KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Obserwujemy oddech, aby móc obserwować umysł. Oddech jest jak lustro dla umysłu. Kiedy patrzysz na swój sposób oddychania, możesz uzyskać dobre wyczucie tego, co dzieje się w umyśle. Jeśli naprawdę oswoisz się z oddechem, możesz zacząć odkrywać własne stany mentalne, które w przeciwnym razie mógłbyś przeoczyć. Kiedy zaistnieje chciwość, kiedy zaistnieje gniew, kiedy pojawi się ułuda – ukażą się one w oddechu. Odkryjesz jednak nie tylko to, że oddech odzwierciedla umysł: odkryjesz, że możesz używać oddechu, aby na ten umysł wpływać. Na przykład, gdy pojawia się gniew, świadomie zmieniasz rytm oddechu. To będzie oddziaływało na umysł. Zasada przyczyny i skutku działa tu w obie strony. Stan umysłu wpływa na oddech; oddech może mieć wpływ na umysł.

Aby w pełni wykorzystać tę zasadę, musisz być gotów spędzić wiele czasu z oddechem – aby go poznać i dogłębnie przeanalizować, jak cały proces oddychania przejawia się w ciele. Są chwile, kiedy musisz być delikatny w swoich eksploracjach. Kiedy zaczynasz przeglądać ciało, zauważasz często całe fragmenty, które tak jakby gdzieś się zapodziały. Masz wrażenie, jak gdyby zniknęło twoje ramię, albo część pleców, albo obszar poniżej bioder. Nasza odruchowa reakcja, kiedy odnotowujemy coś takiego, to wtargnąć tam i wszystko uporządkować. Ale jest to obszar, w którym musimy być bardzo ostrożni i bardzo uważni. To biodro czy ramię nigdzie sobie nie poszły. One tam są. Po prostu na jakimś nieświadomym poziomie ty sam połączyłeś je z resztą ciała w dziwny i niebezpośredni sposób.

Musisz być bardzo, ale to bardzo uważny. Obserwuj przez chwilę, aby precyzyjnie określić, do czego podpięte są części ciała i gdzie możesz zaproponować jakieś nowe modele połączeń. Bo jeśli po prostu wtargniesz w te części ciała, one zamkną się jeszcze bardziej. O ukrytych obszarach można myśleć jak o ofiarach przemocy: kiedy ktoś zbyt usilnie chce im pomóc, doświadczają tego jako dalszej przemocy i zamykają się. Sztuczka polega na byciu cierpliwym, na obserwowaniu, na leciutkim poszturchiwaniu to tu, to tam, precyzyjnym zauważaniu, co działa, a co nie działa. W ten sposób, kawałeczek po kawałeczku, kiedy już oswoisz się z ciałem, kiedy zaprzyjaźnisz się z oddechem, wszystko zacznie się uspokajać. Wszystko zacznie się łączyć.

Bądź gotów poznać tę jedną rzecz bardzo dokładnie. Istnieje stare rosyjskie przysłowie, które, jak rozumiem, mówi o dwóch rodzajach wiedzy. Jest wiedza lisa i wiedza jeża. Lis zna wiele rzeczy, ale bardzo powierzchownie. Jeż zna tylko jedną rzecz, ale zna ją jak własną kieszeń. Gdy medytujemy, pracujemy nad wiedzą jeża. Chcemy naprawdę poznać oddech.

Kiedy uchwycisz oddech, masz naprawdę dobrą pozycję do obserwacji umysłu. Nawet w trakcie badania oddechu, uczysz się bardzo wiele również o umyśle. Zaczynasz czuć, jak umysł skupia świadomość na zjawiskach. Czym dokładnie jest świadomość? Ile ma warstw? Jest centralny punkt skupienia świadomości i jest świadomość tła, która obejmuje całe ciało. Ona już tam jest, to tylko kwestia tego, by świadomość zogniskowana była w kontakcie ze świadomością tła, uczyła się oswajać z jej obecnością, i żeby utrzymywać świadomość tła tak otwartą, jak tylko możesz. Zbyt często, gdy skupiamy się na jednej rzeczy, próbujemy odciąć tak wiele pozostałych, ile tylko się da, właśnie po to, by utrzymać skupienie. To umieszcza ogromne obszary twojej świadomości w strefach cienia. Czasami jest to potrzebne, czasami nie. Aby oduczyć się tego nawyku, musimy być bardzo wytrwali. Gdy masz już świadomość całego ciała, próbuj utrzymywać ją tak otwartą, jak tylko możesz.

Tu zaczynają odgrywać rolę umiejętności. To nie jest jakiś rodzaj mistycznej przestrzeni, w której wchodzisz w kontakt z „Naturą Buddhy” albo czymś w tym stylu. To po prostu świadomość tła. Ona tam jest, a wraz z nią kwestia intencjonalnego bycia z nią w kontakcie oraz decyzji, czy otwierasz się na nią, czy nie. Kiedy jesteś w lepszym kontakcie ze świadomością tła, zaczynasz dostrzegać punkt skupienia umysłu; tu, tam, gdziekolwiek się porusza. Jest wówczas mniej prawdopodobne, że wytrącą cię z równowagi zmiany w punkcie skupienia. Jeśli twoja uwaga jest radykalnie ograniczona do jednego jedynego, ściśle określonego punktu, to gdy tylko pojawi się tam jakiekolwiek zakłócenie, to już po tobie. Utraciłeś skupienie. Ale jeżeli swoją uwagą obejmujesz również tło, to choćby punkt ogniskowy się zachwiał, tło wciąż pozostanie na swoim miejscu. Masz solidne fundamenty.

Pozostań więc z oddechem. Bądź spostrzegawczy i cierpliwy, bo procesy poznawania oddechu i poznawania umysłu są długoterminowe. Przeżyliśmy tak wiele lat w niewiedzy wobec własnego umysłu i w ignorancji wobec własnego oddechu, że musi minąć trochę czasu, zanim naprawdę je poznamy.

Za każdym razem, gdy medytujesz, otwórz swój umysł na możliwość, że możesz nauczyć się czegoś nowego, bo zawsze jest coś nowego, co możesz dostrzec. Nawet gdy wydaje się, że to znajomy teren, jest mnóstwo szczegółów, które możesz zbadać. To właśnie skupiając się na szczegółach, poznając je, możesz się wiele nauczyć.

To wspólny motyw dla wielu nauk: powinniśmy studiować proste czynności, które codziennie wykonujemy, bo wszystko, co powinniśmy wiedzieć, jest właśnie tam. Jak wskazuje Buddha, to właśnie kwestia intencji i uwagi leży u podstaw wielkiej części naszego cierpienia. Jest właśnie tutaj, w naszych działaniach. Co przyciąga naszą uwagę? Jak patrzymy na obiekty, a potem jak nakłaniamy nasze umysły, żeby się nimi zajęły? A kiedy decydujemy się coś zrobić, co jest czynnikiem motywującym?

Kopiesz wcale nie za głęboko i odkrywasz, że naszym głównym motywatorem jest poszukiwanie szczęścia. Robimy różne rzeczy, bo myślimy, że dzięki temu będziemy szczęśliwsi. Psychologowie dowiedli jednak, że ludzie wykazują się zadziwiającą ignorancją odnośnie do tego, co daje im szczęście, a co nie. Ludzie zwykle fiksują się na tych rzeczach, które robili już wcześniej i to wiele, wiele razy; właściwie to wiedzą, że nie dają im one pełni szczęścia, ale i tak powtarzają je wciąż na nowo. Robią to częściowo z powodu poczucia swojskości – czują się lepiej z czymś, co znają – a częściowo dlatego, że nigdy głębiej nie przeanalizowali tego, co robią, jakie są rezultaty i jak można to poprawić.

Wiele razy mówiliśmy o instrukcjach Buddhy dla jego syna Rāhuli: zanim coś zrobisz, przyjrzyj się swoim intencjom i zapytaj: „Czy to jest coś, co prowadzi do szczęścia – mojego lub innych ludzi – czy może spowoduje to ból?”. Jeżeli ma spowodować ból i cierpienie, nie rób tego. Działaj wyłącznie na bazie takich intencji, które kierują do szczęścia i dobrostanu. Potem, w czasie działania, sprawdzaj rezultaty. Niektóre przychodzą natychmiast. Gdy wkładasz rękę do ognia, natychmiast wiesz, że jest gorący, więc ją wyciągasz. Jeśli widzisz, że działanie ma pewne niezamierzone skutki, które powodują cierpienie, wtedy porzucasz to działanie, zatrzymujesz się. Jeśli nie widzisz krzywdy ani cierpienia, kontynuujesz działanie. Następnie, gdy już skończysz, sprawdzasz skutki długoterminowe. Jeśli działanie zakończyło się krzywdą, postanów nie powtarzać go. Jeżeli nie wywołało krzywdy, ciesz się i dalej podążaj ścieżką.

Interesujące jest, co Buddha powiedział na koniec: „Ten rodzaj refleksji nad twoimi myślami, twoimi słowami i twoimi uczynkami, to jest oczyszczanie twoich myśli, słów i uczynków”. Bardzo rzadko myślimy o czystości jako powiązanej z poszukiwaniem szczęścia. Ale, jak powiedział Buddha, to tam właśnie odnajdujesz czystość – w stawaniu się bardzo spostrzegawczym i przenikliwym odnośnie tego, w jaki sposób szukasz szczęścia, w obserwowaniu, jak przebiegają twoje poszukiwania i w zwracaniu uwagi na to, by działania były oparte o możliwie najbardziej umiejętne intencje.

Poszukiwanie szczęścia nie jest niczym złym. Wczoraj rozmawiałem z pewną kobietą, która powiedziała mi, że po odebraniu akademickiego wykształcenia psychologa nigdy nie traktowała kwestii szczęścia zbyt poważnie. Wydawało jej się, że to coś, co przychodzi i odchodzi dość przypadkowo. Była zdumiona, odkrywając, że Buddha poświęcił mnóstwo nauk właśnie temu jednemu zagadnieniu: dążeniu do szczęścia i traktowaniu go jako umiejętności. Ale kiedy się nad tym zastanowić, co jeszcze ma znaczenie? Jeśli nie uświadomimy sobie naszego dążenia do szczęścia, przeniknie ono do nieświadomości i wtedy nie będziemy wiedzieć, co robimy.

Buddha mówi, żeby wyciągnąć to na światło dzienne. Nawet kiedy tylko oddychasz, zauważ, że gdy zaczynasz skupiać się na oddechu, pojawia się naturalna tendencja uczynienia oddechu wygodnym. I bardzo dobrze: idź za tą tendencją. Nie walcz z nią. Nie spychaj jej pod ziemię. Obserwuj swoje działania w każdym aspekcie swojego życia, żeby zobaczyć, czy szczęście, którego szukasz, jest faktycznie wytwarzane poprzez to, co robisz. Często powtarzamy nasze nieumiejętne działania nie dlatego, że nie wytwarzają żadnego szczęścia, ale dlatego, że dają go nam odrobinę, a my skupiamy się wyłącznie na tej odrobinie, ignorując większe cierpienie, którego przyczyną również są te działania.

Chcesz ujrzeć obie strony medalu: jaka jest gratyfikacja, a jakie są wady tychże działań. Dopiero kiedy wyraźnie widzisz obie strony, możesz porównać: czy wady są tego warte? Czy gratyfikacja jest warta bólu związanego z tymi wadami? Kiedy masz jasność i jesteś uczciwy wobec siebie samego co do wagi obu stron, możesz zacząć szukać drogi wyjścia, sposobu ucieczki.

Buddha mówi, że wgląd zasadniczo sprowadza się do pięciu rzeczy: pierwsze dwie to ujrzenie, jak rzeczy powstają dzięki swoim przyczynom, i ujrzenie, jak przemijają. Tu chodzi nie tylko o doświadczenie powstawania i przemijania niezależne od twoich decyzji, niczym na ekranie telewizora. Chodzi też o decyzje, które podejmujesz, i o intencje, jakie miewasz. Powstają na bazie pewnych przyczyn, a potem przemijają. To jest fascynujące: pojawianie się i przemijanie. Obserwujesz, jak rzeczy pojawiają się i przemijają, a potem szukasz trzech kolejnych rzeczy: gratyfikacji, którą dają, wad, które im towarzyszą, i wreszcie ucieczki od ulegania pokusie satysfakcji.

To jest kompletna wiedza, wiedza, nad którą tu pracujemy. Daj umysłowi dobrą, solidną podstawę, a będziesz mógł przyglądać się temu, jak rzeczy przychodzą i odchodzą, jak intencje przychodzą i odchodzą… Gdy umysł decyduje się działać, widzisz, co się dzieje, gdy działanie trwa. Potem, gdy działanie się kończy, czy całkowicie ono znika? A może zostawia ślad? Jaką gratyfikację otrzymujesz dzięki temu działaniu? Jakie są wady tego działania? Kiedy porównujesz gratyfikację z wadami, co przeważa? A jeśli działanie okazuje się bezwartościowe: co zamierzasz zrobić, żeby uwolnić się od niego? Innymi słowy, jeśli działanie w gruncie rzeczy nie jest zbyt pomocne, jeśli gratyfikacja nie jest wystarczająca, co zrobisz, żeby przestać? Czym zamierzasz je zastąpić, co zrobisz w zamian, żeby znaleźć szczęście?

Buddha nie mówi nam, żeby porzucić nasze poszukiwanie szczęścia. Mówi, żeby robić to mądrzej i bardziej wnikliwie. Niesamowite jest to, że w tym procesie ostatecznie oczyszczamy nasze myśli, mowę i uczynki. Oczyszczamy nasz umysł. To jest ważne, bo nasza wielka ignorancja tkwi właśnie tutaj, w tym, co robimy, próbując osiągnąć szczęście, w tym, jak nasze sposoby zawodzą i w tym, jak nie przyznajemy się do tego przed sobą: we wszystkich tych przypadkach.

Więc obserwuj to, skieruj światło swojej świadomości na tę właśnie kwestię. Skupiając się na oddechu, ustawiamy się we właściwym miejscu do obserwacji, bo uczynienie oddechu podstawą stwarza przestrzeń, aby wyjść poza nasze procesy myślowe i aby obserwować je, jak mówi Buddha, jako coś odrębnego. Obserwujemy je i widzimy, co dzieje się w rezultacie. A kiedy jesteśmy z oddechem, jesteśmy w punkcie, gdzie umysł i ciało spotykają się: to perfekcyjna lokalizacja, by z ustalonego punktu widzenia obserwować działania mentalne, fizyczne i werbalne, wszystkie jednocześnie.

Jest mnóstwo dobrych powodów, by pozostawać z oddechem. Wciąż to sobie przypominaj. To prowadzi do jakości zwanej chanda, czyli usilnego dążenia, jednej z podstaw sukcesu w medytacji.

Nieustanne przypominanie sobie powodów daje też początek zrozumieniu. Bo często bywa tak, że skupiamy się na oddechu, ale po tym, jak jesteśmy z nim przez chwilę, mamy tendencję do zapominania, dlaczego to robimy. Wciąż przypominaj sobie, że jesteś tutaj, aby utrzymywać umysł we właściwym miejscu, by mógł sam siebie zrozumieć. Ta myśl daje ci zarówno motywację do kontynuowania praktyki, jak i perspektywę potrzebną do bycia pewnym, że zmierzasz we właściwym kierunku.

O autorze

Thanissaro06.jpg

Thanissaro Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Thanissaro Bhikkhu (Geoffrey DeGraff) (1949 - ) jest amerykańskim buddyjskim mnichem tajskiej leśnej tradycji Kammatthana. Po ukończeniu historii europejskiej w Oberlin College w 1971 roku wyjechał do Tajlandii gdzie uczył się medytacji u Ajaana Fuang Jotiko, ucznia Ajaana Lee.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: rozdział książki "Gather ’Round the Breath"
Copyright © dhammatalks.org

Tłumaczenie: Piotr Iwanicki
Redakcja polska: Magdalena Bajtlik, Har-Dao
Czyta: Aleksander Bromberek

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/