KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Staraj się pozostać z każdym kolejnym oddechem. Jeśli wydaje ci się, że perspektywa bycia tu i teraz przez całą godzinę to dla ciebie zbyt wiele, wówczas postaraj się być tylko z TYM oddechem, a potem z TYM oddechem. Prawdę mówiąc, jeśli się zacznie wybiegać myślami za bardzo w przyszłość, wtedy przestaje się zauważać ten oddech i przegapisz moment, w którym umysł zaczyna wędrować. Ale można łatwo dać sobie radę, kiedy się stosuje zasadę małych kroków. TEN oddech, teraz TEN oddech, a teraz TEN oddech. Co do przeszłych oddechów - cóż, po pierwsze, już ich tutaj nie ma, a to, czy udało ci się z nimi zostać czy nie, już nie ma znaczenia. To, co ma znaczenie teraz, to ten oddech, w tej chwili. Podobnie ma się rzecz z oddechami w przyszłości – nie ma ich w tej chwili i nie można im się przyjrzeć. A więc nie można teraz wziąć odpowiedzialności za to, czy będziesz je obserwować wtedy. Możesz brać odpowiedzialność za nie w przyszłości, jeśli nauczysz się być odpowiedzialny teraz. Więc, lepiej stosować metodę krok po kroku.

Nawet gdy medytacja nie jest szczególnie łatwa lub przyjemna, metodą małych kroków można sprawić, że będzie możliwa do opanowania. Innymi słowy, jeśli oddech nie wydaje się aż tak fascynujący czy pochłaniający, a tu i tam pojawia się ból, znacznie łatwiej jest robić to krok po kroku.

Kiedy byłem jeszcze w Tajlandii, chodziłem po jałmużnę i miałem do pokonania spory teren, a w tym czasie zdarzały się dni, kiedy lało jak z cebra. Miałem duży parasol, ale w tak ulewne deszcze nie zdawał się na nic i byłem przemoczony do suchej nitki. Wiał wiatr. Deszcz lał ze wszystkich stron. I kiedy tylko pomyślałem o tym, że półtorej godziny spędzę w tym deszczu, grzęznąc w błocie, trudno mi było wykrzesać energię, żeby zrobić pierwszy krok. Ale zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie pójdę po moją jałmużnę, to nie będę miał co jeść tego dnia. Więc zastosowałem metodę małych kroków: ten krok, następny, i następny. Zdziwiłbyś się jak szybko - kiedy zwraca się uwagę na kolejne kroki wykonywanej w danej chwili czynności - te półtorej godziny mija, jak łatwo dać sobie radę, nawet przy ulewnym deszczu. Nie obciążasz się przeszłością ani przyszłością, ani tym ile już kroków wykonałeś, ani tym ile minut już jesteś w drodze, i jak dużo jeszcze czasu minie zanim będzie można powrócić w suche miejsce. Jest się dokładnie tutaj, właśnie tutaj, tylko tutaj. I odkrywasz, że to tutaj jest dobre, można sobie z tym dać radę. Nie jest to być może najpiękniejszy moment, ale przynajmniej możliwy do zniesienia.

Ta zasada może ci pomóc w wielu sytuacjach. Kiedy doskwiera ból, staje się naprawdę ciężki nie tyle dlatego, że faktyczne fizyczne odczucie jest nieprzyjemne, ale dlatego, że obciążasz się myślami o tym, jak długo ten ból już trwa i jak długo będzie jeszcze trwał w przyszłości. W ten sposób cała ta przeszłość i cała ta przyszłość obciążają ten jeden mały moment tu i teraz. Nic dziwnego, że teraźniejszość ugina się pod takim ciężarem. Ale jeśli wszystko, co teraźniejszość musi udźwignąć, to tylko ten jeden moment, odkrywasz, że jest to wykonalne. Może ona sprostać jakiemukolwiek ciężarowi, który jest w tym momencie. Więc umiejętność skupiania się wyłącznie na tym, co dzieje się właśnie tutaj, właśnie teraz, to bardzo pożyteczna zdolność.

Ale to nie jedyna umiejętność, którą musimy rozwijać podczas medytacji. Niektórzy ludzie chcą, żeby cała medytacja polegała wyłącznie na tym: byciu w chwili obecnej. Ale są też inne umiejętności, które trzeba w sobie wypracować. Jest też umiejętność tego, jak UCZYNIĆ chwilę obecną przyjemnym miejscem do przebywania. A to wymaga pewnej pamięci przeszłości: co działało w przeszłości, co nie działało w przeszłości. To nazywa się umiejętnym wykorzystaniem przeszłości. Podobnie istnieje też umiejętne wykorzystanie przyszłości - posiadanie poczucia, że ta praktyka gdzieś prowadzi, że ma odpowiedni kierunek, że dzięki niej dojdzie do pełnego wyzwolenia.

A podczas gdy pracuje się nad tymi umiejętnościami, nie koniecznie musi to być pasmo potknięć i upadków, po których trzeba się podnieść, otrzepać z kurzu i zrobić parę kolejnych kroków, po których znowu pojawią się potknięcia.

Nie zawsze tak będzie. Przychodzi czas, gdy naprawdę jesteś z oddechem i zaczynasz dostrzegać pewne schematy. Gdybyś nie miał pamięci przeszłości i poczucia przyszłości, nie byłbyś w stanie dostrzec tych prawidłowości - wzorców w swoich dotychczasowych poczynaniach i rezultatów z nich płynących. To wymaga umiejętnego wykorzystania przeszłości. Niektóre z twoich działań będą miały natychmiastowe rezultaty w teraźniejszości, ale rezultaty niektórych z nich będą potrzebowały czasu. Jeśli nie ma się uważności - a tym jest właśnie pamięć o przeszłości: uważnością (sati) - jeśli nie ma się tej pomności, niczego nie jest się w stanie nauczyć. I chociaż każda chwila obecna może być wspaniałym momentem dla początkującego, to jednak niczego się z niej nie uczysz. Twój postęp zostaje właśnie tam przerwany.

Zatem ważną umiejętnością w medytacji jest to, jak właściwie korzystać z przeszłości i przyszłości. Buddha nakreślił to w mowie do Kalamów, a także w naukach dla swojego syna, Rahuli. Bądź świadomym intencji jaka przyświeca temu, co się robi; obserwuj to, co robisz, podczas gdy to robisz, a potem obserwuj rezultaty. Zwróć uwagę na relacje pomiędzy rodzajem intencji a rodzajem osiągniętego rezultatu, zarówno natychmiastowego, jak i przychodzącego z czasem. Oto jest umiejętne korzystanie z przeszłości.

Nieumiejętne korzystanie z przeszłości polega na tym, że ucieka się w przeszłość popadając w stan radości bądź smutku na myśl o tym, jak sprawy wyglądały w przeszłości. Nieumiejętne korzystanie z przyszłości ma miejsce wówczas, gdy powstają oczekiwania co do przyszłości i są one zabarwione pragnieniem, niechęcią lub obawą. Jedyną obawą, która jest przydatna, jest strach przed konsekwencjami nieumiejętnych działań. To właśnie trzyma cię na ścieżce w teraźniejszości. Innym dobrym wykorzystaniem przyszłości jest twoje przewidywanie tego, jak dobre będą rezultaty, gdy w końcu opanujesz jakąś umiejętność. Ale nadal nie ma sposobu, żebyś tam dotarł, chyba że będziesz podążał za krokami. Więc naucz się rozpoznawać, kiedy twój umysł zabiera cię do przeszłości lub przyszłości: jakie są umiejętne i nieumiejętne sposoby przywoływania przeszłości czy przeszłości? Czasami umiejętne przypomnienie, powiedzmy, przyszłości mogłoby brzmieć: "Śmierć może nadejść w każdej chwili. Czy jesteś gotowy odejść? Jeśli nie - co robisz właśnie teraz, żeby się przygotować?" To wykorzystywanie przyszłości jako bodźca.

Więc gdy zdajesz sobie sprawę, że przeszłość i przyszłość mają swoje zastosowania, dodajesz głębszego wymiaru do swojej praktyki. Gdyby to była tylko praktyka pozostawania w chwili obecnej, wszyscy moglibyśmy pójść i zrobić sobie lobotomię czołową i to by wystarczyło, by utknąć w teraźniejszości. Ale nie o to chodzi. Potrzebujesz pewnego poczucia przeszłości. Musisz być spostrzegawczy i pamiętać, co działało, a co nie działało, a potem zobaczyć, jak te lekcje stosują się do obecnej chwili.

Czasami musisz ponownie nauczyć się lekcji lub dostosować przeszłą lekcję, bo to, co wydawało się działać wcześniej, może tym razem nie działać. To po prostu oznacza, że musisz być jeszcze bardziej spostrzegawczy wobec tego, co się dzieje. Nie oznacza to, że całkowicie odrzucasz przeszłość. Oznacza to, że bierzesz użytek ze swojej wiedzy, dostosowujesz ją i udoskonalasz. Tak właśnie rozwija się praktyka - budujesz na swoich przeszłych błędach, a także na swoich przeszłych sukcesach.

Więc pamiętaj, że praktyka ma więcej wymiarów niż po prostu chwila obecna. Ale umiejętność pozostawania w chwili obecnej jest jedną z trudniejszych do nauczenia się, stąd kładzie się na nią taki nacisk. Jak masz obserwować cokolwiek, jeśli nie masz rozwiniętej spostrzegawczości chwili obecnej? Jeśli lekcje, których nauczyłeś się w przeszłości, nie działają, może nie byłeś wtedy naprawdę uważny. Nadarza się więc teraz okazja, żeby stać się bardziej spostrzegawczym, bardziej precyzyjnym, z każdym oddechem.

Zwróć uwagę na to, w którym momencie cyklu oddychania tracisz koncentrację. U niektórych ludzi to jest między wdechem a wydechem, albo między wydechem a wdechem. Czasami to jest wtedy, gdy konkretny oddech jest niekomfortowy: coś jest w nim nie tak, wycofujesz się. Naucz się obserwować wszelkie napięcia lub sztywności, które mogą pojawić się w oddechu. Uważaj na skłonność do popadania w rozproszenie między oddechami. Zobacz, co możesz zrobić, żeby przeciwdziałać tym tendencjom. Zadaj sobie pytanie o to, jak rozpoznajesz moment, w którym twój wydech przechodzi w kolejny wdech. W niektórych przypadkach jest to niezwykle subtelny moment. Mamy tendencję do określania tej granicy nazbyt ściśle, z dokładnością, która nie jest konieczna. Dobrze jest mieć to na uwadze, by nie tworzyć dodatkowych, niepotrzebnych blokad i napięć. Najlepiej jest być całym cyklem każdego oddechu, w całej jego rozciągłości, i największą precyzją na jaką cię stać.

Potem, pod koniec medytacji możesz zatrzymać się i zastanowić nad tym, co robiłeś, jakich lekcji się nauczyłeś. Zdarza się, że efekt jest natychmiastowy. Robisz coś i od razu pojawiają się dobre lub złe rezultaty. W takim przypadku nie trzeba za wiele analizować przeszłości, efekty są natychmiast widoczne. Można tez wyciągnąć cenne wnioski przez refleksję, na przykład, nieudanej sesji: Co robisz? Dlaczego to nie wychodzi? Po udanej sesji również warto zastanowić się: Co zrobiłeś? W jaki sposób skupiałeś umysł? Zachowaj te wnioski na później, aby w razie potrzeby móc z nich skorzystać. Może się okazać, gdy wyciągniesz dokumentację ze swojej mentalnej kartoteki, że spostrzeżenia nie były tak precyzyjne, jak byś chciał. Ale masz mnóstwo oddechów do obserwowania, mnóstwo okazji do ponownego uczenia się swoich lekcji.

A więc jest to stopniowa ścieżka, ale nic w tym złego. Na szczęście w theravadzie nigdy nie było kogoś takiego jak Shen-hui, który jak Rush Limbough buddyzmu tradycji Chan z piłą tarczową nagłego Przebudzenia zjadliwie wyśmiewałby każdą wskazówkę stopniowej ścieżki, każdą poradę rozwijającej się umiejętności, jako przeszkodę dla wyzwolenia. Doszło do tego, że nikt w tradycji Chan po tym nie ośmielił się mówić o metodach czy ścieżce rozwoju. Na szczęście theravada nie ma tego problemu.

W rzeczywistości jej problem idzie w drugą stronę. W Udanach jest fragment, gdzie Buddha porównuje praktykę do szelfu kontynentalnego u wybrzeży Indii: najpierw jest stopniowe nachylenie, a potem nagły spadek. Komentarze ponownie zinterpretowały to porównanie nadając mu znaczenie CAŁKOWITEJ gradacji pozbawionej owego nagłego spadku. Ale tekst palijski wyraźnie wskazuje, że jest nagły spadek. Więc stopniowe nachylenie rzeczywiście prowadzi cię we właściwym kierunku. Bez stopniowego nachylenia nie dotarłbyś do nagłego spadku. Bez nagłego spadku stopniowe nachylenie nie miałoby żadnego prawdziwego znaczenia w sensie otwarcia się na coś naprawdę nowego. Ale sposób, w jaki działa przyczynowość, daje możliwość dokonywania stopniowych, bardzo precyzyjnych obserwacji swojego oddechu, stawania się coraz bardziej umiejętnym, gdy uczysz się z czasem. Potem w końcu trafiasz na punkt, gdzie wszystko otwiera się w nieoczekiwany sposób. W ten sposób ścieżka jest zarówno stopniowa, jak i nagła.

Więc gdy pracujesz nad każdym oddechem, kolejnym oddechem, i następnym oddechem, pamiętaj, że jesteś na ścieżce, która może zająć dużo czasu, ale każda podróż wymaga pojedynczych kroków. Dlatego Buddha nazywał to ścieżką. Gdyby to nie była ścieżka, nie miałaby żadnego kierunku. Ale ma kierunek, a stopniowe kroki to dobry pomysł aby w ten sposób nią podążać.

Nie wszystko co najlepsze zostało zachowane na koniec. Ale z czasem - korzystając ze swej zdobytej w przeszłości wiedzy i umiejętności coraz lepiej i precyzyjniej umie się wejść w chwilę teraźniejszą – te stopniowe kroki nagle otwierają się ku czemuś zupełnie INNEMU. Czemuś, co można znaleźć patrząc właśnie tutaj, nie trzeba patrzeć nigdzie indziej.

Na tym polega niesamowitość nauk Buddhy: Wszystkie wielkie lekcje, których musimy się nauczyć, są właśnie tutaj. Nie musimy spekulować o jakimś wydarzeniu z dalekiej przeszłości na początku wszechświata - to nie jest istotne. Nie musimy pokładać nadziei w dniu sądu na końcu wszechświata - to też nie jest istotne.
To, co się liczy, możemy sami zobaczyć, dokładnie tutaj, dokładnie teraz. Wszystko ulega zmianie. Tak, ale w jaki sposób? Według jakiegoś wzorca? Obserwuj co jest w tu i teraz, a się dowiesz.

Obserwuj w taki sposób, by twoja obserwacja stawała się z czasem coraz bardziej dokładna poprzez umiejętne korzystanie nie tylko z chwili obecnej, ale też ze wspomnień i przewidywań przyszłych efektów.

Ucz się korzystać z tego wszystkiego we właściwy sposób, a staną się częścią twojej ścieżki.

  • Shen-hui (神會, 684-758) był wpływowym mistrzem buddyjskim w chińskiej południowej tradycji Chan (Zen). Jeden z głównych propagatorów nagłego oświecenia. Zaciekle krytykował północną szkołę Chan, która nauczała stopniowego rozwoju duchowego. Po nim w tradycji Chan/Zen stało się niemal tabu mówienie o metodach praktyki czy stopniowym postępie. Autor używa tego porównania, bo podobnie jak Limbaugh w polityce, Shen-hui w buddyzmie używał bardzo ostrego, atakującego języka, wyśmiewał przeciwne poglądy, miał ogromny wpływ.
  • Rush Limbaugh (1951-2021) był bardzo wpływowym amerykańskim radiowym talk-show host'em, znanym przede wszystkim z prowadzenia "The Rush Limbaugh Show" - jednego z najpopularniejszych programów radiowych w USA przez ponad 30 lat. Był kontrowersyjną postacią w amerykańskich mediach konserwatywnych, znaną z ostrego, prowokacyjnego stylu (używał sarkastycznego, często atakującego tonu wobec swoich przeciwników politycznych), konserwatywnych poglądów i ogromnego wpływu na miliony słuchaczy. W kontekście cytatu, autor porównuje Shen-hui (postać z tradycji buddyjskiej Chan/Zen) do Rush Limbaugha, sugerując podobny styl - agresywne, bezlitosne atakowanie przeciwnych poglądów, w tym przypadku tradycji stopniowego rozwoju duchowego w buddyzmie.

O autorze

Thanissaro06.jpg

Thanissaro Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Thanissaro Bhikkhu (Geoffrey DeGraff) (1949 - ) jest amerykańskim buddyjskim mnichem tajskiej leśnej tradycji Kammatthana. Po ukończeniu historii europejskiej w Oberlin College w 1971 roku wyjechał do Tajlandii gdzie uczył się medytacji u Ajaana Fuang Jotiko, ucznia Ajaana Lee.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: rozdział książki "Meditations 2: Dhamma Talks"
Copyright © 2006 Thanissaro Bhikkhu.
Access to Insight edition © 2013

Tłumaczenie: Danuta
Czyta: Aleksander Bromberek

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/