Tytuł: Wprowadzenie do medytacji oddechu

O autorze: Sujato Bhikkhu

Wersja pdf: pdf2.jpg

zobacz źródło

print

Wersja epub: epub2.jpg

Plik z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")

Witam wszystkich. Dzisiaj po południu zrobimy wprowadzenie do medytacji oddechu. Zwykle siedzimy 45 min, zgadza się? Jak to robimy? Zaczynamy od razu? Kiedy tylko zechce? Naprawdę? Nareszcie! Wszechświat zdał sobie sprawę jaki powinien być. Posłuszny moim życzeniom.

Opowiem więc o medytacji oddechu przez kilka minut, a potem zrobimy medytację prowadzoną. Myślę, że już wszyscy wiecie jak medytować. Zgadza się? Mniej więcej? Zawsze znajdzie się jeden uczciwy człowiek.

O to właśnie chodzi. Wiemy jak medytować. Nie ma tu dużo do nauki. To dosyć proste. Wiemy jak to robić, ale w rzeczywistości tego nie robimy, prawda? Siadamy i myślimy, że będziemy medytować. Próbujemy medytować. I dwie minuty później kompletnie o tym zapominamy. Zaczynamy robić coś zupełnie innego.

Znany szkocki filozof… miałem zamiar powiedzieć angielski filozof, ale miałbym przez to problemy ze Szkotami. Szkocki filozof David Hume. Mówił bardzo elokwentnie o idei braku jaźni. Mówił, że kiedy spojrzysz na swój umysł widzisz jedynie nieskończony strumień procesów, które cały czas się zmieniają. Brzmi to dość podobnie do nauczyciela, o którym kiedyś słyszałem. W każdym razie tak powiedział. Powiedział też, że w tym strumieniu nie ma nic stałego, czego można się uchwycić jako "ja". I dalej powiedział, że nawet jeśli po przeczytaniu tego, zgadzasz się ze wszystkim co powiedziałem, po pięciu minutach całkowicie o tym zapomnisz i będziesz się zachowywał jakby świat był pełen ludzi, jaźni i trwałości.

I to jest różnica między filozofią Hume'a a Buddhy. Buddha nie tylko myślał o tych sprawach. Dla Buddhy to nie była kwestia filozofii, ale tego jak możemy wytrenować nasz umysł aby nie zapomnieć. Jak możemy rozwinąć nasz umysł, aby zobaczyć prawdę nie tylko przez chwilę? Albert Einstein powiedział, że rozumie teorię względności tylko w rzadkich chwilach wyjątkowej jasności umysłu. Albert Einstein, o zrozumieniu swojej własnej teorii. Mi się wydawało, że ją rozumiem, kiedy mając 15 lat chodziłem do szkoły.

Więc jak możemy sprawić aby te momenty jasności umysłu nie były tylko momentami? Jak zamienić je na dłuższy okres lub nawet aby stały się normą. To chcemy osiągnąć praktykując medytację. Tym odróżnia się buddyzm od bycia tylko filozofią. Jest treningiem umysłu.

Jest słowo, którego używamy w buddyjskiej medytacji - uważność (mindfulness). W palijskim będzie to "sati". I to jest dość zabawne, że buddyzm współcześnie dał światu naukę o uważności za darmo, ale teraz aby tego się nauczyć, musisz zapłacić dużo pieniędzy, aby pójść na kurs i nauczyć się uważności. Może jeśli za to zapłacisz masz dodatkową motywację do nauki. Niektórzy nie chcą tu przychodzić, do ośrodka buddyjskiego aby nauczyć się medytacji, bo myślą, że to nie może być prawdziwa medytacji skoro nie musisz za nią płacić.

Teraz zajmiemy się "sati", która zwana jest uważnością. Pierwotne znaczenie "sati" to pamięć. Może się to wydawać paradoksalne, gdyż wydaje się nam, że pamięć zajmuje się przeszłością, a medytacja zajmuje się teraźniejszością. Ale "sati" nie oznacza pamięci w znaczeniu myślenia o rzeczach, które zdarzyły się w przeszłości.

Zastanówcie się nad tym, czym jest pamięć, jakie jest jej pochodzenie. To, co jest ważne, to fakt, że pamięć tworzy ciągłość czasu. Tworzy połączenie między teraz a kiedyś. Pamięć nie jest czymś losowym, co się wydarzyło. Nie jest jak książka historyczna, o czymś co wydarzyło się w przeszłości. Jest czymś połączonym, co stało się w tym samym strumieniu świadomości. Więc kiedy myślimy o uważności jako pamięci, pomyślcie o tym w ten sam sposób - jako o ciągłości. Strumień świadomości jest czymś ciągłym i połączonym, a nie rozbitym i podzielonym.

Zwykle nasz umysł rzuca się i miota. Chwyta co tylko popadnie. Próbuje złapać rzeczy, których pragnie, a kiedy je dostaje, nie odczuwa satysfakcji, więc idzie szukać czegoś innego. Więc dzięki uważności zamiast być rozkojarzeni, z wędrującym umysłem, jesteśmy spokojni i wyśrodkowani. Właśnie dlatego w trakcie praktyki używamy medytacji aby uspokoić i wyciszyć umysł.

Te panie właśnie bardzo uważnie, cicho otworzyły drzwi. To było bardzo uważne otwieranie drzwi - prawie go nie zauważyłem.

Kierujemy świadomość na jakiś proces - oddychanie lub miłującą dobroć, nie ma większego znaczenia co to będzie. Musi to być coś spokojnego, co przynosi lekkość waszym sercom. Coś co daje wam ciągłość. Uważność utrzymuje oddech w umyśle. Z każdym oddechem pamiętamy, że to jest to, co robimy. Pamiętamy, że jesteśmy tutaj, w trakcie medytacji. Pamiętamy, że jesteśmy z oddechem. I to wszystko co musimy zrobić. Im mniej robisz w medytacji, tym lepiej. Idealna medytacja to nierobienie niczego. Dlatego czasami możecie przeczytać książki o metodach medytacyjnych. Bardzo skomplikowanych metodach - "najpierw zrób to, potem to, a stanie się to i tamto". To brzmi imponująco. Czasami może to być w jakiś sposób przydatne. Ale jak pewnie zauważyliście w tej świątyni, ośrodku, nie koncentrujemy się na nauczaniu skomplikowanych metod medytacji. I to jest jeden z powodów dla których w medytacji nie chodzi o to aby zrobić to, to i to i otrzymać taki a taki rezultat. Chodzi o bycie spokojnym. Chodzi o odpuszczanie. Im lepsza jest twoja medytacja, tym mniej potrzebujesz metody.

Praktykujemy medytację oddechu i niektórzy pytają czy mamy liczyć oddechy, czy użyć jakieś mantry? Czy powinienem obserwować oddech w okolicy nosa czy brzucha. Czy robić to czy tamto. Wszystkie te rzeczy są w porządku. Możesz praktykować dowolną technikę i będzie dobrze. Jeśli tak robisz i to pomaga uspokoić umysł to świetnie. Nie pomyl tego z trzonem praktyki. Esencją praktyki jest pozwolenie aby oddech uspokoił umysł. To wszystko.

Twój oddech już cię uspokaja. Nawet teraz, kiedy tam siedzisz. Nie robisz nic, nawet nie obserwujesz oddechu - oddech i tak cię uspokaja. Nie wierzysz mi? Spróbuj nie oddychać! Po kilku minutach zobacz jaki będziesz spokojny. Co powstrzymuje nas przed panikowaniem? Co upewnia nas, że ciągle żyjemy? Oddech reguluje nasze emocje. Kiedy jesteśmy zdenerwowani, wiemy o tym, bo czujemy zmianę w oddechu. Oddech nieprzerwanie daje ci informację zwrotną o stanie umysłu i ciągle koi te emocje.

Więc oddychamy i utrzymujemy ciągłość świadomości oddechu. Tym właśnie jest znaczenie uważności. I w miarę jak obserwujemy rozwój tego magicznego procesu, kiedy ten najzwyklejszy i najbardziej podstawowy fizyczny proces, nic niezwykłego, zmienia się z czegoś tak przyziemnego, a nawet nudnego, bo uważność swojego oddechu jest nudna, im dłużej z tym zostajemy i im głębsza i czystsza staje się świadomość, tym bardziej zadziwiający staje się oddech. W ten sposób oddech jest zupełnie inny niż wszystko, w czym szukamy przyjemności na świecie. Cokolwiek masz na świecie - np. chcesz się delektować lodem. Drugie liźnięcie nie będzie równie dobre co pierwsze. Albo trzecie i czwarte - zapominasz, że go w ogóle jesz.

Tak sprawy wyglądają na świecie. Jeśli obserwujemy nasz oddech - jest dokładnie odwrotnie. Im dłużej go oglądasz, im dokładniej go widzisz, tym bardziej niesamowity się staje. Zacznijmy teraz medytację uważności oddechu przez następne 45 minut.

Mam tu kilka pytań. Pierwsze: z Tajlandii. Ponownie pytanie od tej samej osoby. Pytanie: "Dlaczego niektórzy medytują przez wiele lat i nie mogą znaleźć spokoju? Nie mówiąc nawet o widzeniu nimmity (mentalny obraz w trakcie medytacji), a inni ludzie, jak mój znajomy, jak tylko zaczną medytować mają szybko spokojny umysł i mają nimittę, miłe, niebieskie światło prawie za każdym razem?"

Dlaczego tak jest, że świat jest nie fair i niesprawiedliwy. Znacie kogoś takiego? Nie medytowali zbyt wiele, po prostu siadają i od razu mają dobrą medytację. To nie jest rzadkie. Oczywiście pierwszy rodzaj ludzi jest częściej spotykany. Medytują przez długi, długi czas i mają wrażenie, że nic nie osiągają. Większość z nas jest gdzieś po środku, prawda? Większość z nas praktykuje i czuje się trochę spokojniejsza, dzięki temu może zobaczyć dokąd prowadzi ta ścieżka. I to jest dla mnie najważniejsze. Mój umysł nie musi być bardzo spokojny. Nie musi się dziać nic spektakularnego jak nimmita, światła, jhāny ani nic takiego. Ale masz już pojęcie czym jest spokój i do czego prowadzi.

Dlaczego więc umysły niektórych osób czują się tak dobrze? Najbardziej oczywistym wytłumaczeniem są poprzednie życia, prawda? Z buddyjskiej perspektywy, jeśli medytowałeś w przeszłości to masz teraz w tym łatwość. I jest dużo przypadków i to nie tylko z medytacją ale innymi obszarami życia, prawda? Niektórzy mają niezwykłe umiejętności grania na instrumentach muzycznych w młodym wieku. Albo do nauki języków lub robienia innych rzeczy i tak właśnie jest - umiejętności nie są równo rozłożone wśród ludzi. Więc nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Co ciekawe, takie dary nie muszą koniecznie stanowić tak dużej przewagi, jak myślisz. Bo jeśli komuś coś przychodzi łatwo, często tego tak bardzo nie ceni. Mam uczniów w Sydney, których syn zaczął grać na gitarze klasycznej i podobno był naprawdę świetny. Tak dobry, że jego nauczyciele powiedzieli, że nie widzieli kogoś tak dobrego i może zostać zawodowym gitarzystą i grać koncerty. Po kilku latach stracił zainteresowanie. I pomimo, że z łatwością robił rzeczy, których inni musieliby się uczyć przez wiele lat, nic to dla nie go nie znaczyło więc przestał się tym zajmować i nie spełnił się w tym. I czasem jest podobnie z medytacją. Ludzie, którym medytacja przychodzi łatwo nie widzą na czym polega problem, dlaczego inni robią na ten temat tyle szumu. I nie widzą w tym nic wartościowego. To jest coś co przyszło tak łatwo, więc mogę w każdej chwili do tego wrócić.

Więc po co się wysilać? Zatem nie myśl, że jeśli musisz się wysilać lub postępy są wolne, to musi to być coś złego. Najważniejsze jest, że czynisz postęp. Podejmujesz wytrwały wysiłek i widzisz znaki spokoju, który rozwija się w umyśle. Więc nie martw się za bardzo tymi rzeczami. Jako nauczyciel medytacji szukam w uczniach czegoś innego. Jeśli ktoś do mnie przychodzi i mówi, że widział te światła, nimitty i miał te jhāny, to po pierwsze: nie wierzę. Przepraszam. Bo co znaczą te rzeczy? Ktoś może powiedzieć, że widzi światło, ale co to znaczy? Mój umysł jest bardzo spokojny - co to znaczy? Dopóki nie wiem jaka to jest osoba i nie poznam szczegółów medytacji oraz szczegółów procesu medytacji, wszystko co mówią o medytacji jest w zasadzie bez znaczenia.

Więc nie przejmuję się jeśli ktoś mówi mi takie rzeczy, to nie jest ważne. To co ma znaczenie dla mnie, jako nauczyciela, to jeśli ktoś może mi jasno powiedzieć co dzieje się w medytacji. Nie za pomocą żargonu technicznego: "miałem tę jhānę, tamtą jhānę, ten czynnik jhāny…" Kiedy ktoś używa takiego języka mam wrażenie, że chce coś zatuszować. Nie mówią mi co się dzieje własnymi słowami, powtarzają tylko coś co przeczytali w książce lub usłyszeli w trakcie mowy. Oddalają się więc od swoich doświadczeń.

Bardziej interesuje mnie by dowiedzieć się w przyziemny, prosty sposób, co właściwie się dzieje i jaki jest proces tego co się dzieje. Jeśli ktoś mi powie, nie jakie stany osiągnął w medytacji ale jak jego medytacja się rozwija, to o wiele bardziej interesujące. Bo proces ma większe znaczenie. Widzisz, że zdarzyło się to, to, to i to. OK, więc to chyba coś znaczy. Więc nie przejmuj się jeśli ktoś powiedział, że osiągnął te rzeczy. Jeśli ktoś cieszy się swoją medytacją, świetnie, niech się cieszy. To wszystko. Zachęcaj i wspieraj ich. Ale we własnej praktyce, nie przejmuj się tym jakie stany osiągasz, ważniejsze jest zrozumienie jak funkcjonuje twoja medytacja.

Następne pytanie. "Czy możesz wyjaśnić cytat Buddhy 'Moja nauka jest dla tych co czują'"

To jeden z moich ulubionych cytatów z sutt. Dokładnie brzmi to tak:

Vediyamānassa kho panāhaṃ, bhikkhave, idaṃ dukkhanti paññapemi, ayaṃ duk­kha­sa­muda­yoti paññapemi, ayaṃ duk­kha­nirodhoti paññapemi, ayaṃ duk­kha­nirodha­gāminī paṭipadāti paññapemi.

To mnisi dla tego kto czuje ogłaszam, że to jest cierpienie, to jest przyczyna cierpienia, to jest koniec cierpienia, a to jest droga prowadząca do wyzwolenia z cierpienia.

Titthā­yatana­sutta, aṅguttara nikāya 3.61

Jedna z bardzo głębokich i interesujących sutt w Aṅguttara Nikāya. Więc chodzi tu o kogoś kto czuje, kto doświadcza cierpienia. Dla tego, kto czuje - to ważne - nie dla tego kto myśli lub wie lub myśli, że wie. Dla tego, kto czuje. Kiedy to usłyszałem miałem ciekawe skojarzenie. Kiedy studiowałem filozofię tu na UWA (University of Western Australia) jednym z filozofów chętnie czytanych w tamtym czasie był Peter Singer. Peter Singer był założycielem nowoczesnego ruchu wyzwolenia zwierząt. Jedną z zasad jego filozofii, która bardzo do mnie przemówiła dotyczyła sposobu rozważania praw zwierząt i tego jak je powinniśmy traktować. Pytania typu; czy są one inteligentne, czy potrafią myśleć? Czy mają pamięć? Czy potrafią planować? - nie mają najmniejszego znaczenia. Jedyne co ma znaczenie to to czy one czują? Jeśli zwierzę czuje ból, to powinniśmy je traktować z szacunkiem i mieć moralny wzgląd na to zwierze lub inne istoty.

I to jest ta sama zasada, którą rozpoznałem w naukach Buddhy. Dhamma jest dla tego, kto czuje. Jedną z implikacji jest uniwersalizm, oznacza wszystkich ludzi. To oznacza włączanie wszystkich, bez względu na narodowość, wiek, kastę, płeć, język ani nic w tym rodzaju. Nawiązuje do fundamentalnej charakterystyki ludzkiej egzystencji. Czujemy - cierpimy. Odczuwamy przyjemność i ból. Nauka Dhammy dotyka tego problemu. W buddyzmie nie powinniśmy unikać od tematu cierpienia. Cierpienie jest ok. Będziesz cierpiał. Pytanie brzmi: co z tym zrobimy?

Mówiąc o cierpieniu nie wielbimy cierpienia. Kiedyś na spotkaniu międzyreligijnym pewien pastor anglikański powiedział do mnie, że nie rozumie dlaczego buddyści tak wielbią cierpienie. Odpowiedziałem: Zaczekaj… Naszym głównym wizerunkiem jest człowiek siedzący cicho i uśmiechający się. A waszym jest człowiek przybity do krzyża. Kto wielbi cierpienie? Nawet jeśli przyjmujemy do wiadomości cierpienie jako rzeczywistość, nie oznacza, że jest czymś dobrym. Po prostu je akceptujemy. Akceptujemy cierpienie i praktykujemy. Jedną z cech wyróżniających buddyzm jest to, że praktyka buddyjska jest głęboko powiązana z przyjemnością. To coś bardzo sprzecznego z intuicją. Zdaje się, że bez względu na kulturę mamy psychologicznie zakodowane, że to co jest dla ciebie dobre musi boleć. Szczególnie w sferze duchowej, ale nie tylko. Jeśli boli, to jest dla ciebie dobre.

Jeśli spojrzycie na różne praktyki religijne na świecie, jest tak dużo przykładów ofiar, tortur, mąk, abstynencji, postów i tego typu rzeczy. Bolesne trudne praktyki są kojarzone z religią. To jest jedna z bardziej radykalnych i mocnych rzeczy jakie przedstawił Buddha: praktyka duchowa powinna być pełna radości. Powinna być pełna przyjemności. Powinna być pełna szczęścia. Powiedział "na bhāyitabbaṃ" - nie powinno się jej bać. Przyjemności osiąganej w medytacji poprzez odpuszczanie, uspokojenie "na bhāyitabbaṃ" - nie powinno się bać. Nie prowadzi ona do niczego szkodliwego tylko do spokoju, jasności i w końcu do oświecenia.

Mówiąc, że ścieżka buddyjska jest dla tego kto czuje, to uczucie na początku, to zdanie sobie sprawy z cierpienia. Później w trakcie praktyki odczuwamy przyjemność związaną z medytacją i innymi aspektami ścieżki. A w końcu osiągamy wolność od wszystkich składników cierpienia. Mam nadzieję, że to wyjaśnia tę naukę.

Ok, skończmy to popołudnie składając cześć trzem klejnotom. Dla tych, którzy nie byli wczoraj - przypomnienie, że w klasztorze Dhammasara jest jutro dzień pracy. Więc dla tych, którzy w przeszłości zrobili dużo złej kammy i boją się gdzie będą odrodzeni, teraz jest możliwość aby zrobić dużo dobrej kammy. Do wykonania są prace porządkowe, w klasztorze jest mało mniszek a teren jest duży, więc możliwości zdobycia dobrej kammy są ogromne.


Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: BlinkListblogmarksdel.icio.usdiggFarkfeedmelinksFurlLinkaGoGoNewsVineNetvouzRedditYahooMyWebFacebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Oryginał można znaleźć na tej stronie: https://www.youtube.com/watch?v=n0K1RNkKpdQ

Źródło: Dhammaloka

Tłumaczenie: Wojciech Czypicki