"Co za nudy". Czy powstała u kogoś taka myśl? Niewątpliwie słowo "moralność" w tytule, skutecznie odstraszy potencjalnego czytelnika. Tymczasem, jak ważny jest ten etap Ścieżki, niech świadczy choćby Gaṇakamoggallāna Sutta:
- Czy jest możliwe, mistrzu Gotama, by opisać stopniowy trening stopniową praktykę i stopniowy progres w tej Dhammie i Dyscyplinie?
- Jest możliwe, braminie by opisać stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres w tej Dhammie i Dyscyplinie. Tak jak braminie gdy mądry trener koni który otrzymał dobrego rumaka, wpierw sprawia by ten przyzwyczaił się nosić uprząż i potem trenuje go dalej, tak też gdy Tathagata otrzymuje osobę do opanowania, wpierw dyscyplinuje go w ten sposób: "Chodź mnichu, bądź cnotliwy, powstrzymany przez powstrzymanie Pathimokkha1, bądź doskonały w prowadzeniu się widząc lęk w najmniejszym błędzie, trenuj podjęcie reguł treningu".
http://sasana.pl/mn-107-var
To tylko jeden z bardzo wielu cytatów Tipitaki odnoszących się do moralności i być może wcale nieszczególnie trafny. Jest ich jednak tak dużo, że trudno wyszukać najbardziej przekonywający. Zainteresowany studiowaniem Dhammy, z pewnością odnajdzie go samodzielnie.
Kto nie zastanawiał się nad sensem moralności w buddyzmie? Był czas, że i mnie nachodziły różne wątpliwości związane z tym tematem. Przychodziły mi wtedy do głowy pytania w rodzaju: Czemu to ma służyć? Czy to tylko przejaw zatęchłej dewocji, przyjętej jako spuścizna po braminizmie? A może uleganie wpływom późniejszych religii? Co ma wspólnego oświecenie z przestrzeganiem sztywnych reguł? Czy nie można by podejść do życia w sposób liberalny, libertyński czy nawet hedonistyczny? Przecież to nieźle współgrałoby z ideą "puszczenia" i "nienapinania się". Albo: dlaczego kłamstwo jest zawsze złe? Przecież można przytoczyć przykłady "użytecznego kłamstwa", wręcz "dobrego". Solidne skarcenie kogoś, kto na to zasłużył, też wydaje się szlachetnym uczynkiem.
Takie pytania można by mnożyć bez końca, ale nie ten wpis ma dostarczyć ogólnej tylko metody na poszukiwanie odpowiedzi i rozwiązywanie dylematów moralnych, więc ograniczę się jedynie do odpowiedzi na niektóre z nich.
Najwyraźniej nie jestem i nie byłem jedynym, który zastanawiał się nad sensem moralności. Pytanie to nurtowało także Anandę. Zapytał więc Oświeconego o cel i pożytek moralności. Oto jaką odpowiedź otrzymał:
- Jaki jest cel moralnego życia? Jaki jest pożytek?
- Moralne życie ma wolność od niepokoju za swój cel, Ānando, i wolność od niepokoju za pożytek.
- A jaki jest cel wolności od niepokoju? Jaki jest pożytek?
- Wolność od niepokoju, ma radość za swój cel i radość za pożytek…
http://sasana.pl/an-11-001-nag
Kto czytał poprzednie wpisy, widzi w tym momencie bezpośredni związek moralności z właściwą intencją, która to z kolei wynika z właściwego poglądu. Przejdźmy więc do konkretów. Wspólnym określeniem moralność, nazywamy: właściwą mowę, właściwe postępowanie i właściwy sposób utrzymywania się. Sutta ujmuje to tak:
Co to jest właściwa mowa?
Powstrzymanie się od kłamstwa, powstrzymanie się od kłótni, powstrzymanie się od obmowy, powstrzymanie się od czczego gadania.
Mnisi, to jest nazywane właściwą mową.
http://sasana.pl/sn-45-008-nag
Jakiekolwiek słowo, uczynek, czy praca, mają swoje źródło w myśli. Tą myślą jest pogląd i intencja. Łatwo więc zrozumieć, że samo powstrzymywanie się, nie jest ani skuteczne, ani nie rozwiązuje problemu jaki nas trapi. Mimo to, nawet takie "siłowe" podejście, zaowocuje korzystnymi skutkami kammicznym i z pewnością jest wskazane. Tym punktom poświęciłem wcześniej wystarczająco dużo miejsca, więc przejdę dalej.
Jedną z rzeczy, która najbardziej zachwyciła mnie w buddyzmie i która jest szczególnie wyraźna w therawadzie, jest umiłowanie prawdy i bezkompromisowe podejście do kłamstwa. Zawsze uważałem kłamstwo za źródło wszystkich nieszczęść na świecie. Czy miałem rację?
Gdy przyjrzymy się korzeniom kammicznym (niekorzystnym), zobaczymy, że pierwsze miejsce zajmuje iluzja. Pozostałe dwa to pragnienie i gniew, ale wróćmy do iluzji. Tłumaczona na przeróżne sposoby, zawsze jednak oznacza brak wiedzy - fałszywe postrzeganie rzeczywistości i wynikającą z tego głupotę. Jeśli dobrze się zastanowić, widać jasno, że każde zło, musi mieć fałsz, kłamstwo, nieprawdę… u swoich podstaw. Zabójstwo, kradzież, okrucieństwo, wymaga nie tylko fałszywego postrzegania tego co atrakcyjne, ale i udzielenia sobie fałszywego pozwolenia na takie zachowania. Znane w psychologii pojęcie "racjonalizowania", jest niczym innym, jak okłamywaniem siebie, by usprawiedliwić wyrządzane zło. Tę myśl można rozwijać i rozwijać, ale skonfrontujmy ją ze słowami Buddhy:
Nie ma zła, które nie może być uczynione, przez osobę która rozmyślnie kłamie, która narusza zasady w jednej sprawie, nie biorąc pod uwagę przyszłego świata.
http://sasana.pl/iti-1-25-var
Uszami duszy już słyszę protesty "Eee, taka mała sutta…? W takim razie spójrzmy na inną:
…A jak nieprawdziwy człowiek mówi jak nieprawdziwy człowiek? Tu nieprawdziwy człowiek kłamie, mówi złośliwie, mówi ostro i obmawia. Tak nieprawdziwy człowiek mówi jak nieprawdziwy człowiek…
http://sasana.pl/mn-110-var
Nawet jeśli nie mamy żadnych wątpliwości, co do sensu prawdomówności, to i tak sugeruję, aby koniecznie przeczytać jeszcze słowa, które Buddha skierował do własnego syna – Rahuli:
Wtedy Błogosławiony, pozostawiwszy resztkę wody w misce, przemówił do Czcigodnego Rahuli:
- Rahulo, czy widzisz tą resztkę wody pozostawioną w misce?
- Tak, o Panie.
- Oto jak mało kontemplacji jest w każdym kto rozmyślnie, bez odrobiny wstydu mówi kłamstwa.
Wylawszy resztkę pozostałej wody, Błogosławiony rzekł do Czcigodnego Rahuli:
- Rahulo, czy widziałeś jak ta resztka wody została wylana?
- Tak, o Panie.
- Jakakolwiek kontemplacja jest w każdym kto rozmyślnie, bez odrobiny wstydu mówi kłamstwa, tak jest wylewana podobnie [jak ta resztka wody].
Odwróciwszy miskę do góry "nogami", Błogosławiony rzekł do Czcigodnego Rahuli:
- Rahulo, czy widzisz jak ta miska jest odwrócona do góry "nogami"?
- Tak, o Panie.
- Jakakolwiek kontemplacja jest w każdym kto rozmyślnie, bez odrobiny wstydu mówi kłamstwa, tak jest odwrócona [jak ta miska].
Ułożywszy miskę prawą strona do góry, Błogosławiony rzekł do Czcigodnego Rahuli:
- Rahulo, czy widzisz jak pusta i głęboka jest ta miska?
- Tak, o Panie.
- Jakakolwiek kontemplacja jest w każdym kto rozmyślnie, bez odrobiny wstydu mówi kłamstwa, tak jest pusta i głęboka [jak ta miska].
http://sasana.pl/mn-061-sir
Często podczas dyskusji o kłamstwie, pewien typ "miłosiernych" ludzi zarzuca mnie "argumentami" w rodzaju:
"Podłością jest powiedzieć komuś że jest brzydki, choć to prawda. Czy nie jest słuszne go okłamać?". Albo "Ktoś śmiertelnie chory, gdy dowie się o nadchodzącej śmierci, może się załamać. Powiesz mu prawdę?". Czy też "Gdy cię złapią "Niemcy", to będziesz "sypał" mówiąc prawdę?".
Tym ludziom wydaje się, że są tacy szlachetni w swoim fałszu, że nigdy nie zastanawiają się nad odpowiedziami, których sami mogliby sobie udzielić. Na wszelki wypadek, rozprawmy się z tą kazuistyką.
Kto ma prawo wyrokować w materii tak subiektywnej jak czyjaś uroda? Owszem, są ludzie, których większość uzna za brzydkich, jednak nie wszyscy i nie ma żadnego dobrego powodu, aby pchać się ze swoją subiektywną opinią i ranić taką osobę. Nawet bezpośrednio zapytani o to, możemy rzecz ująć delikatnie i zamiast chronić swoje ego kłamstwem (bo tak naprawdę jest to próba ochrony siebie, przed konsekwencjami mówienia prawdy), da się rzecz wyjaśnić tak, aby próżność nieszczęśnika ucierpiała minimalnie.
Kto ma prawo okłamać człowieka umierającego? Kto ma prawo odebrać mu jedyną szansę na przygotowanie się do śmierci? Trzeba też pamiętać, że strach takiej osoby wynika z wcześniejszego życia w iluzji, fałszu. Jeśli ktoś taki całe życie stracił na bezrefleksyjnym hołdowaniu złudzeniu o swojej trwałości, to czy my mamy czuć się zobligowani do ich kontynuowania, przez dalsze kłamstwa? Poza tym, człowiek umierający bardzo rzadko da się okłamać, jeśli w ogóle. Próba oszukania go, to także żadne miłosierdzie, a prostacki egoizm, który każe odwracać wzrok od umierających. Kłamstwo pozostawia ich samych sobie. Za to kłamca ma "czyste sumienie i spokojną głowę".
Jeśli taki "dobry człowiek" zajmuje się działalnością obarczoną ryzykiem, że zostanie złapany i – powiedzmy – torturowany, to chyba tylko kompletny osioł może sądzić, że oprawca natychmiast uwierzy w jego kłamstwo i odstąpi od dochodzenia prawdy. Zatem ktoś taki powinien się przygotować, że prawda zostanie z niego wyciągnięta, bez względu na to, czy mu się to podoba, czy też nie. Powinien tak zorganizować swoją "robotę", żeby prawdę mógł powiedzieć, bez strachu o wydanie współtowarzyszy. To dopiero świadczyłoby o jego trosce i współczuciu.
Prawda jest taka, że tego typu zrzuty, podnoszone są w celu usprawiedliwienia się notorycznych kłamców i "racjonalizowania" ich codziennych kłamstw. Nazywam to kazuistyką, ponieważ wymyślają najbardziej nieprawdopodobne sytuacje, które najpewniej nigdy się nie zdarzą, do tworzenia reguły, będącej miarą do oceny własnej, systematycznej nieprawości. Te bardzo wygodne zabiegi nie służą czynieniu żadnego dobra, a jedynie uchronieniu się przed konsekwencjami własnej głupoty, tchórzostwa, próżności, chciwości… W skrajnych przypadkach, kończy się już nie tylko samym usprawiedliwianiem siebie, ale i wykpiwaniem, pogardzaniem a nawet piętnowaniem ludzi bezwzględnie uczciwych.
Czy ktoś tak zakłamany może osiągnąć doskonały spokój? Czy może doświadczyć prawdy absolutnej? Przenigdy. Zawsze wybierze najłatwiejszą drogę, aby zaspokoić swe ambicje, chwilowe zachcianki, czy podążać za zmysłowością. Kłamca, zamiast ujrzeć i pokonać swoje skazy, będzie starał się je uczynić "cnotami". Od takich ludzi najlepiej trzymać się z daleka. Już samo przebywanie wśród nich, ściągnie na nas niepokój, strach, gniew, lub wpędzi w inne niekorzystne stany umysłu.
Kłótnia i obmowa to tylko dwa sposoby na wyrażenie wobec kogoś swojej niechęci, agresji, lub na sprawienie komuś przykrości i chyba nie wymaga omawiania, ale jaki jest problem z "czczą gadaniną"? Odpowiedź jest całkiem prosta. Już samo trwonienie bezcennego czasu na jałowe ględzenie, jest przyczyną rozproszenia i uniemożliwia właściwy wysiłek, czyli stałe utrzymywanie umysłu w korzystnym stanie. Innym problemem jest to, że właśnie czcza gadanina, jest zarzewiem przyszłej kłótni lub obmowy. Także tutaj, dochodzi zwykle do drobnych, "niewinnych" kłamstewek, ale zostawmy już ich roztrząsanie. Każdy może je osądzić, wedle własnej sprawiedliwości. Idźmy dalej:
Co to jest właściwe postępowanie?
Powstrzymanie się od odbierania życia, powstrzymanie się od zabierania tego, co nie zostało dane, powstrzymanie się od bezwstydu.
Mnisi, to jest nazywane właściwym postępowaniem.
Tu chyba też wszystko jest zrozumiałe, chociaż… Czym jest powstrzymanie się do bezwstydu? Z różnych tekstów wynika, że chodzi zwykle o seks, który nie jest zgodny z przyjętymi normami społecznymi i prowadzi do niesnasek, niepokojów, krzywdy…
Co to jest właściwe życie?
To jest sytuacja, gdy uczeń szlachetnych, porzuciwszy nieuczciwe życie zaczyna prowadzić życie właściwie.
Mnisi, to jest nazywane właściwym życiem.
Trzeba przyznać, że zbyt wiele nam to nie wyjaśnia. Jak wcześniej wspomniałem, odnosi się do sposobu zarabiania na życie. Najkrócej rzecz ujmując, niewłaściwymi sposobami utrzymywania się będą te, które z niewłaściwej mowy, niewłaściwego postępowania, czynią źródło dochodów. Buddha mówi tu również o takich zawodach jak rzeźnik, rybak, producent broni itp.
Moralność, oprócz wyciszania umysłu i dostarczania zadowolenia, pełni także rolę strażnika naszych intencji i poglądów. Nic tak skutecznie jak moralność, nie obnaża naszej hipokryzji. Jeśli nie potrafimy prowadzić nieskazitelnego życia, widzimy jak na dłoni nasze pragnienia, przywiązania, złości, awersje, lęki…
Całkiem dobrym pomysłem na prowadzenie moralnego życia, będzie zachowanie dokładnie przeciwne do niewłaściwego i tak:
Zamiast kłamstw – mówić prawdę. Zamiast wszczynać kłótnie, pomawiać i ranić – łagodzić spory, podnosić na duchu, sprawiać radość. Zamiast czczej gadaniny – rozmawiać o rzeczach szlachetnych, słusznych i pożytecznych. Najcenniejszym rodzajem właściwej mowy jest ta, służąca lepszemu zrozumieniu Dhammy.
Na zakończenie naszych rozważań nad moralnością, warto jeszcze zapoznać się z Sāleyyaka suttą: http://sasana.pl/mn-041-var i samym pojęciem moralności (sila): http://sasana.pl/sila
Czytając sutty, zauważymy pewną charakterystyczną rzecz. Najpierw spójrzmy na ten podział Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki: http://sasana.pl/magga (nie zaszkodzi przeczytanie całego artykułu). Jak widać dzieli się ona na trzy segmenty: mądrość, moralność i skupienie (wgląd). Ilekroć Buddha porusza sprawy związane z mądrością i moralnością, tylekroć używa słowa "uczeń" lub podobnego. Natomiast jeśli mówi o właściwym wysiłku, właściwej uważności lub właściwym skupieniu, używa słowa "mnich". Najwyraźniej nie jest to przypadek a konsekwentne postępowanie. Czy płynie stąd jakaś nauka dla nas? Według mnie – tak i to dosyć istotna.
Oczywiście nie chodzi tu o powstrzymanie świeckich od bardziej zaawansowanych praktyk a o zwrócenie uwagi, że praktyka wglądu, jest przeznaczona głównie dla tych, którzy już wydoskonalili się w mądrości i moralności. Dopiero tacy są wystarczająco przygotowani, wyciszeni i zdolni do dokonania właściwego wysiłku, osiągnięcia właściwej uważności, która w końcu doprowadzi do właściwego skupienia. Za każdym razem, celowo powtarzam słowo "właściwego", bo osiągnięcie skupienia być może i jest realne z pominięciem mądrości i moralności, ale bez właściwej intencji – przetopionej i oczyszczonej niczym złoto, w tyglu moralności – będzie to skupienie niewłaściwe i tym samym, nie doprowadzi do ustania cierpienia.
Modne jest dzisiaj, szczególnie w krajach "zachodnich", pomijanie moralności i usiłowanie pójścia "na skróty". Nie można tego uznać za rozsądne. Niektórzy mogą podnieść tu argument, jakoby we wklejonych przeze mnie przykładach oświecenia, podczas praktyki zen, moralność została całkowicie pominięta a oświecenie osiągnięte. To dosyć powierzchowny osąd. Chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że tamci ludzie praktykowali pod okiem wybitnych nauczycieli a dyscyplina i determinacja jaką musieli się wykazać, budzi nieraz przerażenie a mimo to, autor cytowanej książki, znalazł jedynie osiem przykładów takiego oświecenia. Jemu samemu zajęło to bodaj 7 lat. Czytając literaturę zen, warto też pamiętać, że jej bohaterami są prawie zawsze mnisi, praktykujący przez lata i doskonale obeznani z Dharmą.
Zatem nie jest to całkiem tak proste, jak zwykle nam się jawi pod wpływem różnych książek, których wydanie drukiem, jest przecież uzależnione od spełnienia celu komercyjnego. To w oczywisty sposób musi przełożyć się na treść a często – na jej brak. Trzeba o tym stale pamiętać, inaczej część prawdy możemy wziąć za całą prawdę.
W tym miejscu, prawdopodobnie, kończę serię o Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżce. Na temat właściwego wysiłku nie mówi się wiele, ale też i wiele do powiedzenia nie ma (bez powtarzania tego, co już zostało powiedziane). Jeśli zaś chodzi o uważność i skupienie, to opracowań jest bez liku i w tej chwili nie widzę potrzeby dodawania czegoś od siebie. Wprawdzie można by pokusić się o szersze omówienie uważności ciała z pominięciem uważności oddechu, ale będę musiał odłożyć to na przyszłość. To co starałem się naświetlić do tej pory, powinno być wystarczającym materiałem do wypełnienia naszej praktyki przez najbliższe lata.
Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do zmotywowania mnie i napisania tego czegoś. :) Moim zamiarem było ułatwienie zrozumienia Dhammy innym, tymczasem sam odniosłem wielorakie korzyści.
Pozdrawiam i życzę szybkich postępów. :)
Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.
Dhammapada
