy ludzie źle się zachowują, spróbuj poszukać okazji do zadawania się z dobrymi ludźmi, a nie z niebezpiecznymi.
A, przepraszam.
„Jakie warunki trzeba spełnić, by wejść w strumień i jaką rolę gra tu powściąganie zmysłów, w przypadku świeckich? Dziękuję.”
Znakomite pytanie.
Bazowe warunki do wejścia w strumień są takie same, jak osiem czynników Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki.
Właściwy pogląd, przynajmniej na podstawowym poziomie, to pierwszy warunek wejścia w strumień.
Co najmniej na tyle, by rozumieć, że istnieje przyczyna i skutek, że działania mają konsekwencje, a konsekwencje te zależą od etyczności stojącej za tymi działaniami.
Oraz że istnieje cierpienie i kres cierpienia.
Wszystkie istoty pragną uwolnić się od bólu, wszystkie pragną szczęścia i wszystkie rodzą się z wielu powodów.
Są osoby, które są naszymi dobroczyńcami, jak matka i ojciec.
Istnieją też ludzie, którzy doświadczyli prawdy i przebudzili się do Dhammy.
To bazowe elementy właściwego poglądu niezbędne do wejścia w strumień.
Potem, gdy już trochę rozumiemy cierpienie, możemy rozwijać trzy właściwe intencje, o których mówił Ajahn Brahm.
Jest to dzielenie się, rezygnowanie, nieposiadanie niczego na własność, zrozumienie, że ciało i umysł nie są naszą własnością, życzliwość, a także współczucie, niekrzywdzenie, łagodność.
Wszystko to naturalnie wynika z bazowego właściwego poglądu – gdy sami doświadczyliśmy cierpienia, lepiej rozumiemy, że inni także cierpią.
Nie zawsze możemy wiedzieć, przez co przechodzi ktoś inny.
Możemy się zastanawiać, dlaczego ktoś jest marudny albo zachowuje się w określony sposób.
Gdybyśmy znali przyczynę, gdybyśmy poczuli to, co oni – traumę, przez którą przeszli, trwający właśnie rozwód, nie bylibyśmy tak skłonni do oceniania innych i reagowalibyśmy z większym współczuciem.
Kolejny element to… Chodzi ogólnie o całą Ośmioraką Ścieżkę – nie będę omawiać każdego aspektu osobno, ale jednym z nich jest moralność, a opanowanie zmysłów jest aspektem moralności.
Nazywa się to indriya-samvara-sīla i oznacza moralność, sīlę, etykę korzystania ze zmysłów i używania umysłu.
Tu idziemy już głębiej niż korygowanie zachowania i mowy – tu zauważamy, w jaki sposób działa nasz umysł oraz jak reaguje i odnosi się do obiektów, z którymi stykają się zmysły.
Wszystko, czego doświadczamy, jest wynikiem zetknięcia się zmysłów z jakimiś obiektami – chyba że jesteśmy w głębokiej medytacji, w jhānach, czyli poza pięcioma zmysłami.
W tej chwili was widzę, wy mnie słyszycie – nasze zmysły działają.
Jeśli coś pijemy, jesteśmy świadomi smaku.
Jaka jest nasza reakcja?
Czy pojawiło się pragnienie?
Czy pojawiło się uczucie „fuj, to obrzydliwe”?
Albo „Nie lubię tej osoby.
Dlaczego ona na mnie patrzy?".
albo „Dlaczego tak blisko usiadła?".
A może myślicie: „Wow, niesamowite, spotkałam tu dziś tylu duchowych przyjaciół!”.
To znakomita okazja, by cieszyć się duchową przyjaźnią.
Powściąganie zmysłów dotyczy tego, jak używać umysłu, aby wprowadzić go w korzystne stany… albo nie.
Opanowywanie czy pilnowanie zmysłów polega na zrozumieniu, jak zmysły i obiekty zmysłów wpływają na nasz umysł.
Zatem „warunki do wejścia” to Szlachetna Ośmioraka Ścieżka, a po głębokiej medytacji jest większe prawdopodobieństwo, stanie się bardziej możliwe głębokie zrozumienie Czterech Szlachetnych Prawd, co przerodzi się we Właściwy Pogląd Osoby, Która Weszła w Strumień.
Tak więc to są te warunki.
„Czy istnieje pozytywne dążenie, na przykład do przebudzenia, doświadczeń duchowych, większych organiz… organizacji, czy raczej się tym nie przejmować i odpuścić?”
Powinniśmy się przejmować i odpuszczać.
Chcesz jeszcze jedno?
Dawaj.
Podobne.
„Co robić, by uzyskać dostęp do głębszych stanów medytacji?”
I to jest problem, robienie.
Przestań robić.
Zaniechaj.
Zniknij.
Uwielbiam to słowo: „zniknąć”.
Innymi słowy, im mniej masz i im więcej zostawiasz, tym szybciej najgłębsze stany medytacji same do ciebie przyjdą. Ich się nie zdobywa.
Zrywasz z tym, co je blokuje, a one przyjdą.
„Choć medytuję od lat, nie doświadczyłam prawdziwego wyciszenia”.
Wyobraźcie sobie wyciszenie, gdy umysł się nie porusza.
Niczego nie chcesz.
Jest ci wygodnie, umysł niczego nie potrzebuje, ciało jest wyciszone, ale świadomość, uważność, są wyostrzone.
Ten spokój jest olśniewający.
Zupełne wyciszenie, nic się nie porusza.
Po raz pierwszy doświadcza się tego w drugiej jhānie.
Jest to zachwycające.
Zachwycające.
Czysta perfekcja – przed nami jeszcze więcej perfekcji, to dopiero początek, ale Wow!
„Tęsknię za wyciszeniem.” OK, to duży problem.
I jeszcze: „żeby bardziej się zrelaksować.”
Trzeba się zrelaksować, najpierw się zrelaksuj, a spokój przyjdzie sam.
Zabawne, jak układają się pytania – tamta osoba chciała się bardziej zrelaksować, a ta osoba się relaksuje za bardzo i zasypia, więc chce się relaksować mniej. [Śmieje się]
Moglibyśmy zrobić wymianę stopni zrelaksowania, które tu generujecie.
Ten, kto ma za dużo może przekazać innym, a ci co mają za mało mogą wziąć.
„Tyle medytacji i relaksacji – jak tu nie być sennym i ospałym?".
Aby wyzbyć się senności i ospałości, najlepiej medytować jeszcze więcej i jeszcze więcej odpoczywać.
Na początku – a dla was to tylko weekendowe odosobnienie po zapewne bardzo ciężkim tygodniu pracy… albo organizowania odosobnienia… będziecie zmęczeni.
Więc w oczywisty sposób, gdy zaczniecie się relaksować, będziecie zasypiać – to naturalne, prawda? Tak działa umysł.
Faktycznie potrzebujemy tego snu, tego odpoczynku i dobrze jest pozwolić umysłowi na trochę bezczynności – bo w tym czasie nie pracujemy mózgiem i prawie w ogólnie nie angażujemy ciała.
Więc to zupełnie naturalny proces.
Ale głównym sposobem jak dla mnie jest medytowanie przez dłuższy czas.
To weekendowe odosobnienie.
Jutro być może poczujecie się już mniej senni.
Nie róbcie nic męczącego dziś wieczorem.
Starajcie się w miarę możliwości zachować ciszę, idźcie wcześnie spać i pozwólcie sobie naprawdę odpocząć.
Stopniowo zmęczenie odejdzie.
Na tym polega piękno długich odosobnień.
Przez cały rok tak ciężko pracuję, że na odosobnieniu prawie miesiąc zajmuje mi powrót do normalnych poziomów przytomności i energii.
Osiągam samo dno deficytu.
Czasem myślę, że powinniśmy mieć tutaj mały smart monitor, który będzie pokazywał, że jesteśmy na minusie, poniżej czerwonej kreski.
Potrzeba czasu, żeby odzyskać energię i w tym celu trzeba spędzić więcej czasu w odosobnieniu.
Oczywiście możemy też spróbować prostszego życia – jeśli to możliwe – ale to strategia długoterminowa.
W dzisiejszych czasach wielu z nas jest przepracowanych i całkowicie wypalonych.
Właściwie po co?
Często realizujemy cele, które są narzucone z zewnątrz: pracuj więcej, więcej oszczędzaj, jedź na drogie wakacje… Nie musisz!
Można żyć w… jednym czy dwóch pokojach, zależy, czy macie rodzinę. Ci, którzy mieszkają sami mogą naprawdę znacząco zmniejszyć wydatki i spróbować żyć prościej.
To są najlepsze wakacje…
Losowe pytanie.
Wakacje na odosobnieniu.
Nie ma co robić, nie ma dokąd pójść.
Dużo jedzenia, dobra rozrywka.
Serio [ŚMIECH], wakacje na pięć gwiazdek.
„Czy ci, co weszli w strumień mają uczucia akusala, jak irytacja, zazdrość, czy są już na zawsze od nich wolni?"
Nadal doświadczają tych uczuć, tych emocji.
Wiedzą, że są one niepotrzebne, wiedzą, że nie są dobre, nie są z nich dumni.
Mają właściwy pogląd, więc wszystko doskonale rozumieją, ale nadal mają złe nawyki z przeszłości.
Widzą brzeg, ale jeszcze tam nie dotarli.
Tak, i dopiero na trzecim poziomie przebudzenia Anāgāmī przestają doświadczać irytacji czy pożądania.
Ale na drugim te skłonności są już bardzo osłabione.
Kolejne pytanie trochę wykracza poza moje doświadczenie, ale spróbuję:
„Jestem matką transpłciowego dziecka – jak wspierać córkę, by patrzyła w przyszłość z ufnością i empatią?”
Sama nie jestem matką, nie mam dziecka trans, ale w mojej społeczności są osoby transpłciowe – w tym kilka zgłosiło się na pobyt w klasztorze – oraz jedną osobę, która jest dobrą znajomą i nas wspiera.
Nie jestem matką, jak już powiedziałam, ale z mojego doświadczenia wynika, że najlepszym sposobem, by pomóc komuś patrzeć w przyszłość czy podchodzić do życia z ufnością i empatią – innymi słowy, mieć zaufanie i empatię dla siebie samych – jest samej okazać im zaufanie i empatię.
Dlatego tak dobrze mieć duchownych za nauczycieli. Mogę powiedzieć, że Ajahn Brahm jest moim dhammicznym ojcem.
Jesteś moim monastycznym ojcem, przynajmniej ja tak czuję.
Ale nie jestem matką.
Nie, nie jesteś matką, ale ciebie płeć nie dotyczy, Ajahn, jesteś obojgiem.
I dzięki Tobie wiem, jak to jest, gdy ktoś ma do ciebie pełne zaufanie.
Może nie zawsze było to pełne zaufanie, ale zawsze dawałeś mi poczucie, że mi ufasz. Nawet powiedziałeś mi, że mi ufasz i mnie szanujesz.
Bez względu na mój stan, gdy przed tobą stawałam, nawet gdy miałam okresy zwątpienia, patrzyłeś na mnie i mówiłeś: „Masz moje zaufanie i szacunek”.
I to mnie kompletnie rozbroiło, bo zwykle wtedy oczekujemy, że ktoś będzie się o nas martwił albo będzie próbował nas naprawić, czy coś w tym rodzaju.
Ale ty nigdy tego nie zrobiłeś. I dlatego teraz taka jestem. [Śmieje się]
Tak, moja wina.
Ale to naprawdę wyzwalające. Naprawdę wyzwalające.
Gdy najważniejsi opiekunowie dają ci poczucie bezwarunkowej miłości, staje się ona częścią ciebie.
Jako matka to właśnie możesz robić.
Wygląda na to, że już to robisz i wspaniałe, że akceptujesz i kochasz córkę taką, jaka jest.
„Patrzeć w przyszłość z ufnością i empatią” nie zawsze jest łatwe dla kogoś, kto jest marginalizowany.
Wiem, że osoby trans mają dużo negatywnej prasy i doświadczają dużej dyskryminacji.
Dlatego ważne by było, żebyś zachęcała córkę do przebywania wśród innych osób trans, do dołączenia do grup wsparcia.
Spotykanie się z ludźmi podobnymi do nas jest niezwykle pomocne.
Dla mnie jako bhikkhunī jedną z najtrudniejszych rzeczy jest to, że nie ma tu nikogo takiego jak ja, nikogo, kto rozumie, jak to jest być jedyną bhikkhunī w kraju.
Teraz chyba jest jeszcze jedna, ale ja jestem jedyną w roli tej, która próbuje tu tworzyć Sanghę.
Zwykle członkowie Sanghi rozwijają się, żyją i trwają dzięki Sandze.
Gdy jesteś od tego odizolowana, to jakbyś straciła wszelkie wsparcie.
Dlatego myślę, że absolutnie kluczowe dla córki będzie uczestnictwo w jakiejś grupie wsparcia czy stowarzyszeniu.
Nie wiem, jak to się konkretnie nazywa, ale można dołączyć jakiejś tęczowej organizacji… jeśli jest buddystką, jeśli córka jest buddystką, istnieje grupa Rainbodhi.
Świetna nazwa, prawda?
Połączenie rainbow, tęcza, i „bodhi" co oznacza przebudzenie.
Można tam spotkać inne osoby ze społeczności LGBTQIA plus i wspólnie praktykować.
Zachęcaj ją do przebywania wśród ludzi, którzy ją wspierają, kochają, cenią, a na resztę lepiej nie zwracać uwagi.
To my tworzymy nasz świat, a jeśli patrzymy tylko na negatywne przekazy, to one stają się naszą rzeczywistością – więc ważne, by tego unikać.
We wszystkich innych sprawach to ty jesteś ekspertką. To ty jesteś matką i świetna robota.
Wracając jeszcze do tego, co mówiłaś, zawsze z czułością wspominam słowa mojego ojca: „Drzwi do mojego serca są zawsze dla ciebie otwarte”.
Ujął w nich bezwarunkową miłość i akceptację – nigdy o tym nie zapomnę. Piękne słowa.
Te same słowa możemy także kierować do siebie.
Nieważne kim jesteś i jakie błędy popełniłeś w życiu – spójrz na siebie w lustrze i powiedz: „Ja, osobo, której nikt nie zna lepiej ode mnie, ze wszystkimi moimi wadami – drzwi mojego serca zawsze będą są dla mnie otwarte. Bezwarunkowo”.
„Czy człowiek może przebudzić się tylko medytując, nie słysząc wcześniej o Dhammie ani o Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżce?”
Nie, ale tak.
Mówię „nie, ale tak”, bo może być tak, że słyszałeś o Dhammie, ale w poprzednim życiu. A gdy wejdziesz w głęboką medytację, możesz sobie przypomnieć te poprzednie życia i poprzednie doświadczenia – i to stanie się ostatnim elementem układanki, którego potrzebujesz.
Ale wtedy i tak pojąłbyś Dhammę, prawda? Gdy stałeś się Przebudzony, nawet jeśli nigdy wcześniej się z nią nie zetknąłeś, zrozumiałbyś Dhammę w pełni po Przebudzeniu?
Tak, oczywiście.
Ludzie z różnych innych religii mogą uważać, że są przebudzeni, choć nie w pełni pojęli prawdę o braku „ja” ani nie do końca zrozumieli nietrwałość i cierpienie. Po tym można by ich sprawdzić, tak?
Tak. Istnieją specjalne podchwytliwe pytania.
Zadając je można sprawdzić, czy ktoś naprawdę jest przebudzony.
Nie powiem wam, jakie to pytania, bo kiedy znasz pytania, znasz też odpowiedzi i przestają one spełniać swoją rolę.
OK, i tu musimy przeprosić, bo nie zdążyliśmy tego zrobić:
„Proszę o wytłumaczenie, jak praktykować medytację chodzoną. Dziękuję”.
Zasadniczo robisz to samo.
Czyli bardzo niewiele – pogłębiasz uważność i cieszysz się procesem.
Przenosisz jedynie medytację z poduszki do innej pozycji ciała – to jedyna różnica.
Tyle że, ponieważ się ruszasz, masz więcej punktów, na których możesz się skupić – czy inaczej więcej do zauważania.
Nie musisz się skupiać, ale dzieje się znacznie więcej, zwłaszcza w nogach.
Dlatego naturalne jest, że twoja uwaga będzie podążać za doznaniami w nogach i stopach.
To dobre miejsce, gdzie można skierować uważność.
Niech to będzie czuważność, czyli miękko, łagodnie, napełniaj uwagę czułością i podążaj za doznaniami w stopach, gdy się poruszają.
Najlepiej iść dość wolno, dobrze jest wyznaczyć sobie ścieżkę, około trzech metrów długości – zależy, ile miejsca uda ci się znaleźć.
Jeśli będzie to kawałek podłogi w kształcie owalu, nie chodźcie po tym owalu, a raczej wszerz, żeby zostawić miejsce dla innych.
Gdy masz już swoją ścieżkę, chodzi o to, żeby donikąd nie dojść.
Z każdym krokiem docierasz na miejsce i czujesz doznania w stopie, gdy dotyka ziemi.
Jeśli nie jest ci zimno, możesz chodzić boso by poczuć różne doznania z trawy, rosy, żwiru… Tylko uważajcie na szkło.
W każdym razie każdy krok jest celem samym w sobie.
Robisz pauzę pomiędzy krokami i zauważasz, jak stopa się unosi, porusza i z powrotem ląduje na ziemi.
Idź w naturalnym tempie. Pewnie zauważysz, że gdy umysł zdecyduje się podążać za doznaniami i uważność będzie się pogłębiać, pojawi się chęć zwolnienia tempa, bo dzieje się tak dużo.
To świetny sposób na zwiększanie uważności, zwłaszcza gdy jesteśmy senni i ospali – wtedy dobrze się przestawić na medytację chodzoną.
To pozwala także podtrzymać ciągłość praktyki.
Co więcej – gdybym tego nie powiedziała, zrobiłby to pewnie Ajahn Brahm – da się rozwinąć głęboki spokój, głęboką medytację – albo coś bardzo temu bliskiego – poprzez medytację chodzoną.
Nie myśl więc o niej jako o podrzędnej praktyce albo gorszej metodzie medytacji.
Dzięki niej można znacząco pogłębić uważność i spokój, który będzie trwały.
Oczywiście, jeśli osiągniesz poziom wyciszenia, w którym pojawiają się nimitty i czujesz, że umysł chce już się zatrzymać, możesz wrócić na miejsce i usiąść – albo nawet usiąść tam, gdzie stoisz.
To znaczy, może ci być trochę mokro w siedzenie…
W każdym razie dobrze jest praktykować medytację chodzoną, zwłaszcza w codziennym życiu.
Czytałam kiedyś… Pewna świecka kobieta nie miała czasu na medytację… albo tak jej się wydawało. Aż jeden nauczyciel zapytał: gdy schodzisz po schodach albo przechodzisz ze schodów do kuchni – czy możesz traktować te odcinki jako ścieżkę medytacyjną?
Wtedy zawsze gdy przechodzisz przez te miejsca, trenujesz umysł by pomyślał: „Jestem świadoma stóp”.
To będą chwile w ciągu dnia, gdy możesz zrobić przerwę.
Tak jak Ajahn Brahm mówił o dwóch minutach przy komputerze z zamkniętymi oczami, tak samo mogą to być dwie minuty, gdy przechodzisz między schodami a kuchnią czy innym miejscem – aż stanie się to częścią codziennego życia.
Tak więc medytacja chodzona jest świetna, ponieważ zaczynasz rozwijać silniejszą świadomość w codziennym życiu, podczas wykonywania codziennych czynności i w różnych pozycjach.
Losowanie.
Może być.
„Gdybyście mogli cofnąć czas, co byście zmienili w swoim życiu?”
Nic.
Mogę odpowiedzieć?
To oczywiste.
Wiedziałam, że tak odpowiesz.
Kiedyś ktoś zapytał cię, a raczej nas, bo to była sesja Q&A dotycząca święceń bhikkhunī.
Z jakimi trudnościami i wyzwaniami musieliśmy zmierzyć się w życiu?
I ja wymieniłam mnóstwo, a ty żadnych.
Powiedziałeś: „Zapytajcie najpierw ją”, a ja pomyślałam: „No tak, i już do ciebie nie wrócimy ".
Ajahn Brahm powiedział: „Czcigodna Candā może zacząć”.
Podałam swoje odpowiedzi, a potem… wiedziałam, że nie poprosisz… wiedziałam, że będziesz chciał nic dodać i gdy zapytali ciebie, odparłeś: „żadnych trudności”.
Wydaje mi się, że to u ciebie wynika z poczucia bezwarunkowej miłości, której doświadczyłeś w dzieciństwie, poczucia bezpieczeństwa w relacji z ojcem i wielu innych błogosławieństw, jakie otrzymałeś w życiu.
Plus dobra kamma.
Dobra kamma, ale chodzi także o to, by nie nosić w sobie urazy.
Wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, wszelkie problemy, błędy – trzeba to puścić.
Więc czy miałem w życiu jakieś problemy?
Gdy odpowiadam na to pytanie, one już minęły.
Niemniej jednak musimy jeszcze odpowiedzieć, bo wciąż jesteśmy przy tym pytaniu, tak?
Jak ono brzmiało?
„Gdybyście mogli cofnąć czas, co byście zmienili?”.
OK. Zrobiliśmy małą dygresję.
Mogę powiedzieć, że ja też nic bym nie zmieniła.
Doszłam do wniosku, że jeśli chodzi o życiowe wyzwania – chociaż niektóre bywają trudne i nieprzyjemne, także w sensie nieprzyjemnych doznań fizycznych, jak bóle głowy, bóle żołądka i tak dalej, a także ze względu na stres i zmagania – tego także bym nie zmieniła.
Nie miałabym nic przeciwko trochę prostszemu życiu i Ajahn Brahm pewnie też by tego dla mnie chciał – więcej czasu na medytację, mniej ogarniania.
Ale szczerze dzięki trudnościom bardzo się rozwinęłam.
Kiedy potrafimy przyjmować wyzwania jako wyzwania – nie jako problemy czy trudności, lecz jako okazje do rozwoju – wtedy łatwiej akceptować wszystkie inne aspekty życia.
Dla mnie życie staje się pełniejsze, gdy muszę poradzić sobie z czymś, co jest trudne, gdzie muszę z siebie coś dać.
Dzięki temu musiałam rozwinąć takie cechy jak współczucie i cierpliwość – bardzo ważna umiejętność.
Gdybyśmy nie mieli żadnych wyzwań i zawsze pozostawali w strefie komfortu, jak mielibyśmy się rozwijać?
Można się także rozwijać pijąc kubkami czekoladowe mleko.
Ja właśnie tak się rozwinąłem.
Dokładnie.
Wiesz, co chcę powiedzieć.
Ja też nic bym nie zmieniła, bo po co zmieniać to, co doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy?
Na przykład wszyscy dziś tu praktykują Dhammę, niesamowite. Mam nadzieję, że wiecie, jakie to niezwykłe szczęście, zetknąć się z naukami Buddy i móc je praktykować.
Nawet jeśli wasza praktyka nie jest szczególnie głęboka, wyobraźcie sobie życie bez niej.
Gdybyście nie znajdowali okazji do spokoju, gdybyście nawet nie wiedzieli, że tego rodzaju spokój jest możliwy, gdzie indziej szukalibyście nadziei, zaufania, wolności?
To coś naprawdę niezwykłego – narodziny jako człowiek, w miarę zdrowe ciało (przynajmniej na razie) – i możliwość spotkania się, praktykowania i słuchania nauk Buddy. To zupełnie niezwykłe.
Dlatego ja też nic bym nie zmieniła.
„Jak odpuścić i nie cierpieć…
ludzie, którzy nas skrzywdzili, ale byli dla nas ważni i mimo wszystko nadal chcą być w naszym życiu, powtarzając te same schematy”.
„Jak odpuścić i nie cierpieć z powodu ludzi, którzy nas skrzywdzili, ale byli dla nas ważni.
Nadal chcą być obecni w naszym życiu, powtarzając te same schematy”.
Nie chodzi tylko o to, czego oni chcą, ale także o twoje potrzeby.
Chodzi o znalezienie rozwiązania, które będzie dobre w danej sytuacji – nie dla nich ani dla ciebie, ale dla samej sytuacji.
Czy ta sytuacja pomaga wam obojgu się rozwijać?
Jeśli nie, to nie będzie jakąś podłością, żeby ograniczyć czas, jaki spędzamy z tą osobą.
Nie musimy całkowicie się od niej odcinać, trzeba samemu ocenić sytuację, ale na pewno nie mamy obowiązku dostosowywania życia do tej osoby.
Czasami w przyjaźni i związkach coś się zmienia i przestają służyć obu stronom.
Czasem po prostu nie nadszedł jeszcze właściwy czas i jakaś sytuacja mogłaby być dobra dla wszystkich, ale jeszcze nie teraz.
Jeśli możesz to przekazać tej osobie, jeśli się na to zdecydujesz, to powinno pomóc.
Co do „ludzi, którzy nas skrzywdzili…”, możemy też wykonać pracę nad sobą.
Buddha wymienia sześć sposobów przezwyciężania urazy, a pierwszym z nich jest miłująca dobroć.
Nie tylko wobec drugiej osoby, ale także wobec siebie.
Oczywiście, jeśli to osoba trudna, lepiej zacząć od łatwiejszej – nie zawsze można od razu zacząć od osoby trudnej, bo nie chcemy, by drenowała nas z mentalnej energii nawet podczas medytacji.
Sama przez lata pomijałam trudne osoby we własnej praktyce, aż one same zaczęły się w niej pojawiać, gdy byłam już gotowa dzięki praktykowaniu miłującej dobroci wobec osób ulubionych, łatwych do kochania.
Umysł zbudował własne zasoby emocjonalne i objęcie mettą trudnych osób stało się łatwe.
Pojawili się naturalnie.
Oczywiście możemy również współczuć trudnym ludziom, zrozumieć, że oni także cierpią, a schematy, które powielają i którymi krzywdzą innych, krzywdzą też ich samych.
Nie mamy im na to pozwalać – można zachować dystans, jeśli jest taka potrzeba, ale też zrozumieć, że oni nie wiedzą, co robią.
Buddha porównywał ludzi, którzy krzywdzą innych, do kogoś chorego, cierpiącego.
Ci ludzie pewnie… może nigdy nie zetknęli się z Dhammą, może mieli bardzo trudne życie.
Współczucie wobec nich pomaga przezwyciężyć urazę w nas samych.
Następna metoda?
Zrównoważenie.
Akceptacja, że z pewnymi rzeczami możesz komuś pomóc, ale są rzeczy poza twoją kontrolą.
Każdy musi podążać własną ścieżką.
Można też taką osobę ignorować.
Według Buddhy można ignorować innych? Wow!
Tak, ponieważ tak jak mówiłam czasem pozostawanie w relacji nie jest korzystne dla żadnej ze stron.
Czasem trzeba zrobić sobie przerwę.
Nie musisz mówić tej osobie, że nie chcesz jej więcej widzieć na oczy, ale możesz powiedzieć, że aktualnie jesteś mocno zajęta i potrzebujesz czasu, żeby zrozumieć, co się z tobą dzieje.
Ty też masz swoje potrzeby.
Po piąte można przywołać prawo kammy, czyli to, że ludzie cierpią w wyniku tego, co robią.
I choć… To trochę podobne do zrównoważenia. I choć możesz życzyć im szczęścia, ostatecznie oni odpowiadają sami za siebie.
Zadbaj więc o samą siebie.

„Kiedy medytuję, czuję przypływ energii do głowy, jakby uderzenie krwi.
Czasem ta energia jest tak silna, że wytrąca mnie z koncentracji i medytacji. Co mogę zrobić?”

Jeśli odczuwasz silny przypływ energii do głowy i już wiesz, że możesz się go spodziewać, spróbuj sprawić, by ta energia płynęła wolniej.
Takie spowolnienie nie powinno być trudne – gdy idziesz, łatwo spowolnić krok.
Gdy mówisz, możesz mówić wolniej.
Czemu więc nie spowolnić też tempa napływu energii.

I wszystko się unormuje.
OK.
Kolejne zsynchronizowane pytanie.

„Co za wibrujące, brzęczące doznanie, które czuję w ciele, gdy medytuję?” [Śmiech]
Nie wiem, spytajmy mikrofon. [Śmiech]

„Mogę to porównać z odczuciem zimna.
Moje całe ciało drży.
To jak energia, która pulsuje w całym ciele.
Mogę ją kontrolować za pomocą oddechu.
Gdyby ktoś na mnie spojrzał, pomyślałby, że marznę, bo się trzęsę – ale nie chodzi o temperaturę. Co mam z tym zrobić?”
Nic. Poza tym, żeby tego nie kontrolować.
Staraj się nie kontrolować tego nawet za pomocą oddechu.
Nie ma takiej potrzeby – możesz obserwować ogólne odczucia z ciała, nie musisz się po nim przemieszczać ani nic podobnego.
Czasami takie wibracje są skutkiem tego, co robiliśmy wcześniej. Drżysz z wysiłku, który wykonywałeś wcześniej. Sama czasem tak mam.
Z kolei, gdy jesteś spokojniejszy, może to być rodzaj pīti, poczucie, że świadomość się zwiększa i z czasem będzie się to stawać coraz przyjemniejsze.
Tak że nie przejmuj się i nie staraj się tego kontrolować.
Nic nie musisz z tym robić, z czasem to samo osłabnie i przeminie.
„Czy aby móc nazwać was moimi nauczycielami muszę przejść przez jakąś inicjację?”
To do nas obojga.
Praktykuj Dhammę.
Przestrzegaj wskazań.
Trzymaj się wskazań.
[NAŚLADUJE HAŁAS] Co za złowrogi dźwięk.
Weź Dhammę za nauczycielkę a Buddhę za nauczyciela i ucz się od różnych nauczycieli.
Jeśli chcesz słuchać naszych nauk, przyjeżdżaj na nasze odosobnienia.
Możesz też dołączać do moich sesji online.
Poza tym po prostu praktykuj Dhammę i bądź elastyczny, bo czasem bardziej nam odpowiada jeden nauczyciel, a czasem inny.
Nie ma reguły, że można mieć tylko nauczyciela i się do niego przywiązywać. Ważne jest, by dać się prowadzić Dhammie, co między innymi oznacza etyczne zachowanie i powściąganie zmysłów.
Pogłębianie wyciszenia i mądrości oraz współczucia to najlepszy sposób, by czuć się wychowankiem Buddhy i jego uczniów.
Wystarczy?

Jak pracować z uczuciami, które pojawiają się, gdy słyszymy, widzimy lub doświadczamy niesprawiedliwości i nienawiści?
Czasem możemy pracować tylko z własnymi reakcjami na złe, nieumiejętne działania. Można zobaczyć czy… Czasami nie możemy nic zmienić, nie możemy zmienić innych, nie da się wszystkiego kontrolować.
Można tylko czerpać z tego naukę, zachęcać ludzi, żeby przestali robić złe rzeczy – jeśli to możliwe – i zachować życzliwość.
Życzliwość bez oczekiwania niczego w zamian.

Czasem musi wystarczyć, że robimy co w naszej mocy. Człowiek sobie uświadamia, że tak wygląda świat, w którym się rodzimy.
To świat, gdzie jest dużo dobra i życzliwości, ale czasami oczekujemy zbyt wiele.
Gdy obniżymy oczekiwania, możemy dostrzec o wiele więcej piękna.
Mówiłem o tym na długim odosobnieniu, że czasem można pójść do toalety i zobaczyć najpiękniejszą kupę w życiu.
Wystarczy tylko zmienić sposób odczuwania… postrzegania.
Przyjmujesz nową perspektywę, choć dawniej byłoby to niemożliwe.
W ten sposób można zmienić percepcję i to, jak postrzegamy nieszczęście.

„Czy możecie wyjaśnić, jak dochodzi się do pięknego oddechu?
Potrafię głęboko rozluźnić ciało, i jest to bardzo przyjemne, ale kiedy pojawia się oddech, staję się niespokojna.
Proszę o radę. Dziękuję.”
Jedną z przyczyn niepokoju, gdy przychodzi oddech może być pragnienie osiągnięcia pięknego oddechu.
Kiedy oddech się pojawia, ale nie jest jeszcze piękny, napinasz się, bo szukasz sposobu, żeby był piękny. I niepotrzebnie przyśpieszasz.
To całkiem naturalne, że – gdy się rozluźnisz i osiągniesz pewien stopień wyciszenia i relaksu – i pojawia się nowy obiekt medytacji, jeśli czekasz, aż przyjdzie do ciebie oddech, będzie on mało subtelny.
Na początku oddech niemal trochę przeszkadza umysłowi.
Zdarza mi się czasem, że jeśli dużo praktykuję trzymanie uwagi na chwili obecnej, kusi mnie, by przy tym pozostać.
Można osiągnąć głęboki spokój i odczuwać intensywną pīti i błogość pozostając po prostu w chwili obecnej, bez szczególnego skupiania się na jakimś obiekcie poza samą obecnością – można powiedzieć.
Dlatego czasami nie chce się przechodzić do oddechu, bo gdy się pojawi, mam takie: „o nie, teraz muszę podążać za tym ruszającym się obiektem.”
Tak że na początku jest to mało subtelne, ale jeśli będziemy cierpliwi i pozostaniemy z tym przez dłuższy czas, zacznie się stabilizować.
Piękno oddechu pochodzi z umysłu.
Pochodzi z umysłu, który jest zadowolony, i z umysłu, który powoli zaczyna się uspokajać i wyciszać.
Po pewnym czasie oddech sam z siebie zaczyna się jawić jako piękny.
Jest taki piękny fragment w „Mindfulness, Bliss and Beyond”, gdzie piszesz coś jak: „gdy nadchodzi poranek, słońce wschodzi samo, nie wkłada w to żadnego wysiłku”.
To nie dosłowny cytat, ale to samo dotyczy pītisukhi – pojawia się samoistnie, jeśli na nią poczekać.
Pozwól naturze robić swoje. Natura oddechu jest taka, że staje się piękny, gdy umysł staje się wyciszony, uspokojony i ufny, ufa procesowi.
Nie staraj się niczego osiągać, to najlepszy sposób.
Wow,— to już chyba ostatnie.
—„Drogi Ajahnie Brahmie, co doradzisz komuś, kto chce na poważnie praktykować…” Dalej jest coś o relaksie, „ale ma ukochanego męża i czteroletnie dziecko i nie może przyjąć święceń?”
Dziękuję”.
Jeśli naprawdę chcesz na poważnie praktykować, użyj do tego dziecka i ukochanego męża… włącz ich do swojej praktyki.
Może możesz z czegoś zrezygnować, aby więcej dać dziecku – ma dopiero cztery lata, wykorzystaj to do praktykowania miłującej dobroci.
Co do ukochanego męża, jeśli będziesz dużo praktykować medytację, z czasem on też pewnie będzie chciał zacząć medytować.
Zobaczy, jak dobrze medytacja na ciebie wpływa, i to najlepszy sposób, żeby go zachęcić do medytowania.
Właściwie twoja sytuacja pozwala pójść nawet dalej, bo możesz zabrać ze sobą ukochane osoby.
Nie tylko będziesz pogłębiać własną medytację, ale możesz pomóc trzem osobom, całej rodzinie rozwinąć praktykę.
Znów wracamy do tego, jak co postrzegamy i co robimy z tym, co jest nam dane.
Ja też mam mniej czasu na medytację, bo mam w klasztorze te dwie.
To nie ich wina.
Dużo załatwiania.
Ale znacznie lepiej, gdy we trzy idziemy po Ścieżce niż samej. O wiele lepiej.
Dlatego nic bym nie zmieniła.
„Chcieliśmy zapytać…” – czy to pytanie od wszystkich tu zgromadzonych?
„Chcieliśmy zapytać, co daje niepowracanie i nieodradzanie się ponownie”.
Uwolnienie od cierpienia.
Niesamowite, prawda?
Może słyszeliście, co mówił na ten temat Buddha, czy może to był Sariputta.
Mówił, że wolność od cierpienia jest szczęściem.
Choć nie istnieje nikt, kto może tego doświadczyć, jest to rodzaj szczęścia wynikający właśnie z braku cierpienia.
To trudne do pojęcia, nie da się tego zrozumieć koncepcyjnie, zwłaszcza jeśli nie doszliśmy jeszcze do głębszych poziomów medytacji i nie doświadczyliśmy znikającego umysłu.
Ale kiedy zaczynamy postrzegać ciało i umysł jako cierpienie, a także doświadczać poczucia szczęścia, które się dzięki temu pojawia, przestajemy się zastanawiać, dokąd to wszystko prowadzi.
Poczucie szczęścia rośnie tym bardziej, im bardziej wszystko zanika.
Cały sens polega na tym, żeby być tak szczęśliwym jak… nikt.
Tak szczęśliwym, jakby nie było już żadnego cierpienia. Yeah.
Znakomicie.
Jesteśmy trochę po czasie, ale są jeszcze dwa pytania, chyba damy radę.

„Drogi Ajahnie, podczas medytacji moje ciało przechyla się w prawo.
Jeśli się nie wyprostuję, po pewnym czasie ból wytrąca mnie z medytacji. Co robić? Dziękuję za owocne odosobnienie”.
Możesz czasami siadać w fotelu, jak ja teraz. Mam tu po bokach podpórki, więc nie mogę się przechylić za bardzo w lewo, ani w prawo.
Dla tych, co się przechylają, mamy pasy bezpieczeństwa.
Tam stoi, ale nie ma pasów bezpieczeństwa.
W każdym razie nie przejmuj się, to samo minie.
Ja też kiedyś przechylałam się w prawo i w dół, o tak – w Birmie.
Siedziałam godzinami i czasem przybierałam taką pozycję, ale w sumie było mi tak całkiem wygodnie.
Ale tak, zgadzam się, że po jakimś czasie to ustanie.
Na pewno.
„Czytałam w „Word of the Buddha”, że vedanā została przetłumaczona jako experience – doświadczenie.”
Tak. Czyja to sprawka? W pełni się z tym zgadzam.
Wiecie, że Wedy w tradycjach chyba hinduistycznych, w starożytnych tradycjach indyjskich, oznaczają „doświadczenie”? Weda oznacza „wiedzę” albo „doświadczenie”.
A vedanā to zasadniczo to samo słowo. „…Czy możecie wyjaśnić różnicę między doświadczeniem, odczuciem i fizycznymi doznaniami?”
Odczucia są częścią doświadczenia, ale powodem, dla którego Ajahn Brahm wybrał „doświadczenie” – oczywiście możesz to uzupełnić – jest chyba to, że chodzi o doświadczanie przez wszystkie sześć zmysłów.
Czyli nie chodzi tylko o odczucie w sensie odczuć cielesnych czy emocjonalnych, ale to wszystko razem wzięte.
Mamy odczucia płynące ze wszystkich sześciu zmysłów, przez uszy, dźwięki, zapachy, smaki, dotyk i umysł.
Są odczucia czy doświadczenia przyjemne, nieprzyjemne i gdzieś pomiędzy.
Są też doświadczenia i odczucia korzystne albo niekorzystne, spowodowane zmysłami albo niezwiązane ze zmysłami – nirāmisā i sāmisā.
Szczęście i cierpienie albo niezadowolenie i przyjemność, oraz ani jedno, ani drugie.
Wszystkie aspekty ludzkiego doświadczenia.
Coś można naprawdę poznać tylko odczuwając to, doświadczając tego.
To musi bezpośrednie doświadczenie, zawsze empiryczne.
Dlatego podoba mi się „doświadczenie”, bo to nie sucha koncepcja.
Fizyczne doznania to też coś, czego bezpośrednio doświadczasz.
To wszystko jest mniej więcej podobne, ale doświadczenie to szersze pojęcie. Czy chcesz coś dodać?
Nie.
Dobrze wyjaśniłam?
Bardzo dobrze.
OK. Super. Wspaniale! Znakomicie! Świetnie.
Wszyscy…
Odpowiedzieliśmy na wszystkie pytania?
Wszystkie, co też jest wspaniałe.
Jak to zrobiliśmy?
Nie wiem, ale to super.
Teraz możemy zrobić trzy wielkie sādhu, jeśli chcecie.
Sādhu sādhu sādhu!

O autorze

brahm.jpg

Brahmavamso Ajahn
zobacz inne publikacje autora

Czcigodny Ajahn Brahmavamso Mahathera (znany jako Ajahn Brahm), właściwie Peter Betts, urodził się w Londynie 7 sierpnia 1951 roku. Obecnie Ajahn Brahm jest opatem klasztoru Bodhinyana w Serpentine w Australii Zachodniej, Dyrektorem ds. Duchowych Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Wiktoria, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Australii Południowej, Patronem Duchowym Bractwa Buddyjskiego w Singapurze oraz Patronem Duchowym ośrodka Bodhikusuma Centre w Sydney.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: Anukampa Bhikkhuni Project

Tłumaczenie: Katarzyna Kubiak
Czyta: Agata i Kamień stulecia

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/