W porządku, bardzo dobrze, więc na ten wieczór przygotowałem pierwszą mowę z serii dotyczącej kwestii „braku istoty”. Zacznę od przeczytania pierwszej z sutt, może nie jest ona bezpośrednio związana z brakiem „ja”, ale dobrze nakreśla tło/podstawy. Jestem pewien, że wielu z was dostało plik, który prawdopodobnie przeczytaliście sami, ale nieważne i tak to przeczytam:

Pewnego razu Błogosławiony przebywał w Kosambī, w lesie drzew sīsapā. Wziąwszy w dłoń kilka liści sīsapā, Błogosławiony zwrócił się do mnichów: „Jak mniemacie, mnisi, czego jest więcej – tych kilka liści sīsapā, które trzymam w dłoni, czy tych w całym lesie drzew sīsapā?”. „Odrobiną jest tych kilka liści sīsapā w dłoni Błogosławionego, tych w całym lesie drzew sīsapā jest więcej”. „Tak samo, mnisi, jest wiele z bezpośredniego poznania, które nie zostało przeze mnie przekazane. Dlaczego, mnisi, nie zostało to przeze mnie przekazane? Ponieważ, mnisi, nie ma to związku ze znaczeniem, jakie ma rozpoczynanie świętego żywota, nie prowadzi do rozczarowania [światem], do braku pragnień, do ustania, do uspokajania, do wyższego poznania, do samoprzebudzenia, do Nibbāny. Dlatego nie zostało to przeze mnie przekazane. Co zatem, mnisi, zostało przeze mnie przekazane? »Oto krzywda«, mnisi, zostało przeze mnie przekazane, »Oto przyczyna powstania krzywdy« zostało przeze mnie przekazane, »Oto ustanie krzywdy« zostało przeze mnie przekazane, »Oto ścieżka prowadząca do ustania krzywdy« zostało przeze mnie przekazane. Dlaczego, mnisi, zostało to przeze mnie przekazane? Ponieważ, mnisi, ma to związek ze znaczeniem rozpoczynania świętego żywota, prowadzi do rozczarowania [światem], do braku pragnień, do ustania, do uspokajania, do wyższego poznania, do samoprzebudzenia, do Nibbāny. Dlatego zostało to przeze mnie przekazane. Dlatego też, mnisi, »Oto krzywda« – powinno się zaprząc do działania (…), »Oto ścieżka prowadząca do ustania krzywdy« – powinno się zaprząc do działania”.

Nie będę wchodził w szczegóły tej sutty. Ale nawet bez zbytniego zagłębiania się w ten temat, daje to pojęcie, jaki był zakres nauczania Buddhy. Nauczanie Buddhy dotyczy cierpienia, jego powstawania, zakończenia i Ścieżki, czyli są to Cztery Szlachetne Prawdy, a więc o to właśnie chodzi. Buddha powracał raz po raz, i powiedział, że wszystkie jego nauki są zawarte w tych Czterech Szlachetnych Prawdach. Możesz zobaczyć w nich charakterystykę nauczania Buddhy, bo w taki sposób wyznacza cel praktyki, że cała Ścieżka bazuje na mówieniu o czymś, co ma prowadzić do braku pragnień, do odpuszczenia wszystkich tego rodzaju rzeczy. Buddha był bardzo ostrożny, jeśli chodzi o sposób wyrażania tych rzeczy, i wiedział o tym.

Gdy zaczynasz mówić o swoim duchowym celu jako o czymś, co wskazuje na istnienie czegoś w rodzaju stanu, to oczywiście bardzo łatwo się przywiązać. Jedna z podstawowych metodologii, jakiej Buddha używał do tego, by definiować rzeczy poprzez negację, by zmieniać nasze codzienne założenia, i być może najbardziej znany przykład takiego podejścia to nauczanie o braku istoty, nauczanie o nie-ja.

To bardzo fajne nauczanie i pamiętam historię, którą słyszałem wiele lat temu. Bhante Gunaratana opowiadał, że kiedyś napisał artykuł o braku istoty i dał go przyjacielowi, który pomagał mu w korekcie i tak dalej. Dał artykuł przyjacielowi i powiedział: „To artykuł, który napisałem. Jak myślisz, możesz to przeczytać i dać mi nieco informacji zwrotnych?”. Minęło trochę czasu, kilka tygodni, kilka miesięcy, przyjaciel nic nie powiedział. Bhante G czuł się z tym trochę dziwnie, nie wiedział, czy jego przyjacielowi nie podobał się ten artykuł lub coś takiego, więc pewnego razu poszli na spacer, a Bhante G skierował rozmowę na temat artykułu i zapytał: „Miałeś może szansę spojrzeć na ten artykuł o braku istoty?”. A jego przyjaciel odpowiedział: „A Bhante! Naprawdę muszę przeprosić. Gdy tylko zobaczyłem te słowa »nie-ja« byłem tak przerażony, że wyrzuciłem artykuł do kosza!”. Tak, to jest traumatyczne. Nie mógł znieść nawet słów. Jak na razie wszyscy dobrze sobie radzicie, nikt nie podskoczył i nie uciekł przerażony z sali na brzmienie tych słów. Może to dlatego, że jeszcze tego nie rozumiecie, może kiedy zrozumiecie, wtedy uciekniecie. Możemy mieć tylko nadzieję.

Co to w ogóle znaczy, że tak naprawdę nie ma się własnego „ja”? Mówiąc to, mam na myśli „przecież jesteś tu”, prawda? Mam oczywiście na myśli to, o czym mówi Buddha. Kiedy mówi o braku istoty – cokolwiek o tym – to jest to o czymś, co jest subtelne, o czymś, co nie będzie natychmiastowo widoczne, więc zamierzam w ciągu następnych kilku tygodni… przepraszam – następnych kilku dni! Wiecie, mogę przez kilka tygodni, jeśli wy dacie radę i zechcecie tu zostać. Przez parę dni będziemy patrzeć na to z kilku różnych perspektyw i sprawdzimy, czy możemy to lepiej zrozumieć. Jedną z rzeczy właściwych temu nauczaniu jest to, że jest bardzo bogate, bardzo różnorodne, a więc łatwo wpaść w pułapkę redukowania go. Można znaleźć wielu ludzi, którzy wyjaśniają jakoś brak istoty, mówiąc, że brak „ja” jest tym lub tamtym, ale w rzeczywistości tego rodzaju bardzo głębokie nauki duchowe mają wiele wymiarów, można z nich korzystać na wiele różnych sposobów. I dla każdej osoby w tym pokoju to nauczanie będzie znaczyło coś innego.

Wczoraj podczas wprowadzenia żartowałem, że to bardzo zaawansowane nauczanie. I przyznaję, że moje nauki rzadko skupiają się na temacie braku istoty. Jednym z powodów jest to, że to nauczanie nazbyt chętnie przyjmowane jest w niewłaściwy sposób, zwłaszcza jeśli ktoś ma bardzo dysfunkcyjne lub chaotyczne poczucie siebie, czyli nie uformował stabilnego i zdrowego rdzenia emocjonalnego. Wtedy łatwo jest podczas słuchania nauk o braku istoty pomyśleć: „O tak, to o mnie!”. I kiedy jesteś na odosobnieniu możesz mieć głębokie wglądy i tak dalej, a to może być naprawdę szkodliwe, więc… Przepraszam, nie, to nie będzie głęboki wgląd, tylko to, co uważasz za głęboki wgląd. Więc jest to nauczanie, z którym powinniśmy delikatnie się obchodzić, z pewnym stopniem ostrożności.

W podstawowym soteriologicznym wymiarze nauczania to nie jest zbyt skomplikowane. Podstawowa idea jest taka, że nic nie jest nami ani do nas nie należy, więc dlaczego się do tego przywiązywać? To ciało umrze, więc dlaczego się do niego przywiązywać? Ten umysł ciągle się zmienia, więc dlaczego się przywiązywać? Rozumienie, że rzeczy pozbawione są istoty, pomaga nam odpuścić. To jest podstawowy pomysł i podstawowa nauka. Są proste i dość bezpośrednie. Oczywiście jest o wiele więcej, niż tylko to. Przeważnie będę mówił o „ja”, bo nie możemy zrozumieć nie-ja, dopóki się nie dowiemy, czym jest to coś, prawda? OK, więc chcę was prosić o jedno – zanim wybierzemy się w podróż – żebyście spróbowali zawiesić, jeśli możecie, swoje poglądy i koncepcje. Buddha powiedział: „Yena yena hi maññanti tato taṃ hoti aññathā”. Co znaczy: cokolwiek o tym myślisz, jest inaczej niż myślisz. Jakiekolwiek macie wyobrażenia na temat braku istoty, cokolwiek o tym przeczytaliście w przeszłości lub nie przeczytaliście, o „ja” albo o „nie-ja” i o wszystkich takich rzeczach – po prostu odłóżcie to na chwilę na bok. Po prostu udamy się razem w podróż. Możecie wrócić do tych pomysłów później. Nie mówię, żeby je odrzucić, tylko żeby nie próbować wszystkiego od razu zrozumieć i ogarnąć. To trochę jak z postawą zrównoważenia, o której mówiłem wcześniej, jeśli pojawiają się nastroje i różne rzeczy podczas medytacji, możesz po prostu je zauważyć i poznawać. I jest to piękne podejście, o którym wiele razy mówił Buddha oraz sutty.

Buddha, a raczej mnisi żebracy odwiedzali aśramy, w których byli także niebuddyjscy asceci przekazujący jakieś nauki, a mnisi w odpowiedzi powtarzali to zdanie: „Nie odrzucając ani nie akceptując tego, co ci ludzie powiedzieli, zapytamy ich o znaczenie”. I taka postawa ani przyjęcia, ani odrzucenia, ale badania znaczenia jest piękna i potężna. Niestety to podejście zostało zdegradowane w dzisiejszych czasach, szczególnie w Internecie. Gdy jesteś online, to zasadniczo jesteś zachęcany do polubienia czegoś natychmiast, więc początkowo to właśnie robisz: lubisz lub sprzeciwiasz się, a powinno być tu przecież miejsce na refleksję. Muszę przyznać, że z tą nauką spotkałem się początkowo nie w suttach, tylko u Lou Reeda.

Lou Reed w latach 70. napisał piosenkę pt. Heroin. Podczas wywiadu zapytano go: „Nie rozumiem, to ta piosenka zachęca do używania heroiny czy sprzeciwia się temu?”. Lou Reed odpowiedział, że nie jest ani za, ani przeciw – jest po prostu o tym. Więc podejście pozwalające zaakceptować coś, spojrzeć na to i rozważyć bez popierania lub sprzeciwiania się temu jest niezbędne do pogłębienia mądrości.

Więc zastanówmy się, co mamy na myśli, kiedy mówimy o istocie. Może moglibyście dać mi trochę informacji zwrotnych – co myślicie, kiedy słyszycie słowa „ja”/„istota”? Co to jest, co to znaczy? Jeśli ankieter programu telewizyjnego zatrzymałby cię na ulicy i spytał: „Przepraszam, przeprowadzamy ankietę uliczną, żeby dowiedzieć się, co to takiego »ja«, czym jest »jaźń«, »istota«?”, co byś powiedział?

Głos z sali: „Lubię spaghetti”.
BS: Powiedziałbyś: „Lubię spaghetti”?. W porządku!
Głos z sali: Powiedziałabym, że jaźń to poczucie istnienia…
BS: „Ja” to moje imię i nazwisko, w porządku…
Głos z sali: Wszystko, nad czym mam kontrolę, wszystko, co mogę kontrolować…
BS: Jaźń jest wszystkim, czego doświadczasz…
BS: Jaźń to ego…

Czy mogę zadać pytanie, skąd pochodzi słowo „ego”? Tak, pochodzi z łaciny, ale dlaczego go używamy dziś w tym sensie? Skąd się wzięło, kto je wymyślił? Podchwytliwe pytanie, bo Freud nigdy tak naprawdę nie użył słowa „ego” w żadnym ze swoich pism. Posługiwał się określeniem „das Ich” – mam nadzieję, że to poprawnie wymawiam – oraz „das Id” [właśc. „das Es”], ale kiedy tłumaczyli to na angielski, pomyśleli, że nie brzmi to wystarczająco techniczne, więc użyli łaciny. Dlatego mówimy „ego”, to wynik angielskich tłumaczeń. Freud jest interesujący, właściwie to ma o wiele więcej sensu, jeśli się o tym pomyśli w kategoriach samego ja, a nie ego. Ktoś jeszcze?

Głos z sali: Coś, co pozostaje niezmienione przez całe życie…

Właśnie, to ważny aspekt tego, nieprawdaż? Ponieważ w pewnym sensie wiemy, że jesteśmy inni niż wtedy, kiedy byliśmy dziećmi, ale jesteśmy jakby tą samą osobą. To coś jak podstawowa osobowość, czasami czujemy, że pozostaje niezmieniona, ale myślimy również o czymś w rodzaju samorozwoju. To nie jest takie samo, ale także podlega zmianom. Mamy w języku angielskim idiom „człowiek zawdzięczający wszystko wyłącznie sobie”, co oznacza, że sam wszystko zrobiłeś. Utożsamianie się z „ja” jest wcześniej czy z kimś innym, jak myślicie? Z kimś innym jest wcześniej? Dlaczego mówicie, że najpierw z innymi? Bez matki i ojca nie bylibyśmy w stanie stworzyć poczucia siebie we wczesnym stadium rozwoju. Tak, o tym myślałem. Była jeszcze jakaś osoba, która też to mówiła, też miałeś to na myśli? Najpierw niemowlę zdaje sobie sprawę, że jest matka, może tam być ojciec. Tak więc pierwszą rzeczą, jaką robimy, jest manipulowanie naszymi rodzicami.

Dobrze, to interesujące, prawda? Więc uważamy „ja”/„istotę” za coś, co jest nieodłączne, jest tutaj, co jest wrodzone, ale jednocześnie wydaje się, że właściwie nie można mieć wyobrażenia „ja” w oderwaniu od poczucia kogoś innego. Więc jest to wrodzone lub przedświadome poczucie siebie, zwierzęta to mają, ale refleksja nad samoświadomością „ja” przychodzi nieco później. To zdolność do zastanowienia się nad tym, co było wcześniej, i spojrzenia wstecz na koncepcję „istoty”. I to oczywiście jest w jednym z testów psychologicznych, które mają zbadać, czy zwierzęta są zdolne do metapoznania. Niektórych niepokoi w badaniach na zwierzętach to, że znajduje się więcej zwierząt, które faktycznie są zdolne do rozpoznania siebie.

OK, mieliśmy wiele pomysłów na temat „ja” i oczywiście odzwierciedlają one idee we współczesnej psychologii, odzwierciedlają popularne wyobrażenia, odzwierciedlają nasze poczucie tożsamości i tak dalej. Co miał na myśli Buddha, kiedy mówił o „ja”?

Buddha miał na myśli pięć khandh, gdy mówił o sobie? Naprawdę? To jest bardziej prawdziwe niż myślisz, to właściwie całkiem dobra odpowiedź.

Coś stałego… Tak, tak możemy czuć niezależność, dobra uwaga, tak są one istotne, ale było to również trochę podchwytliwe pytanie. Oczywiście Buddha nie mówił nic o „jaźni”, mówił o „atta”, a „ja” nie jest dobrym tłumaczeniem. Tak więc mamy na myśli siebie i pokrywa się to ze słowem „atta”, ale to nie to samo. Więc atta… Może bliższa jest wam forma sanskrycka, którą jest „atman”. Jego znaczenie jest trochę bliższe angielskiemu słowu „dusza”, więc ma trochę bardziej metafizyczne implikacje. To, co chciałbym dziś zrobić, to wybrać się w podróż. I rozpoczniemy od podróży w czasie, trochę jak w TARDIS [z serialu Doctor Who], to będzie podróż do czasów przed Buddhą, potem przejdziemy dalej, przez czas, w którym żył Buddha, a potem wrócimy do naszych czasów, do obecnego rozumienia „ja” i wtedy będziemy mogli zapytać, w jaki sposób buddyjska koncepcja istoty i braku istoty odnosi się do współczesnych problemów i ma do nich zastosowanie. Czy to wydaje się rozsądną propozycją? Czy chcecie podróżować w TARDIS?

Zastanówmy się, jak to było przed czasami, w których żył Buddha, w starożytnych Indiach. Ktoś z was był w Indiach? Kilka osób było w Indiach, w porządku. Więc oczywiście Indie za czasów Buddhy były zupełnie inne. Wszędzie były lasy, mówimy o trzech lub czterech wiekach przed Buddhą. Wiele lasów, wszędzie duże drzewa, małpy skaczące po drzewach, tygrysy kręcące się poniżej, a wśród drzew jakieś wioski, niewielkie miasta, żadnych prawdziwych miast. Mam na myśli nieliczne miasta handlowe, ale nie takie duże jak miasta kilkaset lat później. Jest mieszana i różnorodna kultura, to w żadnym razie nie jest monokultura. Niektóre jej elementy pochodziły od ludów indoeuropejskich, które przybyły do Indii i przyniosły wedyjskie święte pisma i różne rytuały. Nie różniły się one od wielu rytuałów religii pogańskich ze wschodniej Europy, Litwy i innych krajów, na przykład kult ognia i tak dalej. Te indoeuropejskie ludy były różnorodne, były też takie, które żyły w Indiach znacznie dłużej, to była ludność drawidyjska lub tamilska zamieszkująca Indie od może 10 000 lat. Oprócz tego była jeszcze rdzenna ludność, plemiona albo ludy, które tam żyły może od dziesiątek tysięcy lat – 40 000 lub 50 000 lat wcześniej – więc to bogata i różnorodna kultura z wieloma językami i wieloma różnymi tradycjami religijnymi i duchowymi. Powodem, dla którego to mówię i to podkreślam, jest to, że łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że Indie zawsze był krajem hinduskim. Bez wchodzenia w szczegóły – to, co znamy jako hinduizm, tak naprawdę jest wynikiem syntezy, która się pojawiła około 1000 lat po Buddzie. Wiele elementów hinduizmu było obecnych wcześniej, ale w rzeczywistości krajobraz religijny był o wiele bardziej różnorodny i zmienny, niż moglibyśmy przypuszczać.

OK, więc w tego rodzaju tyglu religijnym mamy tych wszystkich ludzi, robiących różne rzeczy. Ci różnorodni ludzie byli często bardzo dziwni i to jest coś, co się w Indiach nie zmieniło. Do dziś Indie pełne są dzikich, cudownych i dziwnych sadhu, joginów i filozofów, i wszystkich innych, różnych ludzi. I tak było za czasów Buddhy, a także przed Buddhą. Jeden z ówczesnych ruchów wywodził się z nurtu tradycji ludów indoeuropejskich, przyniósł ze sobą zbiór tekstów, które znamy dzisiaj jako Wedy. Już istniały w tamtym czasie, to bardzo starożytne pisma święte. Wedy składają się głównie z hymnów pochwalnych dla różnych bogów, składały się na liturgię, inne były wykonywane w trakcie różnego rodzaju poświęceń i rytuałów. Wedy nie zawierają zbyt wyraźnej filozofii, ale są w nich pewne założenia filozoficzne. Filozofia w tych tekstach wedyjskich była zarysowana przez grupę dość niezwykłych mędrców, filozofów i kontemplatorów żyjących przed Buddhą, w dolinie Gangesu. Ci nauczyciele stworzyli kanon pism, które były włączone do tekstów znanych nam dziś jako wczesne upaniszady, szczególnie Brihadaranyakaupaniszada i Chandogyaupaniszada.

Jednym ze źródeł, z których ci nauczyciele czerpali, były Wedy, a drugim miejscowe, rdzenne nauki i tradycje, które są znane jako śramańskie. Wśród tradycji szamanów… przepraszam, źle powiedziałem, że to podobne tradycje, nie mylmy tutaj ruchu śramanów z szamanami – szamani i tradycja śramańska nie są być może całkowicie różne, ale słowa mają różne korzenie, nie są spokrewnione. Tak więc ruch śramanów w starożytnych Indiach to grupa ascetów i filozofów odrzucająca to, co znalazło się w upaniszadach. Postanowili odkryć dla siebie prawdę i praktykowali na różne sposoby, umartwiali się, prowadzili filozoficzne rozmowy lub medytowali, próbowali różnych sposobów. Wracając do upaniszad, jedna z najważniejszych kwestii w upaniszadach to pytanie o prawdziwe „ja”, ciągle w nich powraca idea „istoty” i roli „ja” jako czynnika odrodzenia. To łączy się z pytaniem, co dzieje się później, po śmierci. Niektóre upaniszady zawierają wiele różnych teorii na ten temat. Mówią, że gdy umrzesz, odrodzisz się na Księżycu, a potem kiedy pojawi się rosa, wtedy właśnie twoja dusza powróci z Księżyca pod postacią rosy na trawie, następnie stamtąd wrócisz do całego cyklu. To jedna ze znajdujących się tam teorii, jeden z pomysłów, a jest ich wiele. Nie ma jednej, spójnej doktryny. Jest wiele pomysłów, to czasem bardzo figlarne zestawienia pism. Jest sporo przypowieści i opowiadań, które pokazują to z różnych perspektywy, niektóre są całkiem urocze, na przykład według jednego poglądu z upaniszad, kiedy idziesz spać… Jeśli zaśniesz i otworzysz usta… W twoim sercu żyje malutki człowieczek wielkości kciuka… On żyje w sercu i to jest twój atman, a kiedy zaśniesz i jeśli otworzysz usta, wyślizgnie się z nich i odleci. Będzie miał przygody, zakocha się i będzie walczył [atman, nie Ant-Man – z sali]. Kiedy mały człowiek wielkości kciuka bawi się i ma wszystkie te przygody, to właśnie stąd biorą się twoje marzenia senne. Dlatego nigdy nie powinieneś nikogo budzić, szczególnie jeśli ma rozdziawione usta, bo wtedy dusza nigdy nie znajdzie drogi powrotnej.

Są też i inne pomysły, według których dusza lub jaźń jako istota to coś, co jest czysto fizyczne. Na przykład tekst buddyjski Milindapanha to dialog, w którym ktoś mówi, że dusza jest twoim oddechem, co oczywiście jest bardzo rozpowszechnionym poglądem i to całkiem uzasadnionym, ponieważ kiedy żyjesz, oddychasz, a kiedy umrzesz, oddech zanika, czyli to ma sens. Tak więc w tej debacie z osobą, która wierzyła, że dusza jest prawdziwą „istotą”, ktoś zapytał, co z trębaczami, bo jeśli dmuchasz w trąbę wydychasz czasem całe powietrze, nie ma w tobie tchu, więc jeśli tak zrobisz, możesz paść martwy! Mam na myśli, że to ma sens, i to faktycznie prawda: w starożytności, gdy grali na trąbach, to często padali trupem, ponieważ to naprawdę ciężka praca. Dlatego ważne jest, abyśmy docenili wyobrażenia ludzi w tamtych czasach, choć uznajemy je za bardzo prymitywne i animistyczne pomysły na temat tego, czym jest „ja”. Trudno nam to przyjąć, zrozumieć, ponieważ minęło dwa i pół tysiąca lat trwania kultury i filozofii, które uformowały nasz sposób myślenia o „istocie”, ale nie jesteśmy tak naprawdę świadomi. Ważne jest, żebyśmy wzięli te pomysły poważnie, bo w rzeczywistości są to rzeczy, w które ludzie wierzą także dziś. Możemy odkryć, że to przekonania, które tak naprawdę nie odchodzą, ale przekształcają się i wciąż pojawiają w kulturze na nowe sposoby, raz po raz. Jednym z tych pomysłów jest koncepcja zewnętrznej duszy. Teraz, na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, że jeśli masz mieć „istotę” lub duszę, to żyłaby ona właśnie w twoim ciele, to ma sens. Gdzie indziej mogłaby być? Ale w czasach starożytnych było bardzo rozpowszechnione wierzenie – i myślę, że jeszcze dzisiaj do pewnego stopnia jest – że można utrzymywać duszę w oddzieleniu od ciała. Istnieje cała kategoria ludowych opowieści, które mówią o tym. Typowa wersja tej historii idzie tak, że jest sobie piękna księżniczka, zostaje porwana przez okrutnego czarodzieja, który ją trzymał w niewoli, a wtedy, rzecz jasna, przychodzi przystojny książę, aby ją uratować. Nie jestem odpowiedzialny za paradygmat płciowy w tej konkretnej historii, po prostu to relacjonuję, dobrze? Więc zaakceptujcie to. Książe mówi: „Uratuję cię”, a czarodziej na to: „Ha! Nie, nie możesz”, książę odpowiada: „Tak zrobię zabije cię”, i dźga czarodzieja, ale ten nie umiera, tylko mówi: „Ha, ha! Oszukałem cię. Nie możesz mnie zabić, bo moja dusza nie jest w moim ciele”, a książę: „Dobrze, znajdę twoją duszę i zniszczę ją”, czarodziej śmieje się znowu: „Ha, ha, ha”, śmieje się złowieszczym śmiechem i mówi: „To nigdy się nie stanie, moja dusza jest zbyt dobrze ukryta”. Więc książę wyrusza w podróż i aby znaleźć duszę czarodzieja, dociera na pustynię nie do przejścia, a potem ją przechodzi, znajduje góry, których nie można przekroczyć, i wspina się na nie, dociera do nieprzekraczalnej rzeki i przez nią przepływa, nieprzeniknionej fortecy – przenika ją i wchodzi do twierdzy, i schodzi do najniższego poziomu lochów, a tam na samym dnie, przechodzi przez zamknięte drzwi do sezamu, a w środku jest kolejny sejf, a wewnątrz szafka, a tam pudełko i w środku tego pudełka jest inne pudełko, i w końcu je otwiera, wewnątrz jest kanarek, a ten kanarek jest duszą czarodzieja… biedny kanarek. Przepraszam, powinienem był wydać oświadczenie przed tą historią, że będzie zawierała stereotypy płciowe i okrucieństwo wobec zwierząt. W każdym razie książę zabija kanarka, czarodziej pada martwy, a książę i księżniczka żyją potem szczęśliwie. Możecie to rozpoznać jako historię z Władcy Pierścieni, gdzie Sauron wkłada w pierścień swojego ducha, to historia Harry'ego Pottera, gdzie Voldemort wkłada swoją duszę w horkruksy, to dokładnie ta sama historia. Więc tak to wygląda, te rzeczy przechodzą od bycia prawdziwymi wierzeniami ludzi w zapamiętane, zestawione i przekazywane w opowieściach.

Idea, że dusza może być jakimś zewnętrznym, fizycznym obiektem to dość powszechne przekonanie, tak naprawdę przypomina nam, że nasz sposób myślenia, odniesienie do „istoty”, niekoniecznie jest tym samym, o czym mówił Buddha. Co nie znaczy, że to, co mówił Buddha, jest nieważne. Znaczy to tylko, że to coś bardziej subtelnego, że rzeczy, które były wyraźne i które były częścią kultury w tamtym czasie, są dla nas czymś nieuświadomionym. Zauważcie, że one nie zostały porzucone, jeśli by tak było, to nie pojawiałyby się w popularnych opowieściach. Dlaczego te rzeczy są częściowo opowieściami? Ponieważ rezonują z ludźmi, można się z nimi utożsamiać w jakiś sposób. Jak dokładnie? Trudno powiedzieć, nie jest to całkowicie racjonalny kontekst.

To były niektóre z pomysłów na istotę, która jakby była obecna w tamtych czasach w starożytnych Indiach. A tym, co zrobili filozofowie upaniszad, było rozpoczęcie procesu krytycznego dochodzenia w tej sprawie. Wierzenia i filozofia upaniszad są bardzo głębokie i piękne, gdybym nie był mnichem buddyjskim, prawdopodobnie zostałbym zwolennikiem upaniszad. Mieli wiele różnych podejść do pytania na temat jaźni, niektórzy mieli bardzo integrujące podejście do zaakceptowania wszystkiego jako części „ja”, inni mieli bardziej ekskluzywne, negatywne podejście: „Nie to, nie to” – „Neti, neti”. Ten pomysł „neti, neti” było bardzo charakterystyczny. Pewien filozof upaniszad nazywał się Yajnavalkya i pod wieloma względami filozofia Yajnavalkyego była bezpośrednim prekursorem filozofii buddyjskiej. Kiedy ci ludzie mówili „Nie to, nie to”, co dokładnie mieli na myśli?

W tradycji wedyjskiej chodziło o to, by człowiek odniósł światowy sukces, by posiadał dużo ziemi, bydła, dużą rodzinę, a zwłaszcza wielu potomków. W Rygwedach, które są starożytnymi pismami wedyjskimi, jest bardzo światowa tematyka, więc chodzi o sukces, dostatek, posiadanie wielu potomków, a także o pokonanie wrogów, zniszczenie ich, i tego rodzaju rzeczy. Tak więc filozofowie zaczęli kwestionować te wartości. Dlaczego tak bardzo jesteśmy zainteresowani tymczasowymi kwestiami świata, kiedy prawdziwą rzeczywistością jest boskość lub kosmos, lub to, co nazywamy Brahmanem? Tradycja wedyjska, wszystkie te nauki i cała ich mądrość były emanacją boskości, którą oni zwali Brahmanem. Brahman był oczywiście pojmowany na wiele różnych sposobów, czasami jako bóstwo upostaciowione, czasami jako bezosobowa siła, ale czasami pojawiał się jako koncepcja siły życiowej, trochę jak Moc w Gwiezdnych wojnach. Myślę, że w najwcześniejszym znaczeniu tego słowa Brahman jest podobny do Mocy. Więc jeśli tak jest, to czy nie powinniśmy poświęcić się zbliżaniu do naszej prawdziwej tożsamości Brahmana i uświadomieniu jej sobie, zamiast angażować się w te wszystkie tymczasowe rzeczy związane ze światem?

Taki jest trend, spośród wielu filozofów upaniszad, jeden, którego imienia nie pamiętam… Chyba był to Satyakama, jeśli ktoś tu jest z tym zaznajomiony, proszę, poprawcie mnie, to mógł być Satyakama, był tam wspaniały dialog… Czytałem go dawno temu, więc proszę poprawcie mnie, jeśli się pomylę, ale chodziło mniej więcej o to, że ktoś spytał… uczeń zapytał nauczyciela, czym jest to „ja”, a nauczyciel pokazał mu owoc i powiedział: „Widzisz owoc, obierz go ze skórki”, uczeń spytał: „Czy to jest właśnie »istota«”? Nauczyciel odrzekł: „Nie, obierz miąższ z owocu”, więc obrał miąższ z owocu, było to mango lub coś w tym rodzaju, i spytał: „Czy to nasienie jest »jaźnią«”? Nauczyciel odpowiedział: „Nie, zdejmij łupinę z nasiona”, on spojrzał, bo tam było jądro nasiona: „Acha, to jest moje »ja«”, a nauczyciel powiedział: „Nie”, i złamał jądro na pół. To pęknięte jądro nasienia, gdzie nic nie było, pokazał i powiedział: „To jest twoje ja”, uczeń na to: „Ale nic tam nie ma!”. „Dokładnie”. Tak więc naprawdę się zbliżali do bardzo wyrafinowanego sensu.

Kolejny dialog, który naprawdę kocham, jest rozmową między Yajnavalkyą a królem Janaką. Król Janaka był historycznym królem, wygląda na to, że mieszkał w mieście o nazwie Mattila przed czasami Buddhy. Działo się to w pobliżu Mattili, to miasto nadal istnieje, dziś jako wioska nazywana Janakpur na cześć tego króla, w Uttar Pradesh. Janaka wiele razy rozmawiał z Yajnavalkyą. Jedną z rzeczy, które robili asceci, było organizowanie debat, spotkań i sesji, podczas których mogli rozmawiać na temat interpretacji wszystkich filozofii. W pewnym momencie Janaka zaprosił Yajnavalkyę, chcąc go zaangażować w debatę, ale z jakiegoś powodu filozof milczał, był bardzo niechętny, nie włączał się do rozmowy z królem. Wcześniej zobowiązał się wobec króla, że zawsze będzie odpowiadać na jego pytania, więc musiał odpowiedzieć, ale starał się mówić jak najmniej. Więc król go zapytał: „Yajnawalkyo, powiedz mi, czym jest światło człowieka? Czym jest światło osoby?”. Yajnawalkya odparł: „Wielki królu, to jest słońce. W świetle słońca możemy chodzić i możemy zobaczyć, dokąd zmierzamy”, a król powiedział: „Sadhu, sadhu, to wspaniała odpowiedź, Yajnavalkyo, twoja mądrość jest jak zawsze bezbłędna, ale co się stanie, gdy zajdzie słońce, a więc w nocy, co jest światłem człowieka?”, i Yajnavalkya odrzekł: „W tym czasie, wielki królu, światłem człowieka jest księżyc, a więc księżyc świeci na niebie i oświetla drogę, kiedy zajdzie słońce”. A król powiedział: „Sadhu, Yajnavalkyo, twoja mądrość jest świetna, ale czasami księżyca nie ma na nieboskłonie, co wtedy jest światłem osoby?”, a Yajnavalkya odpowiedział: „Kiedy nie ma księżyca na niebie i jest noc, w tym czasie światłem osoby są gwiazdy, nawet gdy nie ma księżyca, wtedy w świetle gwiazd możesz wciąż widzieć drogę”. Król rzekł: „Yajnavalkyo, jesteś bardzo mądry, ale co się dzieje, gdy jest pochmurna noc, a ty nie widzisz gwiazd?”, Yajnavalkya powiedział: „Wtedy, wielki królu, lampa jest światłem człowieka, ponieważ można zapalić lampę i odnaleźć drogę”. „Och, Yajnavalkyo, jesteś bardzo mądry, ale co się dzieje, o Yajnavalkyo, gdy nie ma słońca na niebie, księżyc nie świeci, gwiazdy są zasłonięte przez chmury, a ktoś nie ma w tym czasie lampy, co wtedy jest światłem osoby?”, i Yajnavalkya odpowiedział: „W tym czasie jaźń jest światłem człowieka”.

Jak zauważyliście tego rodzaju dialogi przedstawiają ideę, że kiedy wszystko zostanie odrzucone, wszystkie skorupy odpadną, wszystkie rzeczy tego świata zostaną porzucone, to zostaje jakiś rodzaj niewidzialnej esencji. Istnieje coś, co pozostaje, to bardzo subtelna rzecz i w jakiś sposób najważniejsza. Jest to wyraźnie zaznaczone w dialogu między Yajnavalkyą i jego żoną Maitreyi. W tym szczególnym dialogu Yajnavalkya mówi Maitreyi, że postanowił wyjść z domu w bezdomność, wyjść i zostać tym, który wyrzekł się światowego życia, co oznacza drastyczną zmianę w ukierunkowaniu bramińskiej tradycji od tego momentu. Tradycja bramińska była związana wyłącznie z prowadzeniem życia domowego i nie ma w niej pojęcia wyrzeczenia, jest raczej ideologią czczenia życia w obfitości, w bogactwie, z dziećmi, a jednak tutaj Yajnavalkya mówi, że chce odejść od tego wszystkiego. Wiele osób twierdzi, że to prawdopodobnie pod wpływem lokalnych tradycji śramańskich. Tak więc Yajnavalkya idzie do swojej żony Maitreyi i mówi: „Zdecydowałem, że będę tym, który opuścił dom i chcę ci wytłumaczyć moja decyzję, poradzić się ciebie z powodu twojej mądrości. Wiem, że jesteś mądra, zrozumiesz mnie”. I w takich momentach w najstarszych upaniszadach kobiety odgrywają znaczącą rolę zarówno w tym dialogu, jak i w innym, gdzie mamy słynną kobietę-filozof, nazywa się Gargi. Wśród filozofów była ostatnią, która pozostała i była w stanie konkurować z Yajnavalkyą. Więc pomysł, że tradycja bramińska miała być przekazywana wyłącznie mężczyznom ma swoje źródło w późniejszym rozwoju, więc w rozmowie Yajnavalkyi z Maitreyi jest po prostu coś w rodzaju odrzucenia, pewna nowa myśl. Yajnavalkya był stosunkowo zamożnym człowiekiem, miał porządny dom. Gdyby chcieć porównać ten dom, byłby podobny do sali, w której jesteśmy. Mam na myśli to, że prawdopodobnie był to drewniany dom lub coś takiego, jakiś prosty, może jakieś lampy, cichy i otoczony lasem, co nie różni się zbytnio od miejsca, w którym właśnie jesteśmy. Możecie sobie wyobrazić małpy hałasujące w lesie, brzęczące owady, które wtedy jeszcze nie wymarły z naszego powodu. Yajnavalkya wyjaśnił to swojej żonie – bardzo trudna decyzja, prawda? Decyzja o odejściu. Ten pomysł wyrzeczenia jest kluczowym wydarzeniem także w życiu Buddhy, kluczowym kryzysem – kryzysem lub paradoksem – w całej tradycji buddyjskiej.

Co to znaczy wyjść z domu w bezdomność? Co to znaczy porzucić życie domowe? W tym dialogu widzimy, jak Yajnavalkya angażuje swoją żonę w bardzo miły, bardzo wrażliwy i bardzo inteligentny dialog. Ten dialog powtórzony jest dwa razy w upaniszadach, co podkreśla jego znaczenie. Powiedział jej: „To nie ze względu na żonę »istota« jest droga, to nie żona jest droga, ale »jaźń«, nie ze względu na własność lub dobytek, bydło lub własne dzieci, żadne z nich. Te rzeczy nie są niezbędne, to, co jest niezbędne, to »ja«”. Kiedy Yajnavalkya to mówi, niewątpliwie nie robi tego z samolubnych pobudek. To nie jest doktryna egocentryzmu. Mówi o czymś, co jest o wiele bardziej subtelne. W jednym z fragmentów mówi o koncepcji „ekayana” – to wyrażenie znane w buddyzmie z Satipatthana Sutty – powiedział, że „istota” i słowo ekayana to coś w rodzaju miejsca zbieżności lub połączenia, więc oko to miejsce, w którym wszystko, co widzialne łączy się w oku, ucho – gdzie łączą się wszystkie dźwięki, stopy łączą chód. Miejsce, w którym wszystko się zbiera to „istota”, to tam, gdzie wszystko się łączy. Rzeczy łączą się ze względu na siebie, pozostawiając wszystkie inne rzeczy. Czym jest to „ja”? To jest to ja, o którym mówimy „nie to, nie to”. Co pozostaje, kiedy mówimy „nie to, nie to”? Pozostaje tylko „vijnana-ghana eva” – czysty ogrom świadomości, czysta świadomość, wyłączna miara świadomości, czysta „masa” świadomości. To tylko fraza. Chodzi o to, że jest dużo świadomości. W innych miejscach określone jest to jako ocean świadomości. Kolejna upaniszada mówi, że wszystkie rzeki spływające z gór mają swoje indywidualne nazwy i formy, ale kiedy docierają do oceanu, tracą je i po prostu stają się oceanem. Te imiona i formy, nama-rupa, są poszczególnymi osobowościami ludzi, a wszystkie rozpuszczają się i znikają w tym oceanie świadomości (viññāṇa).

Więc to jest pomysł, który mędrcy upaniszad rozwijali kilkaset lat przed Buddhą, ten czysty ogrom świadomości. Inną rzeczą, jaką powiedzieli, to oczywiście to słynne zdanie Yajnavalkyi: „Tat tvam asi”, – czysty bezmiar świadomości, „Tat tvam asi”, czyli „Ty jesteś tym”. Innymi słowy, świadomość tego małego atmana, jaką mamy, jest tym samym, co Brahman, tym samym, co boskość, która jest całym kosmosem, tym, co było i będzie. Przeszliśmy długą drogę od małego człowieka, który mieszka w klatce piersiowej. Co ciekawe te doktryny są wyłożone w tej samej upaniszadzie, to jest ten sam tekst. To, o czym mówimy jest dla mnie ważną rzeczą: jak różnorodne to było i jak szybko te pomysły ewoluowały. Pomysł, że każdy z nas, to coś w nas, co jest naszą najprawdziwszą istotą, jest niczym innym jak boskością, istotą Boga, która stanowi wszystko, była i zawsze będzie. Mam na myśli, że to niesamowity pomysł. Niesamowicie potężny pomysł i jest to idea, która do dziś rezonuje i leży u podstaw praktyk duchowych wielu szkół i idei duchowych, później została skodyfikowana w szkole hinduizmu jako advaita vedanta.

Jest to pomysł wysoce kontemplacyjny, a język upaniszad jest nieco tajemniczy, nie jest tak wyraźny i jasny, jak w suttach, ale wydaje się, że to była głęboko kontemplacyjna kultura. Te pomysły nie tylko pochodzą z filozofii dotyczącej tych rzeczy, ale także z medytacji. Nie znamy zbyt wielu szczegółów na temat rodzajów medytacji, jaką praktykowali, ale zakładamy, że prawdopodobnie była to medytacja jhān albo coś takiego. W takiej medytacji doświadczasz puszczenia tego małego „ja”, to doświadczenie uniwersalnej świadomości, więc bardzo łatwo wyobrazić sobie, że ktoś mógłby powiedzieć: to jest tak, jakbym stawał się jednym z Bogiem, tym, kim naprawdę jestem. Jestem jednością z Bogiem! Teoria upaniszad jest najwyższą formą doktryny o „istocie” omówioną przez Buddhę, ale mimo jej subtelności i głębi, była przez niego negowana: „Nie, nawet to musimy odpuścić”. Nawet to głębokie doświadczenie wciąż nie jest prawdziwą „istotą”, ale tak naprawdę nie zrozumiemy, czym doktryna braku istoty jest (anatta), dopóki w pełni nie docenimy głębi i subtelności tego, co ci ludzie mówili. Bardzo łatwo spojrzeć później, gdy jest się już uczniem Buddhy, wysłuchać, co powiedział i pomyśleć, że jesteśmy lepsi do tych, którzy wierzyli w tamte nauki: „Och, tak, dobrze, Buddha powiedział o braku istoty”. Po prostu odrzucacie wszystko inne. Możecie to odrzucić, ale wtedy też odrzucacie tamto drugie ze względu na doktrynę negowania. Kiedy odrzucicie wszystkie te rzeczy, nie możecie usłyszeć, co mają do powiedzenia, a kiedy tego nie usłyszycie, nie rozumiecie, co odrzucacie. A jeśli tak się dzieje, nie rozumiesz, czym jest „ja”, które odrzucasz, wtedy przywiązujesz się do tych rzeczy, ponieważ nasiona przywiązania są w nas wszystkich. Nasiona przywiązania do głębokiej transcendentnej świadomości w medytacji są w nas wszystkich. Ziarna przywiązania do tych wszystkich rodzajów jaźni są w nas samych.

Więc to daje nam jakieś wyobrażenie o tym, czym jest lub czym była „istota” przed czasami Buddhy. Myślę, że teoria upaniszad jest najwyższym, najbardziej filozoficznym i najgłębszym z tych pojęć, ale nie jest tożsama z inną, bardzo popularną i bardzo podobną teorią, prawdopodobnie znacznie bardziej nam znaną – chodzi o ideę jivy w szkole jainów (dźinistów). Społeczność dźinistów była jednym z ruchów śramanów w czasach Buddhy i trochę przed Buddhą. Wierzyli oni, że każda indywidualna osoba ma duszę, więc jiva, indywidualna dusza osoby, nie jest taka sama jak kosmiczna dusza atmana – jak to było w upaniszadach. Tego rodzaju pogląd na jīvę znamy z dżinizmu, ale prawdopodobnie był on dość rozpowszechniony. Taki też był pomysł dźinistów: każdy z nas ma swoją jivę, a jiva jest duszą, która jest trwała i wieczna, i jest naszą najprawdziwszą esencją. W swojej prawdziwej naturze jiva jest pełna radości i światła, ulega zepsuciu z powodu naszej karmy, ze względu na to, co zrobiliśmy w tym życiu i w poprzednich wcieleniach. Karmę wyobrażali sobie jako rodzaj brudu lub zanieczyszczenia, jako fizycznie zabrudzoną jivę, jest to quasi-fizyczny rodzaj idei. To co psuje, zanieczyszcza, wnika do środka i zaciemnia jivę, dlatego wewnętrznie w naszej istocie, w jej rdzeniu jesteśmy wszechwiedzący, ale tracimy wszechwiedzę, gdy wiedza o naszej jivie jest zaciemniona przez wszystkie te zanieczyszczenia. Rozwiązaniem jest rozgrzanie naszej jivy jak metalu.

W tamtych czasach rafinacja metalu była najnowszą technologią, do tamtego momentu używano brązu i właśnie odkrywano żelazo. Pomysł, że można stopić żelazo lub złoto, a następnie pozbyć się zanieczyszczeń z niego, był bardzo silną metaforą. Można sobie wyobrazić jak w tamtych czasach magiczne było to, że można wykopać kilka kamieni, a następnie stopić je i uzyskać metal. Niezwykle potężna rzecz, zobaczyć coś takiego i wyobrazić sobie, że można zastosować ogień – skoncentrowany kontrolowany ogień – do tej brudnej rudy i możesz spalić wszystkie nieczystości, zostaje to piękne złoto lub piękny metal. Więc jest to podobne do pomysłu, który mieli dźiniści. Wierzyli, że musimy spalić cały brud i zanieczyszczenie dzięki gorączce. A robimy to z bólem i to z dużym bólem. Taka była praktyka znana w starożytnych Indiach, nazywa się dzisiaj „tapas”, co literalnie znaczy „palenie” i „tapasi”, które znaczy „płonący”, i jest jednym z określeń słońca. Więc tapas to niektóre rodzaje praktyk polegające na umartwić się, wytwarzają one tę płonącą energię wewnątrz.

Niektóre z nich możesz znać z jakichś pism buddyjskich lub nawet współcześnie za pośrednictwem indyjskich sadhu, którzy wciąż robią takie rzeczy, robili je także mnisi dźinijscy. Chodzą nago, nigdy się nie myją – zarówno mnisi, jak i mniszki – od momentu wyświęcenia nigdy się nie kąpią. Nie możesz się kąpać. Są tak surowe zasady, że jeśli się zdarzy, że przypadkowo wpadniesz do rzeki, powinieneś szybko z niej wyjść, a nie grać na zwłokę i udawać, że chcesz wyjść, tylko dlatego, że „zdarzyło ci się” w nią wpaść. Nie golisz się, włosy trzeba wyrywać, i wiele innych takich rzeczy. Mogły to być także praktyki, w których utrzymuje się określoną postawę przez długi czas, takie praktyki stosuje się do dzisiaj.

Jednym z moich nauczycieli jest Ajahn Jayasaro, jest on uczniem Ajahna Chah. Opowiedział nam pewną historię. Kiedy Ajahn Chah był bardzo chory i zbliżała się jego śmierć – a przynajmniej wszyscy myśleli, że umrze za dzień lub dwa – Ajahn Jayasaro postanowił, że nie będzie kładł się do spania, aż do chwili śmierci Ajahn Chah. Chciał spędzić ostatnie kilka dni życia Ajahna Chah, medytując. Tak właśnie zrobił. Potem Ajahn Chah wyzdrowiał. Więc stajesz przed wyborem: „Tak, wiem, że złożyłem to przyrzeczenie, ale…”. Gdybym to był ja, powiedziałbym sobie, że do ślubowania dodany był drobny druk. Ale Ajahn Jayasaro jest zrobiony z bardziej twardego materiału, więc zachował swoje śluby i przez kilka lat nie kładł się do spania. To najsurowsza praktyka ascetyczna buddyjskich żebraków – nieleżenie. Zazwyczaj robi się to przez krótki czas na odosobnieniu medytacyjnym, nie przez takie długie okresy. Później podróżował po Indiach, chodził od wioski do wioski, zbierał jałmużnę i po prostu zostawał tam, gdzie został zaproszony, i nadal utrzymywał praktykę nieleżenia w czasie snu, oczywiście to dość trudne. W każdym razie pewnego dnia nocował w wiosce, wieśniacy zaprowadzili go do pomieszczenia, prawdopodobnie podobnego do sali, w jakiej jesteśmy. Z betonową podłogą, z pojedynczą żarówką na suficie, dzielił tę przestrzeń z jakimś sadhu. Był to jeden z tych rishi lub mnichów, który też tam nocował, medytował, chodząc, po jednej stronie, na końcu sali. Ajahn Jayasaro był zmęczony po kilku dniach chodzenia, więc usiadł, oparł się o ścianę i próbował się trochę zdrzemnąć, nie mógł się przecież położyć, ale pozwolił sobie na oparcie się o ścianę, to miło. W porządku, żarówka wciąż się świeciła, a ten facet nadal chodził w tę i z powrotem: „Stary, kiedy dasz mi się przespać?”. Na jednym końcu sali była jakaś lina zwisająca z góry, pasek, prawie jak huśtawka czy coś takiego i on zauważył, że rishi często po prostu podchodzi, opiera się na tym i zaczyna się huśtać. Zdał sobie sprawę, że rishi ma praktykę, w trakcie której nie wolno usiąść. Więc ten rishi nie siedział, tylko stał. Biedny Ajahn Jayasaro, było mu bardzo przykro, że nie może się kłaść, a tu widzi faceta, który robi spacery i tylko stoi, więc wykorzystuje tylko dwie postawy. Ale oczywiście nawet te dwie postawy uznane byłyby za słabość przez tych, którzy przyjmowali tylko jedną postawę – pozycję stojącą. Niektóre z rzeźb dźinistów w Indiach to przedstawiają: wielkich nauczycieli, którym wokół stóp i nóg rosną pnącza, co oznacza, że tak długo stali w bezruchu, że chwasty zaczęły rosnąć wokół ich stóp.

Więc wszystkie tego rodzaju praktyki mają wytworzyć, podsycić, rozpalić ten ogień. Nie psychologizujcie tego, miał być to prawdziwy gorąc wewnątrz ciała, tworzący te palące męki, ciepło w ciele i żar, który wzniecać miał więcej ognia, niż jesteś w stanie wygenerować, wypalający zanieczyszczenia w jivie, uwalniający z więzi przeszłej karmy, uwalniający ostatecznie jīvę. Gdybyś potrafił to zrobić całkowicie, jiva zostałaby uwolniona i stałbyś się wszechwiedzący, mógłbyś dosłownie powiedzieć, że wiesz wszystko. To jest filozofia i sposób praktyki dźinistów. Buddha oczywiście to odrzucił w swojej pierwszej mowie, w której powiedział o dwóch skrajnościach, ascezie i dogadzaniu sobie. Te dwie teorie – atmana i jivy – były prawdopodobnie dwiema najbardziej wybitnymi filozoficznie ideami „istoty” w czasach Buddhy. Ponadto istnieje wiele innych teorii o „ja”, z których sporo jest omówionych w pismach buddyjskich. Mógłbym przedstawić niektóre z nich w kolejnych dniach. Więc tego wieczoru jest to jedna z pierwszych kwestii. Zatrzymam się tutaj.

Podsumowując dzisiejszy wieczór, wzięliśmy pod uwagę ideę braku istoty, zdaliśmy sobie sprawę, że nie zrozumiemy idei braku istoty, dopóki nie pojmiemy, czym jest jaźń/istota, a potem z niektórych opinii, z dyskusji z wami dowiedzieliśmy się, jakie jest współczesne zrozumienie tego, co mamy na myśli, kiedy mówimy o „ja”. Potem weszliśmy do TARDIS, cofnęliśmy się w czasie i zobaczyliśmy, co ludzie w czasach przed Buddhą mówili, kiedy rozmawiali o idei „istoty”, więc zdaliśmy sobie sprawę, że w rzeczywistości niektóre z tych rzeczy znacznie się różnią. Nie chcę sugerować, że to jest zupełnie inaczej, wiele ze sposobów, w jakich używamy „ja”, jest dość podobnych do używanych w czasach Buddhy. Po prostu dam wam przykład. W suttach jest powiedziane „attadipa viharatha attasaraana anaññasaraṇa” – „powinieneś być dla siebie schronieniem, być dla siebie wyspą/lampą”. Tutaj jest „ja” jako schronienie i wyraźnie użyte w zwykłym znaczeniu słowa „atta”, czyli „ja”, jakiego sami byśmy użyli, nie ma tu podtekstów metafizycznych. To zwykłe językowe użycie słowa zawierającego pewien sens psychologiczny. Tak byśmy go używali. Kiedy tłumaczymy atta lub atman, używamy słowa „ja”, a nie „dusza”, ponieważ jest w tym zawarte psychologiczne poczucie siebie. Kiedy Buddha mówił o nie-jaźni albo anatta, włączał w to wszystkie filozoficzne i metafizyczne poglądy na temat siebie, a szczególnie poglądy z upaniszad i poglądy dźinistów, ale także wiele innych, o których nie wspominałem. Podstawowym dla wszystkich tych poglądów jest pomysł, że „ja” to coś wiecznego, coś, co jest niezmienne, jakimś rdzeniem nieredukowalnej esencji osoby – i właśnie temu Buddha zaprzeczał, kiedy mówił o braku istoty.

OK, wystarczy gadania na dziś, ale zanim skończymy, czy są jakieś pytania na ten temat? I zanim przejdziemy dalej, błagam, żebyśmy zdefiniowali, czym są pytania. Dam wam przykład z sutt: „Co myślicie, mnisi, czy ciało jest trwałe czy nietrwałe?”. Zwróćcie uwagę na kilka cech tego zdania. Numer jeden, zaczyna się od krótkiego zapytania, bez dygresji, bez historii, biografii, przypisów, indeksów i kończy się znakiem zapytania. Gdybyśmy mogli zadawać takie pytania, biorąc przykład z Buddhy, to byłoby bardzo mile widziane, ale prawdopodobnie jesteście zbyt onieśmieleni, by teraz zapytać…

Pytanie: Zatem zaprzeczenie tym teoriom przez Buddhę sugerowałby, że tak naprawdę ich doświadczył, to, co mieli na myśli? Czy możemy mieć pewność co do tego?

To dobre pytanie, to znaczy myślę, że Buddha z pewnością robił coś bardziej znaczącego niż tylko czysto filozoficznie krytykował rzeczy, o których oni mówili. Mówił o doświadczeniu medytacyjnym. Jeśli chodzi o historię życia bodhisatty, przed przebudzeniem, to wszystkie pisma podają, że ćwiczył dwa główne rodzaje praktyk. Jedną z nich była praktyka pod okiem nauczycieli – Alarą Kalamą i Udakką Ramaputtą. A drugim rodzajem była praktyka samoumartwiania się. Czy te praktyki są znane wszystkim, czy znacie historię życia Buddhy? Nie chcę robić zbyt wielu założeń… Macie pojęcie o czym tu mówię? Dobrze, świetnie, w porządku, możecie mi powiedzieć, jeśli nie, bo nie chcę, żebyście stracili wątek. Więc z tych dwóch rodzajów praktykowania – gdy ćwiczył z Alara Kalamą i Udakka Ramaputtą – prawie na pewno pochodzły one z upaniszad, bo to byli rishi. Prawdopodobnie ćwiczyli, bazując na tekstach upaniszad, nie jest to do końca jasne samo w sobie. Teksty nie mówią o tym wprost, ale wydaje się, że to dość przekonujący wniosek. Następnie praktyka Buddhy polegała na umartwieniach i są one opisane w identyczny sposób jak praktyki dżinizmu. Buddha oczywiście praktykował dźinizm, a przynajmniej coś podobnego, choć prawdopodobnie właśnie sam dźinizm. Tradycja dźinijska uznaje, że wcześniej Buddha był ascetą dźinijskim, więc zdaje się, że Buddha – właściwie Siddhattha, zanim się stał Buddhą – praktykował w jednej i drugiej tradycji, robił to do końca, do momentu odrzucenia ich. Powinienem jeszcze wspomnieć, że mówię o Buddzie, który odrzuca te stanowiska filozoficzne, ale to nie znaczy, że odrzucił w ogóle wszystko z tych różnych podejść i ścieżek religijnych. W buddyzmie jest wiele rzeczy wziętych z tych systemów. Dźinizm ma bardzo silną etykę niekrzywdzenia, a Buddha mówił o tym, jak rozwinął uważność pod okiem nauczycieli i braminów, którzy uczyli takich rzeczy. Pięć duchowych zdolności to coś, co ma bardzo duży wpływ w buddyzmie, a Buddha nauczył się tego od byłych nauczycieli, więc przyjął wiele rzeczy z tych nauk, ale ostatecznie odrzucił ich filozoficzne interpretacje na temat istoty.

Na razie wystarczy, zostawiam to. Będziemy mieli więcej czasu na pytania i dyskusje później. I jestem świadomy, że ta mowa nie jest bezpośrednio o medytacji lub czymś podobnym. To trochę teoretyczny rodzaj historii, ale jak powiedziałem, nie przejmujcie się zbytnio, po prostu spróbujcie za mną podążać w tej podróży. Będziemy iść krok po kroku i miejmy nadzieję pod koniec będziemy mieć lepsze pojęcie, jak to wszystko do siebie dopasować.

Mowy Dhammy i instrukcje medytacyjne Bhante Sujato na odosobnieniu w dniu 04.12.2019 w Tarasce.

O autorze

Sujato.jpg

Sujato Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Bhante Sujato (Anthony Best) urodził się 4.11.1966 r. w Perth (Zachodnia Australia). Wychowywał się w liberalnej, katolickiej rodzinie, uczęszczał do szkoły Christian Brothers. Zafascynowany naukową wizją świata, a w szczególności teorią względności, odrzucił chrześcijaństwo, gdy był jeszcze nastolatkiem.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Źródło: Fundacja Theravada

Tłumaczenie: Wojciech Czypicki
Redakcja: Alicja Brylińska

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/