Dobre pytanie, dobra odpowiedź

Tytuł: Dobre pytanie, dobra odpowiedź

O autorze: Bhante Shravasti Dhammika

Wersja pdf: pdf.gif

źródło

drukuj

Wersja scribd: scrb1.jpg

Przedmowa do wydania czwartego, poprawionego

Mniej więcej 18 lat temu grupa buddyjskich uczniów z Uniwersytetu Singapurskiego przyszła do mnie, skarżąc się, że często trudno jest udzielić odpowiedzi na zadawane im przez ludzi pytania, dotyczące buddyzmu. Poprosiłem więc, aby przytoczyli jakieś przykłady, a gdy to zrobili, byłem wstrząśnięty tym, że inteligentni, wykształceni młodzi buddyści wiedzą tak niewiele o swojej religii i mają tak wiele wątpliwości, wyjaśniając te rzeczy innym. Zanotowałem wiele z tych pytań, dodałem część tych, które często mnie zadawano i tak oto narodziło się "Dobre pytanie, dobra odpowiedź". Ku mojemu zaskoczeniu i satysfakcji to, co pierwotnie miało służyć Singapurczykom, znalazło czytelników także w wielu innych krajach. Wydrukowano ponad sto pięćdziesiąt tysięcy kopii edycji angielskiej, a ta z kolei doczekała się licznych przedruków w Stanach Zjednoczonych, Malezji, Indiach, Tajlandii oraz na Sri Lance. Niniejsza praca, została ponadto przełożona na czternaście języków, całkiem niedawno na indonezyjski i hiszpański. W wydaniu czwartym, uaktualnionym i poszerzonym, dodałem jeszcze kilka pytań i udzieliłem -mam nadzieję, że dobrych- odpowiedzi na nie. Dodałem także rozdział, zawierający niektóre z pouczeń Buddy. Oby ta krótka książka przyczyniła się do podtrzymania zainteresowania Dhammą Buddy.

S. Dhammika
Singapur, 2005

Wprowadzenie do Wydania Piątego Poprawionego

Przez wiele lat docierały do mnie liczne listy od czytelników z całego świata, proszących o dodanie kolejnych pytań do tej książki, co ostatecznie skłoniło mnie do uczynienia tego. Do dnia dzisiejszego, wydrukowano i rozprowadzono w języku angielskim, a także kilku innych językach, 226,000 kopii pozycji „Dobre pytanie, dobra odpowiedź”. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że mogę pomagać tak wielu ludziom w lepszym rozumieniu wyzwalających nauk Buddy.

S. Dhammika

Singapur, Wrzesień, 2007

1. Czym jest buddyzm?

Pytanie: Czym jest buddyzm?

Odpowiedź: Nazwa "buddyzm" pochodzi od słowa budhi, które znaczy tyle co "przebudzić się", tak więc buddyzm może być nazywany "filozofią przebudzenia". Filozofia ta ma swój początek w doświadczeniu Siddhatthy Gotamy, znanego jako Budda, który mając trzydzieści pięć lat, dzięki własnym staraniom, doznał przebudzenia. Buddyzm liczy sobie obecnie dwa i pół tysiąca lat i ma około trzysta milionów wyznawców na całym świecie. Przez wiele stuleci buddyzm był głównie nurtem dominującym w Azji, lecz stopniowo zdobywa zwolenników także w Europie, Australii i Ameryce.

Pytanie: Więc buddyzm jest jedynie filozofią?

Odpowiedź: Słowo "filozofia" powstało w wyniku złożenia słów phileo, co znaczy "miłować", oraz sofia, które oznacza "mądrość". Jest zatem filozofią, czyli umiłowaniem mądrości, lub miłością i mądrością w jednym. Oba znaczenia opisują buddyzm doskonale. Buddyzm naucza, że powinnyśmy starać się w pełni rozwinąć nasze zdolności intelektualne, abyśmy mogli osiągnąć pełne i jasne zrozumienie. Uczy nas także rozwijać w sobie miłość i dobroć, byśmy potrafili być prawdziwymi przyjaciółmi wszystkich istot. Buddyzm nie jest więc zwykłą filozofią - jest filozofią najwyższą, najwspanialszą.

Pytanie: Kim był Budda?

Odpowiedź: W roku 563 p.n.e. w rodzinie królewskiej, w północnych Indiach, urodził się chłopiec. Dorastał w obfitości i luksusie lecz w pewnym momencie doszedł do wniosku, że doczesne wygody i bezpieczeństwo nie gwarantują szczęścia. Był głęboko poruszony cierpieniem, które widział wokół i postanowił znaleźć klucz do stanu szczęśliwości. Gdy miał dwadzieścia dziewięć lat, opuścił swoją żonę i dziecko i udał się do największych duchowych nauczycieli, by uczyć się od nich. Nauczyli go wiele, jednak żaden nie wiedział tak naprawdę nic o przyczynie cierpienia, ani w jaki sposób można by je przezwyciężyć. W końcu po sześciu latach poszukiwań, ciągłych zmagań i medytacji doświadczył uwolnienia ze stanu niewiedzy, a cała niewiedza rozpłynęła się. W jednej chwili wszystko stało się dlań jasne. Od tego dnia nazywany jest Buddą, Przebudzonym. Żył przez kolejne czterdzieści pięć lat, w trakcie których podróżował po całych północnych Indiach, ucząc innych tego, co odkrył. Jego współczucie i cierpliwość były legendarne. Miał tysiące uczniów. Mając osiemdziesiąt lat, stary i chory - lecz wciąż pełen dostojności i spokoju - zmarł.

Pytanie: Czy nie było to nieodpowiedzialne ze strony Buddy, że odszedł od swojej żony i dziecka?

Odpowiedź: Z pewnością nie było Buddzie łatwo podjąć decyzję o opuszczeniu żony i dziecka. Musiał się martwić i wahać przez długi czas, nim ostatecznie odszedł. Miał jednak wybór: poświęcić swoje życie rodzinie lub poświecić je światu. Ostatecznie jego wielkie współczucie sprawiło, że wybrał cały świat - i do dziś cały świat doświadcza korzyści z powodu ofiary, którą uczynił. Nie było to nieodpowiedzialne. Możliwe, że było to najbardziej znaczące poświęcenie w dziejach.

Pytanie: Skoro Budda umarł, to w jaki sposób może nam pomóc?

Odpowiedź: Faraday, odkrywca elektryczności, także umarł, ale jego odkrycie wciąż stanowi dla nas pomoc. Ludwik Pasteur, który odkrył lekarstwo na tak wiele chorób, także zmarł, lecz jego odkrycia w dziedzinie medycyny wciąż ratują życie. Leonardo da Vinci, twórca dzieł sztuki, nie żyje, jednak to, co stworzył, wciąż podnosi na duchu i daje radość. Wielcy bohaterzy i bohaterki mogą być martwi od stuleci, gdy jednak czytamy o ich czynach i osiągnięciach, wciąż możemy zostać zainspirowani do tego, by postępować tak jak oni. Tak, Budda odszedł, lecz po upływie dwu i pół tysiąca lat jego nauki wciąż pomagają ludziom, jego przykład wciąż ich inspiruje. Tylko Budda może oddziaływać z taką siłą, mimo iż od jego śmierci upłynęło już tyle czasu.

Pytanie: Czy Budda był bogiem?

Odpowiedź: Nie, nie był. Nie twierdził, że jest bogiem, dzieckiem boga, ani nawet przychodzącym od boga posłańcem. Był człowiekiem, który osiągnął doskonałość i nauczał, że jeśli pójdziemy jego śladem, również osiągniemy ten stan.

Pytanie: Skoro Budda nie jest bogiem, to dlaczego ludzie oddają mu cześć?

Odpowiedź: Są różne sposoby oddawania czci. Gdy ktoś oddaje cześć bogu, modli się do niego lub do niej, składa ofiary, prosi o pomyślność wierząc, że bóg wysłucha modłów, otrzyma dary i odpowie na prośby. Buddyści nie praktykują tego rodzaju kultu. Innym rodzajem czci jest okazywanie szacunku komuś lub czemuś, co podziwiamy. Kiedy nauczyciel wchodzi do klasy - wstajemy z miejsc, gdy spotykamy ważną osobę - wymieniamy z nią uścisk dłoni, gdy natomiast grają hymn narodowy - salutujemy. Są to gesty szacunku i czci, poprzez które dajemy wyraz naszemu podziwowi dla pewnej osoby lub rzeczy. Taki właśnie rodzaj oddawania czci występuje w buddyzmie. Posąg Buddy z dłońmi lekko spoczywającymi na podołku, jego współczujący uśmiech przypominający nam o tym, by wciąż dążyć do obudzenia spokoju i miłości w nas samych. Zapach niewinności przypomina nam o wszechogarniającym wpływie cnoty, lampa przypomina o świetle wiedzy, kwiaty - które niebawem zwiędną i zginą - przypominają nam o nietrwałości. Poprzez pokłony wyrażamy naszą wdzięczność dla Buddy za to, co dały nam jego nauki. Taki jest właśnie sens oddawania czci w buddyzmie.

Pytanie: Ale słyszałem stwierdzenia, że buddyści oddają cześć idolom.

Odpowiedź: Stwierdzenie takie świadczy wyłącznie o niezrozumieniu osoby, która je wypowiada. Słownik definiuje idola jako "obraz lub posąg będący obiektem boskiej czci." Powiedzieliśmy już, iż buddyści nie wierzą w boskość Buddy - jak więc mogliby wierzyć w to, że bogiem jest kawałek drewna albo metalu? Wszystkie religie korzystają z symboli reprezentujących najrozmaitsze wierzenia. W taoizmie diagram ying-yang jest symbolem harmonii przeciwieństw. W sikhizmie miecz symbolizuje duchową walkę. W chrześcijaństwie ryba jest symbolem obecności Chrystusa, krzyż natomiast - jego ofiary. W buddyzmie posąg Buddy przypomina nam o ludzkim wymiarze w buddyjskich naukach, o tym, że buddyzm skupia się na człowieku, nie na bogu, że doskonałości i zrozumienia musimy szukać w sobie, a nie poza sobą. Dlatego twierdzenie, że buddyści czczą idole jest tak samo pozbawione racji jak mówienie, że chrześcijanie oddają cześć rybie i figurom geometrycznym.

Pytanie: Skąd w buddyjskich świątyniach tyle dziwnych rytuałów?

Odpowiedź: Wiele rzeczy wygląda dla nas dziwnie, gdy nie rozumiemy ich. Zamiast je z miejsca odrzucać jako niezrozumiałe, powinniśmy raczej starać się odkryć ich znaczenie. Choć rzeczywiście, niektóre praktyki stosowane przez buddystów mają swoje źródło w powszechnych przesądach i niezrozumieniu, a nie w naukach Buddy. Niezrozumienie tego typu wkrada się od czasu do czasu w obręb każdej religii. Budda nauczał w sposób klarowny i szczegółowy, nie może być winiony za to, że niektórym ludziom nie udało się pojąć tych nauk w pełni. W pismach buddyjskich znaleźć można takie pouczenie:

Jeśli osoba cierpiąca z powodu choroby nie szuka pomocy nawet wtedy, gdy pod ręką ma lekarza, nie jest to wina lekarza. Tak samo nie jest winą Buddy, jeśli osoba gnębiona i prześladowana przez skazy nie szuka jego pomocy
JN. 28-9

Ani buddyzm, ani żadna inna religia, nie powinien być osądzany przez tych, którzy nie praktykują go w sposób właściwy. Jeśli chcesz poznać prawdziwe nauki buddyzmu, przeczytaj słowa lub mowy wygłoszone przez Buddę do tych, którzy rozumieli je prawidłowo.

Pytanie: Czy istnieje buddyjski odpowiednik Bożego Narodzenia?

Odpowiedź: Tradycja głosi, że trzy najważniejsze wydarzenia w życiu Buddy - narodziny, oświecenie i śmierć - przypadały zawsze na dzień pełni księżyca w Vesak, drugi miesiąc Indyjskiego roku, który odpowiada kwietniowi-majowi w kalendarzu Zachodu. Tego dnia Buddyści wszystkich krajów, dla upamiętnienia tych wydarzeń, odwiedzają świątynie, uczestniczą w różnych ceremoniach lub też oddają się medytacji.

Pytanie: Skoro buddyzm jest taki dobry, to czemu niektóre z buddyjskich krajów są biedne?

Odpowiedź: Jeśli mówiąc o "biedzie" masz na myśli niedostatki ekonomiczne, to masz rację, lecz jeśli chodzi ci o jakość życia, to niektóre z buddyjskich krajów są całkiem bogate. Dla przykładu Ameryka jest pod względem ekonomicznym bogata i potężna, ale poziom przestępczości jest tam jednym z najwyższych na całym świecie. Miliony osób starszych umierają w samotności w "domach spokojnej starości", ponieważ zapomniały o nich nawet ich własne dzieci. Przemoc w rodzinie, znęcanie się nad dziećmi, uzależnienie od narkotyków stanowią poważny problem. Co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem. Co prawda Stany Zjednoczone są państwem zamożnym materialnie, lecz oferują bardzo ubogą jakość życia. Jeśli teraz przyjrzysz się niektórym krajom tradycyjnie buddyjskim, dzieci darzą rodziców szacunkiem, poziom przestępczości jest względnie niski, rozwody i samobójstwa są rzadkością, a tradycyjne wartości, takie jak łagodność, szczodrość i gościnność wobec obcych, tolerancja i szacunek dla innych, są wciąż silne. Choć gospodarczo zacofane - kraje te zapewniają lepszą jakość życia niż kraje wysoko rozwinięte. Jednak nawet jeśli zechcemy oceniać kraje buddyjskie wyłącznie pod względem ekonomicznym, to okaże się, że jednym z najbogatszych i najdynamiczniej rozwijających się państw na świecie jest Japonia, której znaczna część obywateli określa siebie mianem buddystów.

Pytanie: Czemu niezbyt często słyszy się o pracy charytatywnej wykonanej przez buddystów?

Odpowiedź: Może dlatego, że buddyści nie odczuwają potrzeby trąbienia o dobru, które czynią. Kilka lat temu lider japońskich buddystów, Nikkho Nirwano, otrzymał Nagrodę Templetona za swoją pracę na rzecz jedności poszczególnych wyznań. Ponadto niedawno pewien tajski mnich buddyjski otrzymał prestiżową Nagrodę Magsaysay za wspaniałą pracę na rzecz osób uzależnionych od narkotyków. W roku 1987 inny tajski mnich, Czcigodny Kantayapiwat, został nagrodzony Nagrodą Pokojową Dzieci Norweskich za wieloletnią pracę na rzecz bezdomnych dzieci z rejonów rolniczych. A co z pomocą społeczną dla biedoty w Indiach przeprowadzoną na wielką skalę przez zachodnie klasztory buddyjskie? Wybudowali szkoły, ośrodki dla dzieci, punkty opieki zdrowotnej oraz niewielkie zakłady pracy pozwalające na samowystarczalność. Buddyści, podobnie jak to ma miejsce w innych wyznaniach, widzą w niesieniu pomocy innym wyraz własnej religijnej praktyki. Wierzą też jednak, że powinno się to robić bez rozgłosu czy promowania własnej osoby.

Pytanie: Czemu jest tyle różnych typów buddyzmu?

Odpowiedź: Są różne rodzaje cukru - brązowy, biały, w bryłkach, syrop i lukier, ale wciąż jest to cukier i jest słodki. Produkowany jest pod różnymi postaciami, aby można go było użyć do różnych celów. Buddyzm jest taki sam: jest theravada, zen, buddyzm Czystej Krainy, jogaczara i wadżrajana, lecz wciąż są to nauki Buddy i mają taki sam smak - smak wolności. Buddyzm przybrał różne postaci, by dostosować się do rozmaitych warunków kulturowych, w których się rozwijał. W ciągu stuleci dochodziło do reinterpretacji, aby dla kolejnych i kolejnych pokoleń buddyzm pozostawał żywy. Na pierwszy rzut oka poszczególne tradycje buddyjskie mogą się od siebie bardzo różnić, ale ich jądro zawsze stanowią Cztery Szlachetne Prawdy i Ośmioraka Ścieżka. Każda większa religia, wliczając w to buddyzm, dzieli się na mniejsze szkoły i wyznania. Od innych religii odróżnia buddyzm postawa wzajemnej przyjaźni i tolerancji poszczególnych szkół.

Pytanie: Pewnie masz bardzo wysokie mniemanie o buddyzmie. Domyślam się, że wierzysz, iż jest to jedyna prawdziwa religia, a wszystkie pozostałe są fałszywe?

Odpowiedź: Żaden buddysta, który rozumie nauki Buddy, nie sądzi, że pozostałe religie są błędne. Nie będzie myślał w ten sposób również ktoś, kto z otwartym umysłem podjął szczery wysiłek poznania innych religii. W istocie pierwszą rzeczą, jaką zauważysz podczas takich badań, będzie to, jak wiele mają one ze sobą wspólnego. Wszystkie przyznają, że obecny stan ludzkości jest niesatysfakcjonujący. Wszystkie wierzą, że niezbędna jest zmiana nastawienia i zachowania, jeśli ludzie chcą poprawić własną sytuację. Wszystkie głoszą zasady moralne, w których centrum znajduje się miłość, dobroć, cierpliwość, hojność i odpowiedzialność. Co więcej, wszystkie akceptują istnienie jakiejś formy Absolutu. By opisać i wyjaśnić te rzeczy, posługują się rozmaitymi językami, różnymi nazwami i symbolami. Nietolerancja, duma, przeświadczenie o własnej nieomylności pojawiają się tylko wtedy, gdy ludzie dostają klapek na oczach, przywiązani do pewnego punktu widzenia.

Wyobraź sobie Anglika, Francuza, Chińczyka i Indonezyjczyka patrzących na filiżankę. Anglik powie: "To jest a cup." Francuz na to: "Ależ nie. To jest tasse." Wtedy zareaguje Chinczyk: "Obaj się mylicie. To jest pei." Na końcu Indonezyjczyk wyśmieje pozostałych i powie: "Głupcy. To jest cawan." Wtedy Anglik sięgnie po słownik i pokaże im go, mówiąc: "Mogę udowodnić, że to jest cup. Tak jest wedle mojego słownika." "Więc twój słownik zawiera błędy", odpowie Francuz, "bo mój słownik stawia sprawę jasno, że to jest tasse." Chińczyk zadrwi: "Natomiast wedle mojego to jest pei, a mój słownik jest o tysiące lat starszy niż wasze, więc na pewno jest dobry. Poza tym więcej ludzi mówi po chińsku niż w jakimkolwiek innym języku, to musi być pei." Gdy wszyscy zaczynają się nadymać się i kłócić, podchodzi do nich inny człowiek pijący z filiżanki i mówi: "Bez względu na to, czy nazywacie to cup, tasse, pei czy cawan, rolą filiżanki jest utrzymanie płynu, aby dało się go wypić. Przestańcie się spierać i pijcie, przestańcie się nadymać i ugaście swoje pragnienie." Taka jest właśnie buddyjska postawa wobec innych religii.

Pytanie: Niektórzy ludzie mówią: "tak naprawdę wszystkie religie są takie same". Zgadzasz się z nimi?

Odpowiedź: Religie są zjawiskiem dalece zbyt złożonym i różnorodnym, by można je było podsumować w ten sposób. Buddyści mogliby powiedzieć, że stwierdzenie to zawiera zarówno elementy prawdy, jak i fałszu. Buddyzm uczy, że nie ma boga, z kolei chrześcijaństwo - dla przykładu - uczy, że taki byt istnieje. Wydaje mi się, iż jest to znacząca różnica. Niemniej jednak jeden z najpiękniejszych wersetów biblijnych głosi:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
1Kor 13:1-7 [wg. Biblii Tysiąclecia]

Tego właśnie uczy buddyzm - że czystość naszego serca jest bardziej istotna, niż jakiekolwiek nadludzkie moce, jakie moglibyśmy mieć; niż zdolność przepowiadania przyszłości, siła naszej wiary lub dowolne akty ekstrawagancji lub rozrzutności. Zatem pod względem teologicznym buddyzm i chrześcijaństwo różnią się całkowicie. Wypowiadają się jednak bardzo podobnie na temat czystości serca, moralności i zachowania.

Pytanie: Czy buddyzm jest nauką?

Odpowiedź: Zanim odpowiemy na to pytanie, najlepiej będzie wpierw zdefiniować pojęcie "naukowy". Nauka jest, zgodnie z tym, co mówi słownik, "wiedzą, którą można uporządkować w system zagadnień, zdobywaną na drodze obserwacji i badań mających na celu odkrycie praw przyrody; gałęzią takiej wiedzy, wszystkim co można badać precyzyjnie." Pewne aspekty buddyzmu nie pasują do tej definicji, jednak jego jądro, Cztery Szlachetne Prawdy, z pewnością tak. Cierpienie, Pierwsza Szlachetna Prawda, jest czymś definiowalnym, można go doświadczyć i zmierzyć. Druga Szlachetna Prawda mówi, że cierpienie ma naturalną przyczynę - przywiązanie, które także poddaje się definiowaniu, można go doświadczać i mierzyć. Nikt nie usiłuje wyjaśniać cierpienia za pomocą metafizycznych koncepcji czy mitów. Zgodnie z Trzecią Szlachetną Prawdą, kres cierpienia osiąga się nie poprzez powierzenie się istocie wyższej, wiarę czy modły, lecz po prostu dzięki usunięciu jego przyczyny. Jest to oczywistość. Czwarta Szlachetna Prawda, droga prowadząca do zakończenia cierpienia, także nie ma nic wspólnego z metafizyką i polega po prostu na postępowaniu w określony sposób. Także zachowanie jest czymś, co można badać. Buddyzm, podobnie jak to robi nauka, obchodzi się bez koncepcji istoty wyższej i wyjaśnia pochodzenie oraz funkcjonowanie wszechświata w oparciu o prawa natury. Wszystko to wskazuje na obecność ducha nauki. Rady Buddy mówiące, że nie powinniśmy ślepo wierzyć, lecz raczej pytać, badać, dociekać i polegać na własnym doświadczeniu, mają zdecydowanie naukowy wydźwięk. W Kalama Sutta, swojej słynnej mowie, Budda naucza:

Nie podążajcie za objawieniem ani tradycją, nie podążajcie za plotką ani świętymi zapiskami, nie podążajcie za pogłoską ani złudną logiką, nie podążajcie za uprzedzeniami rasowymi ani pozornymi umiejętnościami innej osoby, ani za ideą 'To jest nasz nauczyciel.' Lecz gdy osobiście przekonacie się, że dana rzecz jest dobra, że nie przynosi wstydu, że pochwalają ją mądrzy i gdy wiecie, że jej obserwowanie i praktykowanie wiedzie do szczęścia - podążajcie za nią.
A.I,188

Można zatem powiedzieć, że chociaż buddyzm nie jest - ściśle rzecz biorąc - „nauką”, to z pewnością ma wyraźnie naukową wymowę i wykazuje więcej krytycznego myślenia niż jakakolwiek inna religia. Nie bez znaczenia jest też to, co na temat buddyzmu mówił Albert Einstein, największy naukowiec XX w.:

Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Przekroczy ona osobowego Boga i odrzuci dogmaty i teologię. Będzie opierać się na religijnym zrozumieniu, wypływającym z doświadczania natury i duchowości jako pełnej znaczenia jedności. Temu opisowi odpowiada buddyzm. Jeśli istnieje jakakolwiek religia, która jest w stanie podołać współczesnym wymaganiom nauki, jest nią buddyzm.

Pytanie: Słyszałem niekiedy, że nauki Buddy nazywane są Ścieżką Środka. Co znaczy to określenie?

Odpowiedź: Budda nadał swojej Ośmiorakiej Ścieżce alternatywną nazwę, majjhima patipada, co znaczy "Środkowa Droga". Jest to bardzo ważna nazwa, ponieważ sugeruje, że nie wystarczy po prostu podążać Ścieżką, lecz że powinniśmy robić to w pewien szczególny sposób. Ludzie potrafią czasami być bardzo nieugięci w swoim podejściu do religijnych reguł i praktyki, stając się z czasem prawdziwymi fanatykami. W buddyzmie podążać za wskazaniami i praktykować należy rozsądnie, w sposób zrównoważony, by uniknąć ekstremizmu i przesady. Starożytni Rzymianie zwykli mówić: "Umiar we wszystkim" - i buddyści zgadzają się z tym całkowicie.

Pytanie: Czytałem, że buddyzm jest po prostu pewną formą hinduizmu. Czy to prawda?

Odpowiedź: Nie, nie jest. Buddyzm i hinduizm wiele idei dotyczących moralności, posługują się niekiedy tymi samymi terminami, jak "kamma", "samadhi" czy "nirwana" i obie wywodzą się z Indii. Z tego powodu niektórym ludziom wydaje się, że są identyczne lub przynajmniej bardzo podobne. Jeśli jednak poszukamy głębiej, przekonamy się, że te dwie religie znacząco się różnią. Hindusi, dla przykładu, wierzą w najwyższego Boga, buddyści zaś nie. Jedną z centralnych nauk hinduizmu, dotyczącą filozofii społecznej, jest idea kasty, którą z kolei buddyzm stanowczo odrzuca. Rytualne oczyszczenie jest w hinduizmie ważnym obrzędem, nie ma zaś miejsca w buddyzmie. Pisma buddyjskie przedstawiają Buddę jako krytyka nauk brahminów, hinduskich kapłanów. Oni z kolei odnosili się bardzo krytycznie do niektórych jego poglądów. Nie działoby się tak, gdyby buddyzm i hinduizm były takie same.

Pytanie: Ale Budda zaczerpnął koncepcje kammy z hinduizmu, prawda?

Odpowiedź: Hinduizm także uczy o kammie i reinkarnacji, jednak interpretuje te koncepcje zupełnie inaczej niż buddyzm. Dla przykładu hinduizm głosi, że kamma determinuje nas i nasze działania, natomiast wedle buddyzmu kamma kształtuje jedynie warunki. Zgodnie z hinduizmem, nieśmiertelna dusza, zwana atmanem, przechodzi z jednego życia do następnego, buddyzm z kolei zaprzecza istnieniu takiej duszy twierdząc, że tym, co podlega odrodzeniu, jest nieustannie zmieniający się strumień energii. To tylko niektóre spośród wielu różnic w sposobie rozumienia kammy i reinkarnacji między tymi dwiema religiami. Jednak nawet gdyby nauki buddyzmu i hinduizmu były identyczne, nie musiałoby to od razu oznaczać, że Budda bezmyślnie kopiował cudze pomysły.

Zdarza się niekiedy, że dwoje ludzi, niezależnie od siebie, dokonuje tego samego odkrycia. Dobrym tego przykładem jest teoria ewolucji. W 1858, tuż przed opublikowaniem swojej słynnej książki "O powstawaniu gatunków", Karol Darwin dowiedział się, że inny badacz, Alfred Russel Wallace, tak jak i on, opracował idee ewolucji. Darwin i Wallace nie kopiowali od siebie pomysłów - po prostu badając to samo zjawisko doszli do tych samych wniosków na jego temat. Zatem nawet gdyby hinduizm i buddyzm ideę kammy oraz reinkarnacji rozumiały tak samo (choć tak nie jest), to nie byłoby to wcale dowodem naśladownictwa. Prawda jest taka, że na drodze intuicyjnego wglądu w pewnym stopniu zrozumieli prawo kammy i reinkarnacji, które to zjawiska Budda wyjaśnił później w sposób pełniejszy i dokładniejszy.

2. Podstawowe założenia buddyzmu

Pytanie: Co zalicza się do głównych nauk Buddy?

Odpowiedź: Wszystkie spośród wielu nauk Buddy skupiają się na Czterech Szlachetnych Prawdach, tak jak obręcz i szprychy koła skupiają się wokół piasty. Mówi się o nich "Cztery", ponieważ tyle właśnie ich jest. Nazywane są "Szlachetnymi", ponieważ uszlachetniają tego, który je pojął. Mianem "Prawd" określa się je dlatego, że są prawdziwe w odniesieniu do rzeczywistości.

Pytanie: Jaka jest Pierwsza Szlachetna Prawda?

Odpowiedź: Pierwsza Szlachetna prawda głosi, że życie jest cierpieniem. Żyć znaczy cierpieć. Nie jest możliwe żyć bez doświadczania bólu czy zmartwień. Musimy znosić fizyczne cierpienie w postaci chorób, zranień, zmęczenia, starości i w końcu śmierci. Musimy też stawić czoła cierpieniu mentalnemu - takiemu jak samotność, niezadowolenie, strach, skrępowanie, rozczarowanie, gniew i tak dalej.

Pytanie: Nie jest to odrobinę pesymistyczne?

Odpowiedź: Słownik definiuje pesymizm jako "nawykowe myślenie, że cokolwiek się wydarzy, będzie to coś złego" lub "przekonanie, że zło jest silniejsze niż dobro". Buddyzm nie uczy niczego podobnego. Nie zaprzecza też, że zadowolenie jest możliwe. Stwierdza po prostu, że życie wiąże się nierozerwalnie z fizycznym i mentalnym cierpieniem, i jest to coś tak prawdziwego i oczywistego, że nie sposób temu zaprzeczyć. Buddyzm wychodzi od doświadczenia, od niepodważalnych faktów, od rzeczy, o których wszyscy wiedzą, których wszyscy doświadczyli i których wszyscy starają się uniknąć. Tak więc w pierwszej kolejności buddyzm zajmuje się podstawową, z punktu widzenia każdej jednostki, sprawą - cierpieniem i sposobem jego uniknięcia.

Pytanie: Jaka jest Druga Szlachetna Prawda?

Odpowiedź: Druga Szlachetna Prawda mówi, iż przyczyną wszelkiego cierpienia jest przywiązanie. Gdy przyjrzymy się cierpieniu mentalnemu, szybko zauważymy, w jaki sposób tworzy je przywiązanie. Gdy pragniemy czegoś, czego nie możemy zdobyć, jesteśmy rozczarowani i sfrustrowani. Gdy nastawiamy się, że ktoś spełni nasze oczekiwania, lecz tak się nie dzieje, odczuwamy zawód i złość. Gdy chcemy, aby inni lubili nas, a mimo to nie lubią, czujemy się zranieni. Nawet jeśli pragniemy czegoś osiągalnego, to także nie zawsze prowadzi do zadowolenia, bowiem szybko odczuwamy znudzenie tą rzeczą, tracimy zainteresowanie i zaczynamy chcieć czegoś innego. Mówiąc prosto, Druga Szlachetna Prawda uczy, że otrzymanie tego, czego chcesz, nie gwarantuje szczęścia - zamiast bez końca o to walczyć, postaraj się raczej zmodyfikować swoje “chcenie”. Pragnienie odbiera nam zadowolenie i radość.

Pytanie: Ale jak pragnienie i przywiązanie może prowadzić do fizycznego cierpienia?

Odpowiedź: Przez całe nasze życie, pełne pragnień i przywiązania, zwłaszcza zaś gdy pragniemy swojej dalszej egzystencji, stwarzamy potężną energię, która pcha nas do ponownych narodzin. A kiedy się odradzamy, znów mamy ciało - ciało podatne na zranienia i choroby, jak już mówiliśmy. Ciało, które się męczy, które starzeje się, a w końcu umiera. W taki oto sposób przywiązanie prowadzi do ponownych narodzin, a ponowne narodziny do fizycznego cierpienia.

Pytanie: No dobrze, ale jeśli całkowicie wyzbędziemy się pragnień, to nigdy niczego nie zdobędziemy ani nie osiągniemy.

Odpowiedź: Prawda, lecz Budda nauczał, iż powinnyśmy przestać to robić dopiero, gdy nasze pragnienia i przywiązanie, nasze ciągłe niezadowolenie z tego, co mamy i dążenie, by posiadać wciąż więcej i więcej - sprawią, że cierpimy. Przypominał, że należy odróżniać to, czego potrzebujemy od tego, czego chcemy, dążyć do zaspokojenia potrzeb, zaś nad zachciankami pracować. Nauczył nas, że nasze potrzeby mogą zostać zaspokojone, w przeciwieństwie do pragnień, które są niczym bezdenna przepaść. Pewne potrzeby są zasadnicze, pozostałe pragnienia winny z czasem zostać rozpuszczone. Na dobrą sprawę jaki jest cel życia? Nieustanne dążenie, czy bycie szczęśliwym tu i teraz?

Pytanie: Mówiłeś wcześniej o reinkarnacji, ale czy istnieje jakikolwiek dowód na to, że coś takiego ma miejsce?

Odpowiedź: Istnieje na to wiele dowodów, ale dokładniej przyjrzymy się nieco później.

Pytanie: Jaka jest Trzecia Szlachetna Prawda?

Odpowiedź: Trzecia Szlachetna Prawda mówi, że cierpienie może zostać przezwyciężone, zaś szczęście - osiągnięte. Jest to prawdopodobnie najważniejsza spośród Czterech Szlachetnych Prawd, ponieważ Budda upewnił nas w ten sposób, że prawdziwa szczęśliwość i zadowolenie są możliwe. Kiedy wyzbywamy się nie przynoszącego nam żadnej korzyści przywiązania i uczymy się jak żyć z dnia na dzień, jak odczuwać radość - miast nieustannie pragnąć czegoś więcej, jak cierpliwie znosić niedogodności, które przynosi życie, jak nie okazywać lęku, nienawiści czy gniewu - wtedy stajemy się szczęśliwi i wolni. Wtedy - i tylko wtedy - stajemy się zdolni żyć w pełni. Ponieważ nie jesteśmy już dłużej opętani myślami o zaspokajaniu własnych samolubnych pragnień, przekonujemy się, że mamy mnóstwo czasu, by nieść pomoc innym. Stan ten zwany jest nibbaną.

Pytanie: Czym jest Nibbana lub gdzie się znajduje?

Odpowiedź: Jest to wymiar przekraczający czas i przestrzeń, dlatego trudno jest o tym mówić lub choćby myśleć. Słowa i myśli pasują jedynie do opisywania wymiaru czasoprzestrzennego. Jednak, jako że nibbana jest pozaczasowa, nie ma w niej ruchu czy ścierania, a zatem nie ma w niej także powstawania ani ginięcia. Dlatego nibbana jest wieczna. Ponieważ jest pozaprzestrzenna, nie ma w niej przyczynowości, ograniczeń ani koncepcji "ja" lub "nie ja" i dlatego nibbana jest nieskończona. Budda zapewniał nas również, że jest ona doświadczeniem wielkiego szczęścia. Powiedział:

Nibbana jest najwyższą błogością.
Dp.204

Pytanie: Czy istnieje dowód na istnienie takiego wymiaru?

Odpowiedź: Nie, nie ma na to dowodu. Jednak jego istnienie może zostać wywnioskowane. Jeśli istnieje wymiar w którym działają czas i przestrzeń (a istnieje - jest nim doświadczany przez nas świat), to możemy mniemać, iż istnieje także wymiar, w którym czas ani przestrzeń nie działają - jest nim nibbana. Nawet jeśli nie potrafimy dowieść istnienia nibbany, mamy słowa Buddy, które to czynią. Powiedział nam:

Istnieje Niezrodzone, Niepowstałe, Nieuczynione, Niezłączone. Gdyby nie było Niezrodzonego, Niepowstałego, Nieuczynionego, Niezłączonego, nie byłoby ucieczki od tego co zrodzone, powstałe, uczynione i złączone. Lecz ponieważ istnieje Niezrodzone, Niepowstałe, Nieuczynione, Niezłączone, istnieje ucieczka od tego co zrodzone, powstałe, uczynione i złączone.
Ud, 80

Będziemy wiedzieli, gdy ją osiągniemy. Jednak zanim to nastąpi, możemy przecież praktykować.

Pytanie: Jaka jest Czwarta Szlachetna Prawda?

Odpowiedź: Czwarta Szlachetna Prawda jest Ścieżką prowadzącą do przezwyciężenia cierpienia. Droga ta nazywana jest Szlachetną Ośmioraką Ścieżką i składa się z Właściwego Poglądu, Właściwego Postanowienia, Właściwej Mowy, Właściwego Czynu, Właściwego Życia, Właściwego Wysiłku, Właściwej Uważności oraz Właściwego Skupienia. Praktyka buddyjska polega na ich kultywowaniu, aby je jak najpełniej urzeczywistnić. Można dostrzec, że kolejne stopnie Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki odnoszą się do każdego aspektu życia: intelektualnego, moralnego, społecznego, ekonomicznego i psychologicznego, a zatem zawiera ona wszystko, co człowiekowi niezbędne, by wieść dobre życie i rozwijać się duchowo.

3. Buddyzm a wiara w Boga

Pytanie: Czy wy, buddyści, wierzycie w boga?

Odpowiedź: Nie, nie wierzymy - z kilku powodów. Podobnie jak wielu współczesnych socjologów i psychologów, Budda zauważył, że wiele religijnych koncepcji - a szczególnie idea boga - ma swój początek w niepewności i strachu.

Ludzie wiedzeni strachem, chronią się w wielu miejscach - na wzgórzach, w lasach, w gajach, na drzewach i w świątyniach. Dp.188

Ludzie pierwotni mieli wokół siebie niebezpieczny i wrogi świat. Odczuwali ciągły strach przed dzikimi zwierzętami, głodem, zranieniem lub chorobą, oraz przed zjawiskami naturalnymi takimi jak grzmoty, błyskawice i erupcje wulkanów. Nie znajdując ochrony, wymyślili bogów, by czuć się komfortowo w czasach dostatku, znajdować odwagę w czasie zagrożenia lub pocieszenie, gdy coś szło źle. Nawet dziś możesz zaobserwować wzrost religijności w czasach kryzysu, usłyszeć, jak ludzie mówią, iż wiara w ich boga lub bogów daje im siłę, której potrzebują, by radzić sobie w życiu. Tłumaczą często, że wierzą w tego akurat boga, ponieważ odpowiedział im, gdy modlili się do niego w potrzebie. Wszystko to zdaje się popierać słowa Buddy, wedle których koncepcja boga jest odpowiedzią na strach i frustrację. Budda nauczył nas rozumieć własne lęki, redukować pragnienia, ze spokojem i odwagą akceptować rzeczy, których nie możemy zmienić. Strach zastąpił zrozumieniem, a nie irracjonalnymi wierzeniami.

Drugim powodem, dla którego Budda nie wierzył w boga, jest niewielka ilość dowodów na poparcie jego istnienia. Istnieje wiele religii. Przedstawiciele każdej twierdzą, że wyłącznie oni są w posiadaniu spisanych w świętej księdze słów boga, że tylko oni rozumieją jego naturę, że ich bóg istnieje, a bogowie innych religii są fałszywi. Niektórzy twierdzą, że bóg jest mężczyzną, inni, że kobietą, jeszcze inni z kolei - że jest rodzaju nijakiego. Z zadowoleniem uznają, że jest dość dowodów na istnienie czczonego przez nich boga, drwią zaś z dowodów, którymi posługują się pozostałe religie. Zaskakujące, że licznym wyznaniom - mimo odwoływania się do ludzkiej pomysłowości - przez tak wiele stuleci, nadal nie udało się znaleźć prawdziwego, konkretnego, namacalnego i niezbitego dowodu. Buddyści wstrzymują osąd do czasu, gdy taki dowód się pojawi.

Trzecim powodem, dla którego Budda nie wierzył w boga, było przekonanie, iż wiara nie jest konieczna. Niektórzy twierdzą, że wiara w boga jest niezbędna, by wyjaśnić powstanie wszechświata, a jednak nauka zdołała to zrobić całkiem przekonywująco bez uciekania się do idei istoty wyższej. Inni znów twierdzą, że wiara w boga jest konieczna, by móc prowadzić szczęśliwe, wartościowe życie. Jednak i w tym wypadku możemy przekonać się, że tak nie jest. Na świecie są miliony ateistów i wolnomyślicieli, nie wspominając o buddystach, którzy prowadzą pożyteczne, szczęśliwe i wartościowe życie nie uznając istnienia boga. Niektórzy twierdzą, że wiara w boskie moce jest niezbędna, ponieważ ludzie, jako istoty słabe, nie posiadają wystarczającej siły, by pomóc samym sobie. Tu także dowody wskazują na coś przeciwnego. Często słyszy się o ludziach, którzy przezwyciężyli kalectwo, wielkie trudności i przeciwieństwa losu dzięki własnym wysiłkom i sile wewnętrznej - lecz bez wiary w boga. Niektórzy twierdzą, że istnienie takiej istoty jest konieczne, by człowiek mógł zostać zbawiony. Jednak ten argument jest dobry jedynie wtedy, gdy zaakceptujemy teologiczne koncepcje zbawienia - a buddyści ich nie przyjmują. Opierając się na własnym doświadczeniu, Budda dostrzegł, że każda ludzka istota posiada zdolność oczyszczenia umysłu, rozwinięcia nieskończonej miłości, współczucia oraz doskonałego pojmowania. Przesunął środek ciężkości z niebios na serce i zachęcał nas, byśmy rozwiązania naszych problemów szukali poprzez zrozumienie samych siebie.

Pytanie: Skoro nie ma bogów - to w jaki sposób powstał Wszechświat?

Odpowiedź: Wszystkie religie mają swoje mity i historie, które usiłują udzielić odpowiedzi na to pytanie. W czasach starożytnych mity były czymś wystarczającym, jednak w XXI w., w erze fizyki, astronomii i geologii, zostały wyparte przez naukowy fakt. Nauka wyjaśniła powstanie wszechświata bez uciekania się do koncepcji boga.

Pytanie: Co mówił Budda na temat pochodzenia Wszechświata?

Odpowiedź: Jest ciekawe, że wyjaśnienia Buddy dotyczące pochodzenia wszechświata w znacznym stopniu pokrywają się ze spojrzeniem naukowym. W Aganna Sutta Budda mówi, że wszechświat jest niszczony, po czym przez niezliczone miliony lat rozwija się na nowo, aż do osiągnięcia obecnej postaci. Życie zrodziło się na powierzchni wody i - jak poprzednio - w ciągu milionów lat ewoluowało od prostych form do złożonych organizmów. Budda stwierdził, że wszystkie te procesy nie miały początku ani końca, i że zostały wprawione zapoczątkowane przez prawa natury.

Pytanie: Twierdzisz, że nie ma dowodów na istnienie boga, ale co z cudami?

Odpowiedź: Jest wielu ludzi, którzy wierzą, że cuda są dowodem boskiej egzystencji. Słyszymy gorące zapewnienia, że miało miejsce uzdrowienie, lecz nigdy nie dostajemy niezależnego potwierdzenia ze strony służby zdrowia lub lekarza. Docierają do nas raporty z drugiej ręki o tym, że ktoś został w cudowny sposób ocalony z katastrofy, ale nigdy nie otrzymujemy zeznań naocznego świadka, który opowiedziałby, co właściwie się wydarzyło. Słyszymy pogłoski o tym, jak modlitwa uleczyła schorowane ciało lub przywróciła czucie w sparaliżowanej kończynie, jednak nigdy nie mamy możliwości zobaczenia zdjęć rentgenowskich lub zapoznania się z lekarską opinią, która by tego dowodziła. Gorące zapewnienia, wiadomości z drugiej ręki i pogłoski nie mają wagi mocnych dowodów - a te z kolei są bardzo rzadkie. Niemniej jednak niezwykłe i niewyjaśnione rzeczy niekiedy się zdarzają. Mimo to nasza niezdolność do ich wytłumaczenia nie dowodzi istnienia boga, a jedynie tego, że nasza wiedza jest wciąż niekompletna. Zanim rozwinęła się współczesna medycyna, w czasach, gdy ludzie nie wiedzieli, co jest przyczyną chorób, wierzono, iż są one karą bożą. Teraz wiemy, co stanowi ich przyczynę i gdy zachorujemy, bierzemy lekarstwa. Z czasem, gdy nasza wiedza o świecie stanie się pełniejsza, będziemy mogli odnaleźć to, co leży u podstaw niewyjaśnionych zjawisk - tak jak dziś rozumiemy, co jest przyczyną chorób.

Pytanie: Jednak skoro tak wielu ludzi wierzy w jakiegoś boga, to musi być prawda.

Odpowiedź: Niekoniecznie. Był taki czas, gdy wszyscy sądzili, że świat jest płaski - mylili się jednak. Ilość ludzi wierzących w daną rzecz nie jest probierzem jej prawdziwości lub fałszywości. Jedyny sposób pozwalający stwierdzić, czy dana koncepcja jest prawdziwa, czy też nie, to przyjrzeć się faktom, zbadać dowody.

Pytanie: Wiele osób mówi, że dowód [na istnienie Boga] jest wszędzie. Twierdzą, że piękno natury oraz harmonia ludzkiego ciała są dowodem na istnienie wyższej inteligencji oraz kochającego stwórcy.

Odpowiedź: Niestety, taką ideę można obalić jak tylko spojrzysz na drugą stronę natury – trąd, komórki rakowe, glisty pasożytów, insekty wysysające krew czy plaga szczurów. Dlaczegoż to wyższa inteligencja miałaby projektować zjawiska, sprawiające tak wiele nędzy oraz cierpienia? Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, jak wiele ludzi umiera, bądź zostaje okaleczonych w wyniku trzęsień ziemi, susz, powodzi, tsunami. Jeżeli rzeczywiście istnieje jakiś kochający stwórca, dlaczego zezwala na wystąpienie podobnych zjawisk?

Pytanie: Skoro wy, buddyści, nie wierzycie w bogów, to w co wierzycie?

Odpowiedź: Nie wierzymy w boga, ponieważ wierzymy w ludzkość. Wierzymy, że każda ludzka istota jest cenna i ważna, że każdy może zostać buddą - istotą ludzką, która osiągnęła doskonałość. Wierzymy, że są w stanie przemóc własną ignorancję i brak rozsądku i zobaczyć rzeczy takimi, jakimi one są. Wierzymy, że nienawiść, gniew, złośliwość i zazdrość mogą zostać zastąpione przez miłość, cierpliwość, szczodrość i dobroć. Wierzymy że wszystko to jest w zasięgu ręki każdej osoby, prowadzonej i wspieranej przez pozostałych buddystów oraz inspirowanej przykładem Buddy - jeśli tylko zdobędzie się ona na wysiłek. Jak nauczał Budda:

Samemu czyni sie zło, samemu sprowadza sie na siebie skalania. Samemu można zło odwrócić, samemu można samego siebie oczyścić.
Czystość i nieczystość zależą od nas samych - nikt nie może oczyścić drugiego.
Dp.165

4. Pięć Wskazań

Pytanie: Inne religie czerpią wiedzę o tym co dobre, a co złe, z przykazań swojego boga lub bogów. Jednak buddyści nie wierzą w boga, skąd więc wiedzą, co jest dobre, a co nie?

Odpowiedź: Wszelkie myśli, słowa i czyny, które wypływają z chciwości, nienawiści i ułudy - a zatem oddalające nas od nibbany - są złe. Natomiast te, które biorą się ze szczodrości, miłości i mądrości - oczyszczając nam drogę ku nibbanie - są dobre. Być dobrym w religii teocentrycznej oznacza robić to, co zostało nakazane. W skupionej na człowieku zaś, takiej jak buddyzm, aby odróżniać dobro od zła, musisz rozwinąć głęboką wrażliwość i wewnętrzne zrozumienie. Moralność wzniesiona na zrozumieniu samego siebie jest zawsze mocniejsza niż taka, która opiera się na posłuszeństwie. Zatem aby odróżnić dobro od zła, buddysta zwraca uwagę na trzy rzeczy: intencję stojącą za czynem, efekt, jaki czyn wywrze na nim oraz efekt, jaki wywrze na innych. Jeśli intencja jest dobra (wypływa ze szczodrości, miłości i mądrości), jeśli skutek jest pożyteczny dla mnie (pomaga mi stać się bardziej szczodrym, kochającym i mądrzejszym) oraz pomaga innym (być bardziej szczodrymi, kochającymi i mądrzejszymi), wtedy moje czyny są zdrowe, dobre i moralne. Oczywiście istnieje wiele różnych kombinacji tych trzech czynników. Niekiedy podejmuję działanie mając jak najlepsze intencje, a jednak może nie przynieść ono pożytku ani mnie, ani innym. Czasami działam bez dobrych intencji, i choć przynosi to korzyści mnie, jednocześnie może szkodzić innym. W takich sytuacjach uczynki są niejednoznaczne - tworzą połączenie dobrych i tych niezbyt dobrych. Gdy intencje są złe, a czyn nie przynosi korzyści ani mnie, ani innym ludziom, to wtedy działanie takie jest złe. Natomiast gdy moje intencje są dobre, moje czyny przynoszą pożytek zarówno mnie jak i innym, to działanie jest całkowicie dobre.

Pytanie: Czy zatem buddyści posiadają moralny kodeks?

Odpowiedź: Tak, posiadają. Podstawą moralności dla buddystów jest Pięć Wskazań. Pierwsze mówi, że należy unikać zabijania lub krzywdzenia żywych istot, drugie - że nie należy kraść, trzecie - że należy unikać niewłaściwej seksualności, czwarte - że nie należy kłamać, piąte zaś - że należy unikać alkoholu i innych substancji odurzających.

Pytanie: Ale przecież w niektórych sytuacjach dobrze jest zabić - na przykład roznoszące zarazę insekty lub kogoś, kto zamierza zabić nas.

Odpowiedź: Dla ciebie owszem, ale co z insektem lub zabitą osobą? Pragną żyć tak samo, jak ty. Gdy decydujesz się zabić roznoszącego zarazę insekta, twoje intencje są mieszaniną troski o siebie (dobrze) i wstrętu (źle). Działanie przyniesie korzyść tobie (dobrze) ale w sposób oczywisty nie będzie takie dla tej istoty (źle). Czasem więc możemy być zmuszeni zabić, ale nigdy nie będzie to w pełni dobre.

Pytanie: Wy, buddyści, za bardzo przejmujecie się mrówkami i robakami.

Odpowiedź: Buddyści starają się rozwinąć nierozróżniające współczucie, które obejmuje wszystko. Widzimy świat jako integralną całość, gdzie każda rzecz i istota mają swoje miejsce i funkcję. Wierzymy, że musimy być bardzo ostrożni, nim zniszczymy, lub tylko naruszymy, delikatną równowagę w przyrodzie. Przyroda buntowała się wszędzie tam, gdzie nacisk kładziono na pełne jej eksploatowanie, gdzie wyciskano z niej ostatnie soki, nie dając niczego w zamian, opanowując i podbijając. Powietrze staje się zatrute, rzeki skażone i martwe, tak wiele zwierząt i roślin znajduje się na skraju wyginięcia, zbocza gór stają się jałowe. Nawet klimat się zmienia. Gdyby ludzie wstrzymali odrobinę swój pęd do miażdżenia, niszczenia i zabijania, ta straszna sytuacja nie miałaby miejsca. Powinniśmy dążyć do rozwijania większego szacunku dla życia. O tym właśnie mówi Pierwsze Wskazanie.

Pytanie: Co buddyzm mówi na temat aborcji?

Odpowiedź: Zgodnie z naukami Buddy, nowe życie pojawia się w momencie poczęcia, lub niedługo potem, więc usunięcie płodu jest odebraniem życia.

Pytanie: Ale co jeśli kobieta została zgwałcona, lub jeśli wie, że jej dziecko urodzi się zdeformowane - czy nie będzie w takim wypadku lepiej przerwać ciążę?

Odpowiedź: Dziecko poczęte w wyniku gwałtu ma takie samo prawo do życia i miłości, jak każde inne. Nie powinno być zabite tylko dlatego, że jego biologiczny ojciec popełnił przestępstwo. Urodzenie dziecka zdeformowanego lub umysłowo opóźnionego będzie dla rodziców dużym szokiem, lecz jeśli jest w porządku zabijać takie płody, to w takim razie czemu nie zabijać dzieci lub dorosłych, którzy są zdeformowani lub kalecy? W pewnych sytuacjach aborcja jest najbardziej humanitarnym wyjściem, na przykład by ocalić życie matki. Ale bądźmy uczciwi - większość aborcji przeprowadza się tylko dlatego, że ciąża jest czymś niewygodnym, kłopotliwym, lub dlatego, że rodzice chcą mieć dzieci później. Dla buddystów są to bardzo słabe powody, by niszczyć życie.

Pytanie: Czy jeśli ktoś popełni samobójstwo, to złamie w ten sposób Pierwsze Wskazanie?

Odpowiedź: Gdy jedna osoba zabija drugą, może to robić z powodu strachu, gniewu, napadu szału, chciwości lub innych negatywnych emocji. Gdy ktoś popełnia samobójstwo, przyczyny mogą być bardzo podobne, albo też robi to z powodu negatywnych emocji takich jak rozpacz i frustracja. Morderstwo jest wynikiem działania negatywnych emocji skierowanych przeciw komuś. Przyczyną samobójstwa są negatywne emocje skierowane przeciw samemu sobie i dlatego jest ono złamaniem Wskazania. Jednak komuś, kto planuje popełnienie samobójstwa, lub podejmował takie próby, nie trzeba wcale mówić, że to, co robi jest złe. Osoby takie potrzebują naszego wsparcia i zrozumienia. Musimy pomóc im zrozumieć, że zabicie samych siebie prowadzi do unieśmiertelnienia ich problemu, a nie rozwiązania go.

Pytanie: Opowiedz mi o Drugim Wskazaniu.

Odpowiedź: Gdy przyjmujemy to wskazanie, zobowiązujemy się nie brać niczego, co nie należy do nas. Drugie Wskazanie mówi o okiełznaniu chciwości i poszanowaniu cudzej własności.

Pytanie: Trzecie Wskazanie mówi, że powinniśmy unikać niewłaściwej seksualności. Czym jest niewłaściwa seksualność?

Odpowiedź: Jeśli posługujemy się oszustwem, emocjonalnym szantażem lub siłą, by zmusić kogoś do uprawiania z nami seksu, wtedy jest to niewłaściwa seksualność. Cudzołóstwo jest także formą niewłaściwej seksualności, ponieważ kiedy bierzemy ślub, przysięgamy współmałżonkowi, że będziemy mu wierni. Gdy popełniamy cudzołóstwo, łamiemy przysięgę i dopuszczamy się zdrady. Seks powinien być wyrazem miłości i bliskości pomiędzy dwojgiem ludzi i gdy tak jest, wzmacnia nasze mentalne i emocjonalne samopoczucie.

Pytanie: Czy uprawianie seksu przed zawarciem małżeństwa zalicza się do niewłaściwej seksualności?

Odpowiedź: Nie, jeśli jest miłość i obopólna zgoda między dwojgiem zainteresowanych. Jednak nie powinno się nigdy zapominać, że biologiczną funkcją zbliżenia jest reprodukcja i jeśli niezamężna kobieta zajdzie w ciążę, może stać się to wielkim problemem. Wielu dojrzałych i rozsądnych ludzi uważa, że jest o wiele lepiej poczekać z uprawianiem seksu do ślubu.

Pytanie: Co buddyzm mówi na temat kontroli urodzeń?

Odpowiedź: Niektóre religie nauczają, że uprawianie seksu z powodu innego niż prokreacja jest niemoralne, uznają więc wszystkie sposoby kontroli urodzeń za złe. Wedle buddyzmu seks może mieć na celu: prokreację, relaks, wyrażenie miłości i przywiązania dwojga ludzi, i tak dalej. Z tego powodu akceptuje wszystkie, poza aborcją, metody antykoncepcji. W istocie buddyzm głosi, że na świecie, gdzie przeludnienie stanowi poważny problem, kontrola urodzeń jest prawdziwym błogosławieństwem.

Pytanie: Co z Czwartym Wskazaniem? Czy jest możliwe nigdy nie kłamać?

Odpowiedź: Jeśli naprawdę niemożliwe jest życie w społeczeństwie lub robienie interesów bez łgarstwa, to ten szokujący stan rzeczy powinien zostać zmieniony. Buddysta to ktoś, kto postanawia coś z tym zrobić, usiłując samemu być bardziej prawdomównym i uczciwym.

Pytanie: Gdybyś siedząc w parku zobaczył uciekającego przed czymś, przerażonego mężczyznę, zaś kilka minut później inny człowiek, trzymający nóż, podbiegłby do ciebie pytając, czy widziałeś, w którą stronę pobiegł ten pierwszy - to powiedziałbyś mu prawdę, czy może skłamał?

Odpowiedź: Jeśli miałbym dobry powód, by podejrzewać, że ten drugi zamierza wyrządzić krzywdę pierwszemu, to jako rozumny buddysta skłamałbym bez wahania. Mówiliśmy wcześniej, że jednym z czynników mających wpływ na to, czy dany czyn jest dobry, czy też zły, jest intencja. Intencja ratowania życia usprawiedliwia kłamstwo w sytuacji takiej, jak ta. Jeśli kłamiąc, pijąc lub nawet kradnąc ratuję życie, to powinienem to zrobić. Zawsze mogę odpokutować złamanie tych wskazań, lecz nigdy nie będę w stanie przywrócić życia, które raz zostało stracone. Jednak - jak już mówiłem wcześniej - proszę, nie odbierajcie tego jako pozwolenia na łamanie wskazań, kiedy tylko jest nam to na rękę. Wskazania powinny być praktykowane z wielką troską i naruszane tylko w wyjątkowych przypadkach.

Pytanie: Według tego co mówi Piąte Wskazanie, nie powinniśmy pić alkoholu ani brać narkotyków. Czemu nie?

Odpowiedź: Ludzie nie piją dla smaku. Kiedy piją sami - robią to, by się rozluźnić, a gdy piją w grupie - robią to po to, by się nie wyróżniać. Nawet mała dawka alkoholu upośledza zmysły i zakłóca świadomość. Przyjmowany w dużych ilościach może mieć wyniszczający wpływ. Buddyści mawiają, że gdy łamiesz Piąte Wskazanie, możesz złamać wszystkie pozostałe.

Pytanie: Ale przecież mała ilość nie byłaby łamaniem wskazania, prawda? To drobnostka.

Odpowiedź: Tak, to drobnostka, lecz jeśli nie jesteś w stanie praktykować nawet małych rzeczy, to twoje zaangażowanie i motywacja raczej nie są zbyt silne, czyż nie?

Pytanie: Czy palenie papierosów narusza Piąte Wskazanie?

Odpowiedź: Palenie na pewno ma negatywny wpływ na ciało, ale na umysł wpływa tylko nieznacznie. Ktoś może palić i być wciąż w pełni przytomny, uważny i kontrolować się, zatem palenie może być czymś niewskazanym ale mimo to nie stoi w sprzeczności z wskazaniami.

Pytanie: Pięć Wskazań ma wymowę negatywną. Mówią czego nie wolno. Nie mówią, co należy robić.

Odpowiedź: Pięć Wskazań to podstawa moralności dla buddystów - oczywiście są jeszcze inne. Zaczynamy od rozpoznania naszych negatywnych zachowań i usiłujemy je zmienić. Po to właśnie jest Pięć Wskazań. Po tym jak przestaliśmy czynić zło, zaczynamy czynić dobro. Weźmy dla przykładu Czwarte Wskazanie - Budda powiedział, że powinniśmy zacząć od zaprzestania mówienia kłamstw. Następnie powinniśmy mówić prawdę, łagodnie, uprzejmie i we właściwym czasie.

Kładąc kres fałszywej mowie stajesz się głosicielem prawdy, słownym, godnym zaufania, niezawodnym, tym, który nie oszukuje świata. Kładąc kres złośliwej mowie nie powtarzasz tam, coś usłyszał tutaj, ani tutaj tego, coś usłyszał tam, aby poróżnić ludzi. Godzisz ludzi, którzy są podzieleni i zbliżasz do siebie tych, którzy już teraz są przyjaciółmi. Harmonia jest twoją radością, harmonia twoją uciechą, harmonia jest twoją miłością; to jest motywem twojego przemawiania. Gdy kładziesz kres szorstkim słowom, twoja mowa staje się pozbawiona winy, przyjemna dla ucha, zgodna, docierająca prosto do serca, uprzejma, lubiana przez większość. Kładąc kres czczej paplaninie przemawiasz zawsze we właściwym czasie, o czym należy, konkretnie, o Dhammie i o dyscyplinie. Wypowiadasz słowa, którym warto zaufać, stosowne, rozsądne, dobrze dobrane i na temat.
M.I.,179

5. Odrodzenie

Pytanie: Skąd my, ludzie, przybywamy i dokąd zmierzamy?

Odpowiedź: Istnieją trzy możliwe odpowiedzi na to pytanie. Ci, którzy wierzą w boga lub bogów twierdzą zazwyczaj, że powstali z woli bożej i że nie istnieli przedtem. Wierzą, że po śmierci odchodzą do wiecznego nieba lub piekła, w zależności od tego w co wierzyli lub jak postępowali. Inni zaś - humaniści i naukowcy - twierdzą, że jednostka powstaje z przyczyn naturalnych w chwili poczęcia i przestaje istnieć gdy umiera. Buddyści nie akceptują żadnego z powyższych wyjaśnień. Pierwsze rodzi zbyt wiele problemów natury etycznej. Jeśli dobry bóg faktycznie stworzył każdego z nas, trudno wyjaśnić czemu tak wielu ludzi rodzi się z ułomnościami ciała albo czemu tak wiele dzieci przychodzi na świat martwe? Kolejny problem w podejściu teologicznym to wielka niesprawiedliwość, jaką wydaje się być wieczne cierpienie w piekle za to, co się robiło w ciągu sześćdziesięciu lub siedemdziesięciulat na Ziemi. Sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt lat niewiary lub niemoralnego życia nie powinno skazywać na wieczne tortury. Tak jak sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt lat cnotliwego życia to niewielka cena za wieczną błogość w niebie. Drugie wytłumaczenie jest lepsze od pierwszego, ma też mocniejsze oparcie w nauce, jednak i ono pozostawia pewne pytania bez odpowiedzi. W jaki sposób fenomen tak złożony jak ludzka świadomość może powstać ot tak, w ciągu dziewięciu miesięcy, w wyniku połączenia plemnika z komórką jajową? Teraz, gdy parapsychologia uważana jest za jedną z dziedzin nauki, zjawiska takie jak telepatia szczególnie trudno wpasować do materialistycznego modelu umysłu.

Buddyzm oferuje najbardziej satysfakcjonujące wyjaśnienie tego, skąd człowiek przyszedł i dokąd zmierza. Kiedy umieramy, nasz umysł - wraz ze wszystkimi skłonnościami, preferencjami, możliwościami i cechami, które rozwijał i które określały go w tym życiu - osadza się na nowo w zapłodnionej komórce jajowej. Tak więc jednostka rośnie, odradza się i rozwija osobowość określaną zarówno przez cechy charakteru pochodzące z przeszłego życia, jak i przez warunki obecne. Osobowość będzie się zmieniać, przekształcana w wyniku świadomych starań oraz warunkujących czynników takich jak edukacja, wpływ rodziców i społeczeństwa, by ponownie, w chwili śmierci, osadzić się w zapłodnionej komórce jajowej. Ten proces umierania i ponownych narodzić będzie powtarzać się dopóki nie wygasną jego przyczyny - pożądanie i ignorancja. Gdy to nastąpi umysł, zamiast ponownie się odrodzić, osiągnie stan zwany Nibbaną. Jest to ostatecznym celem buddyzmu, jak i sensem życia.

Pytanie: W jaki sposób umysł przemieszcza się z jednego ciała do następnego?

Odpowiedź: Wyobraź sobie, że jesteś jak fale radiowe. Fale radiowe, które nie są zrobione ani ze słów, ani muzyki, lecz z energii o różnej częstotliwości są transmitowane, przesyłane przez przestrzeń i chwytane przez odbiornik jako słowa i muzyka. Podobnie jest z umysłem. W chwili śmierci mentalna energia przemieszcza się w przestrzeni, jest chwytana i odbierana przez zapłodnione jajo. Gdy embrion rośnie koncentruje się ona w mózgu, skąd później "transmituje" siebie jako nową osobowość.

Pytanie: Czy zawsze odradzamy się jako ludzie?

Odpowiedź: Nie, istnieje kilka dziedzin w których można się odrodzić. Niektórzy ludzie odradzają się w niebie, inni w piekle, jeszcze inni jako głodne duchy, i tak dalej. Niebo jest nie tyle miejscem, co poziomem egzystencji, na którym nie posiada się materialnego ciała i gdzie umysł doświadcza głównie przyjemności. Podobnie jak wszystkie stany uwarunkowane niebo jest nietrwałe i gdy ktoś zakończy tam swoje życie może równie dobrze odrodzić się jako człowiek. Podobnie piekło nie jest miejscem, lecz poziomem egzystencji, na którym nie posiada się materialnego ciała i gdzie z kolei umysł doświadcza głównie niepokoju i przykrości. Także w świecie głodnych duchów nie posiada się materialnego ciała, natomiast umysł dręczy nieustanne pragnienie i niezaspokojenie. Tak więc niebiańskie istoty doświadczają głównie przyjemności, istoty piekielne i głodne duchy głównie bólu, ludzie zaś mieszaninę tych dwu stanów. Podstawowa różnica między dziedziną ludzi, a pozostałymi światami polega na rodzaju ciała i jakości odczuć.

Pytanie: Co wpływa na to, gdzie odrodzi się dana osoba?

Odpowiedź: Najistotniejszym czynnikiem, lecz nie jedynym, który ma wpływ na to gdzie się odrodzimy i jakiego rodzaju życie będziemy wieść, jest kamma. Słowo kamma znaczy tyle co "działanie" i odnosi się do naszych świadomych czynów. Innymi słowy to, czym jesteśmy bardzo zależy od tego jak myśleliśmy i postępowaliśmy w przeszłości; podobnie nasze obecne myśli i czyny wpłyną na to jacy będziemy w przyszłości. Osoba łagodna i kochająca odrodzi się prawdopodobnie w sferze niebiańskiej lub jako istota ludzka mająca głównie dobre doświadczenia. Natomiast osoba pełna niepokoju, zmartwień lub wyjątkowo okrutna odrodzi się najprawdopodobniej w piekle, albo jako człowiek doświadczający głównie przykrości. Osoba poddająca się obsesyjnemu pożądaniu, niepohamowanym pragnieniom i przesadnej ambicji, której nie sposób zaspokoić, może odrodzić się jako głodny duch, lub człowiek cierpiący z powodu żądz i pragnień. Wszystkie silne nawyki z tego życia pojawią się w następnym. Mimo to większość osób odradza się powtórnie jako ludzie.

Pytanie: Wspomniałeś o istotach piekielnych. Nie chcesz chyba powiedzieć, że wy, Buddyści, naprawdę wierzycie w piekło!

Odpowiedź: Jeśli przez „piekło” rozumiesz miejsce, gdzie jakiś zezłoszczony bóg wrzuca wszystkich tych, którzy w niego nie wierzą, by ich ukarać na wieki wieków, wówczas odpowiedź brzmi: "nie". Buddysta powiedziałby, że podobna idea mogła być produktem tylko jakiegoś chorego i mściwego umysłu. Niraya oraz apaya, dwa buddyjskie terminy tłumaczone zwykle jako piekło, oznaczają w istocie „upadek” i “stratę”. Wyjątkowo okrutni albo egoistyczni ludzi tworzą sami dla siebie ów stan mentalny, którego doświadczenie musi być w głównej mierze negatywne. Budda nauczał: „Głupiec mówi, że piekło mieści się pod morzem. Ja jednak mówię, że piekło jest nazwą dla bolesnego doznania.” Podam wam przykład. Jednostka paranoidalna dostrzega niebezpieczeństwo, spisek, zdradę wszędzie wokół, nawet jeśli nic takiego nie ma miejsca. To tylko jej nastawienie czyni ją bezustannie podejrzliwą, przepełnioną strachem i niepokojem. Tak więc, nikt nie osądził tej osoby, ani tym bardziej nie potępił, wtrącając w negatywną egzystencję, lecz to ona sama sobie wykreowała ów stan. Przy czym, ludzie zawsze mają możliwość uwolnienia się od negatywnego sposobu myślenia, a zatem, zgodnie z Buddyzmem, piekło nie jest wieczne. Zawsze mamy kolejną szansę.

Pytanie: Zatem nie jesteśmy określani przez naszą kammę, możemy ją zmienić.

Odpowiedź: Oczywiście, że możemy. Właśnie dlatego jednym z elementów Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki jest Właściwy Wysiłek. Zmiana zależna jest od uczciwości względem siebie, od tego ile energii poświęcimy i jak silny jest nawyk. Lecz to prawda, że niektórzy ludzie zwyczajnie przechodzą przez życie pozostając pod wpływem swoich wcześniejszych nawyków, nie robiąc nic, by je przezwyciężyć i ostatecznie padają ich ofiarą. Tacy ludzie będą cierpieć dopóki nie zmienią swoich negatywnych przyzwyczajeń. Im dłużej jakiś nawyk pozostaje, tym trudniej jest go zmienić. Buddysta rozumie to i korzysta z każdej okazji, by przełamać nawyki, które mają przykre konsekwencje i rozwijać te, które są pozytywne. Medytacja jest jedną z technik używanych w celu zmiany wzorców zachowań, takich jak mówienie lub wstrzymywanie od mówienia, działanie lub unikanie działania w określony sposób. Całe życie buddysty jest treningiem mającym na celu oczyszczenie i uwolnienie umysłu. Na przykład jeśli bycie cierpliwym i dobrym stanowiło wyraźny rys twojego charakteru w przeszłym życiu, to tendencja taka powróci w życiu obecnym. Jeśli będzie wzmacniana i rozwijana w obecnym życiu, w przyszłym powróci jeszcze silniejsza. Jest to oparte na prostym do zaobserwowania fakcie, że długo pielęgnowane wzorce zachowań zwykle trudno zmienić.

Jeśli jesteś cierpliwy i miły, to prawdopodobnie inni nie będą w stanie łatwo wyprowadzić cię z równowagi, nie żywisz urazy, ludzie lubią cię, tak więc twoje doświadczenia są przyjemniejsze. Przyjrzyjmy się innemu przykładowi. Załóżmy, że masz wrodzoną skłonność do bycia cierpliwym i miłym ze względu na przyzwyczajenia z twojego poprzedniego życia. Lecz obecnie zaniedbujesz wzmacniania i rozwijania tych skłonności. Stopniowo osłabną, zanikną i prawdopodobnie będą całkiem nieobecne w życiu przyszłym. Cierpliwość i dobroć były słabe w tym wypadku i istnieje prawdopodobieństwo, że w obecnym lub kolejnym życiu pojawią się: nieopanowanie, gniew i okrucieństwo - przynosząc wszystkie związane z nimi bolesne doświadczenia.
Rozważmy ostatni przykład. Powiedzmy, że ze względu na przyzwyczajenia z przeszłego życia masz obecnie skłonność do bycia niecierpliwym i gniewnym i uprzytamniasz sobie, że przynosi to tylko cierpienie. Jeśli jesteś w stanie jedynie osłabić te tendencje, to powrócą w przyszłym życiu, lecz przy odrobinie dodatkowego wysiłku będziesz mógł uwolnić się od nich całkowicie.

Pytanie: Czy istnieje możliwość spotkania w następnym życiu ludzi, których się zna w życiu obecnym?

Odpowiedź: Tak, jest taka możliwość. Pewnego razu, sędziwy mężczyzna wraz z żoną, którą poślubił wiele lat temu i kochał głęboką, odwzajemnioną miłością, powiedział Buddzie, że tak jak się “skłaniali” ku sobie wzajemnie w obecnym życiu, chcieliby tego samego w życiu kolejnym. Budda odrzekł, że jeśli ich więź wzajemna była silna i jeżeli posiedli podobną wiarę, cnotę, hojność oraz zrozumienie, to może tak się stać. Kiedy dwie osoby spotykają się i nawiązują natychmiastową nić porozumienia, rozwijającą się w trwałą oraz głęboką przyjaźń lub miłość, buddysta może powiedzieć, że coś prawdopodobnie łączyło ich w życiu poprzednim. Oto jeden z pozytywnych aspektów ponownych narodzin – iż więzi pomiędzy ludźmi mogą przetrwać śmierć.

Pytanie: Sporo mówiłeś o odradzaniu, ale czy istnieją jakieś na to dowody?

Odpowiedź: Buddyjska wiara w odradzanie, jako jedyna teoria dotycząca "życia po życiu", ma na swoje poparcie naukowe - czy w ogóle jakiekolwiek - dowody. Nie istnieje natomiast żaden dowód na istnienie nieba, ani na odchodzenie w niebyt. W ciągu ostatnich trzydziestu lat parapsycholodzy badali doniesienia na temat ludzi mających wyraźne wspomnienia swojego przeszłego życia. Dla przykładu w Anglii pewna pięcioletnia dziewczynka pamiętała swoich "drugich rodziców" i opowiadała o tym ze szczegółami tak, jakby mówiła o życiu jakiejś innej osoby. Dziewczynka odpowiedziała na setki pytań zadanych przez badaczy; opowiadała o konkretnym miasteczku, które - jak się okazało - znajduje się w Hiszpanii, podała jego nazwę, nazwę ulicy na której mieszkała, nazwiska swoich sąsiadów oraz szczegóły dotyczące jej codziennego życia. Opisała też to, jak potrącił ją samochód, w wyniku czego zmarła dwa dni później. Gdy sprawdzono wszystkie te informacje, okazały się one prawdziwe. Odnaleziono to miasteczko w Hiszpanii, przy wskazanej ulicy stał pasujący do opisu dom. Co więcej ustalono, że mieszkająca w nim dwudziestotrzyletnia dziewczyna zginęła w wypadku samochodowym pięć lat wcześniej. Jak to możliwe, że pięcioletnia dziewczynka mieszkająca w Anglii, która nigdy nie była w Hiszpanii, znała te wszystkie szczegóły? I oczywiście nie jest to jedyny tego typu przypadek. Ian Stevenson, będący profesorem na wydziale psychologii uniwersytetu w Wirginii, opisał ich dziesiątki w swojej książce. Jest on uznanym uczonym, którego dwudziestopięcioletnie badania nad ludźmi pamiętającymi swoje wcześniejsze życie dostarczyły bardzo mocnych dowodów potwierdzających buddyjską naukę o odrodzeniu*.
*- Patrz: "Twenty Cases Suggestive of Reincarnation and Cases of Reincarnation Type", University Press of Virginia, Charlotteville, 1975.

Pytanie: Część ludzi mogłaby powiedzieć, że domniemana zdolność pamiętania poprzednich wcieleń jest robotą diabła.

Odpowiedź: Nie możesz odrzucać jako dzieła diabła wszystkiego, co nie pasuje do twoich przekonań. Gdy pojawiają się suche fakty, potwierdzające jakąś koncepcję, musisz posłużyć się rozsądkiem i logicznymi argumentami - a nie przesądnym mówieniem o diabłach - jeśli zamierzasz poddać je krytyce.

Pytanie: Można by powiedzieć, że mówienie o odradzaniu także jest odrobinę przesądne.

Odpowiedź: Słownik definiuje przesądność jako "przekonanie, które nie znajduje poparcia w dociekaniu rozumowym ani faktach, lecz opiera się na wyobrażeniach, jak w przypadku magii." Jeśli przedstawisz mi drobiazgową pracę naukową poświęconą istnieniu diabłów przyznam wtedy, że faktycznie nie są to przesądy. Nigdy jednak nie słyszałem o żadnych badaniach dotyczących diabłów; naukowcy najzwyczajniej nie zajmują się takimi rzeczami, twierdzę więc, że nie ma żadnego dowodu na ich istnienie. Lecz jak widzimy istnieją dowody pozwalające przypuszczać, że odrodzenia faktycznie mają miejsce. Wiara oparta na faktach nie może być przesądem.

Pytanie: Czy którykolwiek naukowiec wierzy w możliwość odrodzenia?

Odpowiedź: Tak. Tomas Huxley, odpowiedzialny za wprowadzenie w XIX w. nauki do brytyjskiego systemu oświaty, pierwszy uczony broniący teorii Darwina, wierzył, że reinkarnacja to bardzo przekonująca idea. W swojej słynnej książce "Ewolucja i etyka"* napisał:

  • [Za Wikipedią: "Ewolucja i etyka" 1874, wyd. pol. 1904]

W doktrynie reinkarnacji, jakiekolwiek jest jej pochodzenie, bramińskie i buddyjskie dociekania na podorędziu znalazły wiarygodne dowody na powiązanie Wszechświata z człowiekiem… A jednak to uzasadnienie nie jest mniej możliwe do przyjęcia niż inne i nikt, poza nierozważnymi myślicielami nie odrzuci go na gruncie nieodłącznej niedorzeczności. Doktryna reinkarnacji posiada korzenie w świecie rzeczywistości, podobnie jak sama doktryna ewolucji, i może domagać się takiego wsparcia, jakiego wspaniały dowód przez analogię dostarcza.

Profesor Gustaw Stromberg, słynny szwedzki astronom, fizyk oraz przyjaciel Einsteina także uznał, że jest to atrakcyjna koncepcja.

W kwestii możliwości ponownego odrodzenia duszy na ziemi opinie są podzielone. W 1936 roku bardzo ciekawy przypadek był dokładnie badany i relacjonowany przez władze państwowe Indii. Dziewczynka (Szanti Dewi z Delhi) potrafiła precyzyjnie opisać swoje poprzednie życie (w Muttrze, 500 mil od Delhi), które dobiegło końca mniej więcej rok przed jej "ponownymi narodzinami". Podała imię męża i dziecka, opisała swój dom oraz historię swojego życia. Badająca tą sprawę komisja zabrała ją do jej dawnych krewnych, którzy potwierdzili wszystko co powiedziała wcześniej. Wśród mieszkańców Indii reinkarnacja uznawana jest za zjawisko powszechne; zdumiewająca w tym wypadku była dla nich wielka liczba faktów zapamiętanych przez dziewczynkę. Ten oraz podobne przypadki uznać można za dodatkowy dowód wspierający teorię niezniszczalności pamięci.

Profesor Julian Huxley, wybitny naukowiec brytyjski, pierwszy sekretarz generalny UNESCO, był przekonany o tym, że koncepcja odradzania pozostaje w zgodzie z myśleniem naukowym.

Nie ma powodu, dla którego nie można by było uznać istnienia trwałej duszy-osobowości, wysyłanej w chwili śmierci, podobnie jak ma to miejsce w przypadku określonego sygnału radiowego, nadanego przez odpowiednie urządzenie. Należy jednak pamiętać o tym, że sygnał radiowy staje się ponownie wiadomością dopiero wtedy, gdy zostanie odebrany przez inną materialną strukturę - odbiornik. To… mogłoby nigdy nie myśleć, ani nie czuć do czasu ponownego 'ucieleśnienia'. Nasze osobowości są w tak dużym stopniu zależne od ciał, że bez nich naprawdę nie sposób wyobrazić sobie istnienia podmiotowego w jakimkolwiek sensie… Potrafię wyobrazić sobie coś, co dla mężczyzn i kobiet jest tym samym, co wiadomość radiowa dla nadajnika; lecz w takim razie 'umarli' byliby, jak możemy się przekonać, niczym więcej niż zakłóceniem złożonym z różnych wzorców, wędrującym po Uniwersum do momentu…. gdy… zaistnieje ponownie jako świadomość, w chwili zetknięcia z czymś, co dla umysłu spełniać może rolę odbiornika.

Nawet bardzo praktyczni i twardo stąpający po ziemi ludzie, jak amerykański przemysłowiec Henry Ford, uznają koncepcję odradzania za możliwą do przyjęcia. Forda pociągała, ponieważ daje drugą szansę na to, by się rozwijać. Henry Ford powiedział:

Przyjąłem teorię reinkarnacji, gdy miałem dwadzieścia sześć lat… Religia nie miała mi nic do zaoferowania… Nawet praca nie mogła dać mi pełniej satysfakcji. Praca jest daremna, jeśli doświadczeń zgromadzonych obecnie nie możemy spożytkować w następnym życiu. Zetknięcie z koncepcją reinkarnacji było dla mnie niczym odnalezienie uniwersalnego planu. Zdałem sobie sprawę, że istnieje możliwość, iż będę miał szansę rozwinąć swoje pomysły. Czas przestał być ograniczony. Nie byłem już niewolnikiem w rękach zegara. Geniusz to doświadczenie. Niektórzy [mylnie] sądzą, że jest to dar bądź talent, a to jest owoc doświadczenia wyniesionego z poprzednich żyć. Niektórzy posiadają dusze starsze niż inni i w związku z tym wiedzą więcej… Odkrycie koncepcji reinkarnacji dało mi wewnętrzny spokój… Jeśli zachowacie zapis tej rozmowy, spiszcie ją, by umysły ludzi znalazły ukojenie. Chciałbym przekazać innym spokój, jaki daje perspektywa długiego życia.

Tak więc buddyjskie nauczanie o odradzaniu posiada pewne podstawy naukowe, jest spójne pod względem logicznym oraz walnie przyczyniło się do odpowiedzi na niektóre istotne pytania dotyczące ludzkiego przeznaczenia. Dodaje także otuchy. Zgodnie z tym czego nauczał Budda, jeśli nie uda ci się osiągnąć nirwany w obecnym życiu, będziesz miał okazję spróbować ponownie w następnym. Jeśli w tym życiu popełniłeś fatalne pomyłki, będziesz mógł je naprawić w życiu przyszłym. Naprawdę będziesz w stanie uczyć się na własnych błędach. To, czego nie potrafiłeś dokonać bądź osiągnąć w tym życiu, może stać się możliwe w następnym. Cóż za cudowne nauczanie!

Pytanie: Wszystko to brzmi bardzo rozsądnie, jednak muszę przyznać, że wciąż pozostaję nieco sceptyczny.

Odpowiedź: W porządku. Buddyzm nie jest tym typem religii, po przyjęciu której masz obowiązek wierzyć we wszystko, czego uczy. Jaki byłby cel zmuszania siebie do wiary w coś, w co uwierzyć po prostu nie potrafimy? Wciąż jednak możemy praktykować te rzeczy, które okazują się pomocne; akceptować te idee, które są zrozumiałe i czerpać z nich korzyść bez wiary w reinkarnację. Kto wie!? Z czasem może dojdziesz do wniosku, że jest to jednak prawda.

6. Medytacja

Pytanie: Czym jest medytacja?

Odpowiedź: Medytacja jest świadomym wysiłkiem podjętym w celu zmiany naszego sposobu myślenia. W języku Pali słowem oznaczającym medytację jest bhavana - „wzrastać”, „rozwijać się”.

Pytanie: Czy medytacja jest ważna?

Odpowiedź: Tak, jest. Nieważne, jak bardzo chcielibyśmy być dobrzy - dopóki nie potrafimy zapanować nad pragnieniami, zmiana postępowania będzie trudna. Na przykład pewien człowiek może zdać sobie sprawę, że jest niecierpliwy wobec żony i postanowić: „Od dziś nie będę taki niecierpliwy.” Lecz już po godzinie może krzyczeć na swoją małżonkę, ponieważ nie był świadomy narastającego zniecierpliwienia. Medytacja pomaga rozwinąć uważność i energię niezbędne, by zmiana wrodzonych nawyków stała się możliwa.

Pytanie: Słyszałem, że medytacja może być niebezpieczna. Czy to prawda?

Odpowiedź: Aby żyć potrzebujemy soli, jednak zjedzenie kilograma prawdopodobnie by nas zabiło. Do sprawnego funkcjonowania w nowoczesnym świecie potrzebujemy samochodu - lecz jeśli nie przestrzegamy zasad ruchu drogowego lub prowadzimy pod wpływem alkoholu, samochód staje się niebezpieczną maszyną. Taka właśnie jest medytacja. Ma bardzo pozytywny wpływ na nasze zdrowie i dobre samopoczucie, lecz praktykowana w niewłaściwy sposób może stać się przyczyną problemów. Niekiedy ludzie cierpiący z powodu depresji, irracjonalnych lęków czy schizofrenii sądzą, że medytacja jest dla nich idealnym lekiem. Rozpoczynają więc medytację i niekiedy ich dolegliwości pogłębiają się. Jeśli masz podobne problemy, powinieneś najpierw zwrócić się o pomoc do specjalisty, a dopiero później - gdy twój stan się poprawi - rozpocząć praktykę. Inni z kolei niepotrzebnie się spieszą. Rozpoczynając praktykę nie idą krok za krokiem, lecz medytują zbyt długo na raz lub wkładając w to zbyt dużo energii i w rezultacie są wyczerpani. Jednak chyba najwięcej problemów sprawia tak zwana “kangurza medytacja” - ludzie idą do jednego nauczyciela i praktykują przez jakiś czas zgodnie z jego wskazówkami, po czym czytają w książce o czymś innym i postanawiają wypróbować tę nową technikę. Tydzień później słynny nauczyciel odwiedza ich miasto, a oni postanawiają włączyć część jego wskazówek do swojej praktyki. Po niedługim czasie mają w głowie jedynie groch z kapustą. Skakanie jak kangur od nauczyciela do nauczyciela, od techniki do techniki, jest błędem. Jeśli jednak nie cierpimy z powodu żadnych zaburzeń umysłowych i mamy rozsądne podejście do praktyki, to medytacja jest jedną z najlepszych rzeczy jakimi moglibyśmy się zająć.

Pytanie: Ile jest rodzajów medytacji?

Odpowiedź: Budda uczył wielu różnych typów medytacji. Każda z nich miała pomóc w przezwyciężeniu określonego problemu lub rozwinięciu specyficznego stanu umysłu. Jednak dwie najbardziej powszechne i użyteczne techniki medytacyjne to „świadomość oddechu” - anapana sati, oraz „miłująca dobroć” - metta bhavana.

Pytanie: Jeśli chciałbym praktykować “świadomość oddechu”, jak powinienem się za to zabrać?

Odpowiedź: Powinieneś trzymać się zasady “czterech P”: przestrzeni, pozycji, praktyki i problemów. Na początek znajdź odpowiednie miejsce - na przykład w miarę cichy pokój, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzać. Następnie usiądź przyjmując wygodną pozycję ciała. Dobrze jest siedzieć ze skrzyżowanymi nogami, poduszką pod pośladkami, prostym kręgosłupem, dłońmi ułożonymi na podołku i z zamkniętymi oczami. Możesz też siedzieć na krześle - jednak koniecznie z prostymi plecami. Teraz przechodzimy do właściwej praktyki. Siedząc z zamkniętymi oczami skup swoją uwagę na wdechu i wydechu. W tym celu możesz liczyć oddechy lub obserwować wznoszenie się i opadanie brzucha. W pewnym momencie mogą pojawić się problemy i trudności. Możesz doświadczać irytującego swędzenia lub bólu w kolanach. Powinieneś wtedy, bez poruszania się, utrzymać ciało rozluźnione i nieprzerwanie skupiać się na oddechu. Pojawi się pewnie wiele przeszkadzających myśli, które będą odwracać twoją uwagę. Jedyną na to radą jest cierpliwe i łagodne powracanie do świadomości oddechu. Po pewnym czasie napór myśli osłabnie, a twoja koncentracja stanie się mocniejsza - doświadczysz wtedy głębokiego spokoju i wewnętrznego wyciszenia.

Pytanie: Jak długo powinienem medytować?

Odpowiedź: Dobrze jest medytować piętnaście minut każdego dnia przez tydzień. Następnie należy wydłużać ten czas o pięć minut każdego następnego tygodnia, aż będziesz medytować przez czterdzieści pięć minut. Po kilku tygodniach regularnej praktyki medytacyjnej zauważysz, że twoja koncentracja poprawia się.

Pytanie: A co z medytacją “współczującej dobroci”? W jaki sposób się ją praktykuje?

Odpowiedź: Gdy już oswoisz się z medytacją “świadomości oddechu” i będziesz ją praktykować regularnie, nastąpi właściwy moment by przystąpić do medytacji “współczującej dobroci”. Powinno się ją wykonywać dwa, lub trzy razy w tygodniu, po skończonej medytacji “świadomości oddechu”. Najpierw skupiasz uwagę na sobie i powtarzasz w duchu słowa: “Obym był zdrowy i szczęśliwy. Obym był wyciszony i pogodny. Oby nie dotknęło mnie żadne nieszczęście. Oby mój umysł był wolny od nienawiści. Oby moje serce było wypełnione miłością. Obym był zdrowy i szczęśliwy.” Następnie kierujesz myśli ku osobom przez ciebie kochanym; potem ku tym, które są ci obojętne; na samym końcu zaś ku nielubianym - wszystkim życząc szczęścia i powodzenia (tego, co wcześniej samemu sobie).

Pytanie: Jakie odnosi się korzyści dzięki tej medytacji?

Odpowiedź: Jeśli wykonujesz medytację “współczującej dobroci” regularnie i z właściwym nastawieniem, zauważysz jak zachodzą w tobie bardzo pozytywne zmiany. Staniesz się dla samego siebie bardziej otwarty i wyrozumiały. Uczucia jakie żywisz wobec swoich najbliższych pogłębią się. Odnajdziesz przyjaciół wśród ludzi, którzy byli ci dawniej obojętni, a uraza i niechęć wobec innych osób zmniejszy się, by ostatecznie całkowicie zaniknąć. Jeśli znasz kogoś chorego, nieszczęśliwego lub zmagającego się z przeszkodami, możesz uwzględnić taką osobę podczas swojej medytacji. Jest prawdopodobne, że z czasem jej sytuacja poprawi się.

Pytanie: Jak to możliwe?

Odpowiedź: Właściwie rozwijany umysł stanowi potężne narzędzie. Jeśli jesteśmy w stanie nauczyć się skupiać mentalną energię i kierować ją ku innym ludziom, może ona wywierać na nich wpływ. Możliwe, że już kiedyś tego doświadczyłeś. Czasami przebywając w zatłoczonym pokoju mamy wrażenie, że ktoś się nam przygląda. Gdy się odwracamy okazuje się, że rzeczywiście tak jest. To przeczucie jest rezultatem odebrania mentalnej energii innej osoby. Medytacja “współczującej dobroci” działa w ten właśnie sposób. Ślemy ku innym pozytywną energię, co z czasem może ich odmienić.

Pytanie: Czy istnieją jeszcze inne rodzaje medytacji?

Odpowiedź: Tak. Ostatnią, i prawdopodobnie najważniejszą, techniką medytacyjną jest tzw. „vipassana”. Znaczenie tego słowa to „wejrzeć”, „zgłębiać”, i tłumaczone jest ono zwykle jako „medytacja wglądu”.

Pytanie: Wyjaśnij proszę czym jest medytacja wglądu.

Odpowiedź: W trakcie medytacji wglądu starasz się po prostu być świadomym wszystkiego, co się dzieje - bez analizowania czy reagowania na to.

Pytanie: Jaki jest tego cel?

Odpowiedź: Zwykle naszą reakcją na to co nas spotyka jest lubienie lub nielubienie albo zaczynamy rozmyślać, śnić na jawie lub wspominać. Reakcje te wypaczają lub zaciemniają nasze doświadczenia i w rezultacie nie udaje nam się w pełni ich zrozumieć. Dzięki rozwijaniu czystej uważności - umiejętności biernej obserwacji - zaczynamy dostrzegać dlaczego myślimy, mówimy oraz staramy się zachowywać w określony sposób. Powiększająca się samowiedza będzie miała oczywiście bardzo pozytywny wpływ na nasze życie. Kolejną zaletą tej techniki jest wytworzenie się po pewnym czasie dystansu między nami i naszymi doświadczeniami, dzięki czemu zamiast reagować automatycznie i nieświadomie na wszystkie pokusy lub prowokacje, potrafimy podejść do wszystkiego z dystansem. Pozwala nam to z kolei ocenić kiedy powinniśmy działać, a kiedy nie - a jeśli tak, to w jaki sposób. Tak więc zaczynamy mieć większą kontrolę nad naszym życiem nie dlatego, że rozwinęliśmy w sobie żelazną wolę, ale dlatego, że wszystko wyraźniej widzimy.

Pytanie: Czy zatem będę miał rację jeśli powiem, że medytacja wglądu ma pomóc nam stać się lepszymi i szczęśliwszymi?

Odpowiedź: To jest początek - bardzo istotny zresztą. Jednak cel medytacji jest o wiele wznioślejszy. Kiedy nasza praktyka dojrzeje a uważność pogłębi się, zauważymy, że nasze doświadczenia cechuje „bezosobowość”. Dostrzeżemy nieobecność „ja” mogącego stanowić przyczynę tego, co się wydarza - a nawet brak „ja”, które by doświadczało. Początkowo będą to sporadyczne przebłyski, jednak z czasem nabiorą wyrazistości.

Pytanie: Brzmi to dość przerażająco.

Odpowiedź: Tak, to prawda. Rzeczywiście niektórzy ludzie mogą być nieco wystraszeni doświadczając tego po raz pierwszy. Jednak strach szybko zostaje wyparty przez głęboką świadomość, że nie są tak naprawdę tym, co zawsze uważali za „ja”. Stopniowo ego słabnie i z czasem rozpuszcza się zupełnie, podobnie jak poczucie „ja”, „mnie”, „moje”. Od tej chwili całe życie buddysty oraz jego dotychczasowy punkt widzenia zaczynają się zmieniać. Pomyśl tylko jak wiele osobistych, społecznych, a nawet międzynarodowych konfliktów ma swój początek w ego, rasowej lub narodowej dumie, w poczuciu krzywdy, upokorzenia lub zagrożenia, w gniewnych okrzykach: „To moje!”, „To należy do nas!” Zgodnie z buddyzmem prawdziwy spokój i szczęście mogą zostać odnalezione dopiero kiedy poznamy naszą prawdziwą naturę. Właśnie to nazywane jest oświeceniem.

Pytanie: To bardzo pociągająca idea, lecz jednocześnie także niepokojąca. Jak oświecona osoba może funkcjonować bez poczucia własnego "ja" lub własności?

Odpowiedź: Równie dobrze osoba oświecona mogła by nas zapytać: „Jak udaje wam się funkcjonować z poczuciem jaźni? W jaki sposób radzicie sobie z cierpieniem powodowanym przez strach, żal i dumę? Nie macie nigdy dość nieustającej szamotaniny, by wciąż posiadać więcej niż macie, by zawsze być lepszym niż osoba obok, ani dręczącego poczucia, że moglibyście to wszystko stracić?” Wygląda na to, że oświeceni radzą sobie w życiu całkiem dobrze. To ci nieoświeceni, jak ty i ja, nieustannie borykają się z problemami i problemy tworzą.

Pytanie: Rozumiem twój punkt widzenia, ale jak długo trzeba medytować nim osiągnie się oświecenie?

Odpowiedź: Nie da się tego określić i prawdopodobnie jest to bez znaczenia. Czy nie lepiej zacząć medytować, by sprawdzić, ile czasu ci to zajmie? Jeśli będziesz praktykować szczerze i do tego z głową, przekonasz się, że ma to bardzo pozytywny wpływ na twoje życie. Z czasem możesz zechcieć dowiedzieć się czegoś więcej o medytacji i Dhammie. Stopniowo może stać się to najważniejszą rzeczą w twoim życiu. Nie powinieneś rozmyślać o kolejnych poziomach ścieżki, ani martwić o to, skoro nawet nie rozpocząłeś jeszcze podróży. Rób jeden krok na raz.

Pytanie: Czy potrzebuję nauczyciela, który pokazałby mi w jaki sposób medytować?

Odpowiedź: Nauczyciel nie jest kimś absolutnie koniecznym, jednak wskazówki otrzymane od osoby doświadczonej są z pewnością pomocne. Niestety niektórzy mnisi i ludzie świeccy próbujący uczyć medytacji najzwyczajniej w świecie nie wiedzą, co robią. Postaraj się wybrać nauczyciela cieszącego się dobrą reputacją, zrównoważonego - takiego, który przestrzega nauk danych przez Buddę.

Pytanie: Słyszałem, że medytacja jest dziś powszechnie stosowana przez psychiatrów i psychologów. Czy to prawda?

Odpowiedź: Tak, jest. Obecnie uważa się, że medytacja ma bardzo pozytywny wpływ na umysł i stosowana jest przez wielu profesjonalistów. Pomaga w osiągnięciu stanu relaksu, przezwyciężeniu fobii, a także wzmacnia samoświadomość. Wgląd w naturę człowieka, jaki osiągnął Budda, pomaga ludziom tak samo dziś, jak w czasach starożytnych.

7. Mądrość i współczucie

Pytanie: Często słyszę, jak buddyści mówią o mądrości i współczuciu. Co oznaczają te dwa słowa?

Odpowiedź: Współczucie i miłość (bardzo do siebie podobne), są w niektórych religiach najważniejszymi duchowymi jakościami - nie zwraca się jednak jakiejkolwiek uwagi na mądrość. W rezultacie możesz skończyć jako dobroduszny głupiec - osoba bardzo uprzejma, lecz o niewielkim -albo wręcz żadnym- zrozumieniu. W innych systemach myślenia, jak choćby nauce, istnieje przekonanie, że mądrość rozwija się najlepiej, gdy wszystkie emocje - włączając w to współczucie - zostają odsunięte na bok. W efekcie naukowcy mają skłonność do skupiania się wyłącznie na wynikach, zapominając, że nauka nie istnieje po to, by sprawować nad ludźmi kontrolę, lecz po to, by im służyć. Gdyby o tym pamiętali, to jak mogliby oni wykorzystywać swoją wiedzę w celu stworzenia broni nuklearnej, biologicznej i innych tego typu rzeczy? Buddyzm uczy, że aby pozostać w równowadze, musisz rozwijać zarówno mądrość jak i współczucie.

Pytanie: A więc czym, według z buddyzmu, jest mądrość?

Odpowiedź: Najwyższą mądrością jest dostrzeganie, że w rzeczywistości wszystkie zjawiska są niekompletne, nietrwałe i pozbawione jaźni. Uchwycenie tego jest czymś całkowicie wyzwalającym i prowadzi do poczucia bezpieczeństwa i radości, nazywanych Nirwaną. Jednak Budda niewiele mówił o tym poziomie mądrości. Nie ma natomiast mądrości, jeśli po prostu wierzymy w coś, co ktoś nam mówi. Prawdziwa mądrość polega na bezpośrednim uchwyceniu i zrozumieniu. A więc na tym poziomie mądrość to zachowanie otwartego umysłu, umiejętność wysłuchania odmiennej opinii i unikanie fanatyzmu; staranne badanie faktów stojących w sprzeczności z naszymi przekonaniami - a nie chowanie głowy w piasek; wyrobienie sobie z czasem własnego zdania i przekonań - a nie akceptowanie pierwszej lepszej rzeczy, która zadziała na nasze emocje. Być zawsze gotowym do zmiany swoich przekonań, jeśli przedstawione zostaną fakty stojące z nimi w sprzeczności - to właśnie jest mądrość. Osoba, która tak postępuje, niewątpliwie jest mądra i ma pewność, że w końcu osiągnie prawdziwe zrozumienie. Łatwo podążać ścieżką zawierzenia czemuś, co ktoś powiedział. Natomiast ścieżka buddysty wymaga odwagi, wytrwałości, elastyczności myślenia oraz inteligencji.

Pytanie: Myślę, że niewielu ludzi jest w stanie to zrobić. Jaki więc sens ma buddyzm, jeśli tylko nieliczni mogą go praktykować?

Odpowiedź: To prawda, że nie wszyscy są gotowi na przyjęcie nauk oferowanych przez buddyzm. Lecz jeśli ktoś nie jest wystarczająco dojrzały, by rozumieć naukę Buddy teraz, to możliwe, że dojrzeje do niej w przyszłym życiu. Jednak przy odpowiedniej zachęcie, wiele osób jest w stanie pogłębić swoje rozumienie już teraz. Właśnie dlatego buddyści łagodnie i bez natarczywości starają się dzielić swoim zrozumieniem buddyzmu z innymi. Powodem, dla którego Budda nauczał było współczucie - i my także powinniśmy kierować się współczuciem w nauczaniu.

Pytanie: Czym jest współczucie według buddyzmu?

Odpowiedź: Tak jak mądrość obejmuje intelektualną, rozumową część natury - tak współczucie obejmuje jej stronę emocjonalną, odczuwanie. Podobnie jak mądrość, współczucie jest jednoznacznie ludzką cechą. "Współczucie" składa się z dwóch słów: "współ-" (wespół/wspólnie) oraz "czucie" (odczuwanie). I tym właśnie ono jest. Gdy widzimy kogoś w potrzebie i odczuwamy jego cierpienie tak, jakby było naszym własnym, staramy się także sprawić, by było mniejsze - wtedy jest to współczucie. Wszystko, co najlepsze w ludzkich istotach - cechy właściwe Buddzie, jak szczodrość, gotowość niesienia ulgi, wzajemne zrozumienie, troska i opiekuńczość - wszystko to jest manifestacją współczucia. Zauważysz także, że troskliwość i miłość u współczującej osoby ma swój początek w miłości i trosce o siebie samego. Najlepiej rozumiemy innych, gdy naprawdę rozumiemy siebie samych. Wiemy, co jest najlepsze dla innych, kiedy rozumiemy, co jest najlepsze dla nas. Potrafimy współczuć innym, gdy współczujemy samym sobie. Zatem w buddyzmie duchowy rozwój w sposób naturalny objawia się troską o dobro innych. Życie Buddy ilustruje tę zasadę bardzo dobrze. Po sześciu latach spędzonych na walce o własne dobro, był on w stanie przynieść korzyść całemu rodzajowi ludzkiemu.

Pytanie: Twierdzisz więc, że jesteśmy w stanie pomóc innym najlepiej dopiero, gdy pomożemy samym sobie. Nie jest to odrobinę egoistyczne?

Odpowiedź: Zazwyczaj altruizm - troskę najpierw o innych i dopiero potem o siebie - postrzegamy jako przeciwieństwo egoizmu - troski najpierw o siebie i dopiero potem o innych. Buddyzm nie patrzy na to tylko z jednej lub drugiej perspektywy, lecz raczej łączy oba punkty widzenia. Gdy dostrzeżemy, że inni są tacy sami jak my - szczera troska o samego siebie stopniowo rozwinie się w troskę o innych. To właśnie jest szczere współczucie: najpiękniejszy klejnot w koronie nauk Buddy.

Pytanie: Powiedziałeś wcześniej, że współczucie i miłość są do siebie podobne. Czy coś je różni?

Odpowiedź: Być może lepiej to wyrazić w ten sposób, że są one ze sobą spokrewnione. W języku angielskim słowem “miłość” można opisać szeroką gamę uczuć. Możemy kochać małżonka, rodziców, dzieci, najlepszego przyjaciela, sąsiada. To znaczy, wszystkie te rodzaje uczuć różnią się w pewnym stopniu pomiędzy sobą, chociaż wciąż posiadają w sobie wspólne pierwiastki, dzięki którym możemy określić je jednym słowem: “miłość”. O jakich pierwiastkach mówimy? Kiedy kogoś kochamy, poszukujemy bliskości z tą osobą, interesujemy się nią, troszczymy o jej dobro, z kolei jej nawyki, cechy charakteru, które mogą drażnić innych, nam w ogóle nie przeszkadzają, i bez wysiłku, naturalnie, jesteśmy uprzejmi wobec bliskiej osoby. Miłość jest określeniem na więź, życzliwość, troskę oraz uprzejmość wobec innych ludzi. Czujemy ją zazwyczaj wobec osób, z którymi łączy nas bliska więź. Jednakże Budda powiedział, że powinniśmy skierować podobne uczucia do wszystkich ludzi:

Niczym matka troszcząca się o życie swojego jedynego syna,
takie samo nastawienie należy rozwijać wobec wszystkich istot, bez rozróżniania.

Karaniya Metta Sutta
(Sn 1.8)

http://sasana.wikidot.com/mettasutta

“Pełna miłości dobroć” określana jest w Buddyzmie terminem metta.

Kiedy spotykamy kogoś cierpiącego albo zrozpaczonego, wtedy główny pierwiastek miłości staje się dominujący, manifestując się pod postacią współczucia. Tak rozumiane współczucie jest ścieżką kochającego umysłu, skoncentrowaną na tych, którzy cierpią.

Pytanie: Wydaje mi się, że kiedy jesteś miłą i wrażliwą osobą, ludzie chętnie pójdą za tobą.

Odpowiedź: To całkiem możliwe. Ale to się może zdarzyć nawet jeśli jesteś egoistyczny i agresywny, bo zawsze się znajdzie ktoś gorszy od ciebie. I nie ma tu żadnej gwarancji. Jednakże, choć prawdą jest, że wielu ludzi może nadużyć twojej dobroci, to jednak większość z nich doceni ciebie i będzie traktować z szacunkiem. Zawsze będziesz mieć więcej przyjaciół, osób chętnych do pomocy, niż wyzyskiwaczy. No i dlaczego miałbyś pozwalać sobie na rozwój takich cech, których nie lubisz u innych?

8. Wegetarianizm

Pytanie: Buddyści powinni być wegetarianami, prawda?

Odpowiedź: Niekoniecznie. Budda nie był wegetarianinem, nie nauczał swoich uczniów, aby byli wegetarianami i nawet dzisiaj jest wielu dobrych buddystów, którzy nie są wegetarianami. W buddyjskich pismach zostało napisane:

Brutalność, bycie bezlitosnym, knucie, krzywdzenie przyjaciół, nieczułość, arogancja i chciwość – to czyni człowieka nieczystym, nie zaś jedzenie mięsa. Niemoralne zachowanie, odmowa spłacania długów, oszukiwanie w interesach, powodowanie podziałów między ludźmi – to czyni człowieka nieczystym, nie zaś jedzenie mięsa.
Sn.246-7

Pytanie: Ale jeśli jesz mięso, jesteś odpowiedzialny za zabijanie zwierząt. Czy nie jest to łamanie Pierwszego Wskazania?

Odpowiedź: To prawda, że kiedy jesz mięso, jesteś pośrednio lub częściowo odpowiedzialny za zabijanie istoty, ale to samo dzieje się, kiedy jesz warzywa. Rolnik musi spryskiwać swoje plony środkami owadobójczymi i truciznami, aby warzywa, które pojawiają się na twoim talerzu nie miały w sobie dziur. Co więcej, zwierzęta zostały zabite, aby dostarczyć skóry do twojego paska czy torebki, oleju do mydła, którego używasz, a także do tysiąca innych produktów. Niemożliwe jest życie bez bycia - w jakimś stopniu – pośrednio odpowiedzialnym za śmierć innych istot. Jest to zatem inny przykład Pierwszej Szlachetnej Prawdy - zwykłe istnienie jest pełne cierpienia i niezadowolenia. Kiedy przyjmujesz Pierwsze Wskazanie, starasz się unikać bycia bezpośrednio odpowiedzialnym za zabijanie istot.

Pytanie: Buddyści mahajany nie jedzą mięsa.

Odpowiedź: To prawda. Buddyzm mahajana w Chinach położył silny nacisk na wegetarianizm, ale mnisi, jak i ludzie świeccy należący do tej tradycji w Japonii, Mongolii i Tybecie zazwyczaj jedzą mięso.

Pytanie: Ale ciągle uważam, że buddysta powinien być wegetarianinem.

Odpowiedź: Jeśli wziąć pod uwagę osobę, która byłaby surowym wegetarianinem, ale byłaby samolubna, nieuczciwa i skąpa, a inna osoba nie będąc wegetarianinem, byłaby troskliwa, uczciwa, hojna i życzliwa, która z tych dwóch osób byłaby lepszym buddystą?

Pytanie: Osoba, która byłaby uczciwa i życzliwa.

Odpowiedź: Dlaczego?

Pytanie: Ponieważ taka osoba ma z pewnością dobre serce.

Odpowiedź: Właśnie. Osoba, która je mięso, może mieć czyste serce tak samo, jak osoba nie jedząca mięsa może mieć serce nieczyste. W nauczaniu Buddy ważną rzeczą jest stan twojego serca, a nie zawartość twojej diety. Wielu ludzi niesamowicie stara się nie jeść mięsa, nie przejmując się zbytnio kwestią bycia samolubnym, nieuczciwym, okrutnym czy zazdrosnym. Zmieniają swoją dietę, co jest bardzo łatwe, podczas gdy zaniedbują zmianę swego serca, co jest trudne. Tak więc, czy jesteś wegetarianinem, czy też nie, pamiętaj, że oczyszczanie umysłu jest w Buddyzmie rzeczą najważniejszą.

Pytanie: Ale z buddyjskiego punktu widzenia, czy osoba, która ma dobre serce i jest wegetarianinem nie byłaby lepsza niż osoba o dobrym sercu, jedząca mięso?

Odpowiedź: Jeśli motywem dobrodusznego wegetarianina w niejedzeniu mięsa byłaby troska o zwierzęta i niechęć bycia związanym z okrucieństwem nowoczesnego rolnictwa przemysłowego, wtedy oznaczałoby to, że rozwinął on w sobie współczucie i troskę dla innych zdecydowanie bardziej niż osoba jedząca mięso. Wielu ludzi odkrywa, że wraz z rozwijaniem się w Dharmie, pojawia się w nich naturalna skłonność do wegetarianizmu.

Pytanie: Ktoś powiedział mi, że Budda zmarł od zjedzenia zepsutej wieprzowiny. Czy to prawda?

Odpowiedź: Nie, to nieprawda. Pisma głoszą, że ostatni posiłek Buddy składał się z dania zwanego sukara maddava. Znaczenia tego terminu nie da się już przełożyć, ale słowo sukara oznacza świnię, dlatego też może się ono odnosić do przygotowania wieprzowiny, chociaż równie dobrze do jakiegoś rodzaju warzywa, ciastka, czy czegokolwiek innego. Cokolwiek to było, wzmianka na temat owego jedzenia spowodowała, że niektórzy ludzie zaczęli myśleć, iż zjedzenie go spowodowało śmierć Buddy, który (de facto) w chwili gdy odszedł, miał osiemdziesiąt lat i chorował już od pewnego czasu. Prawda jest taka, że zmarł ze starości.

9. Szczęście i los

Pytanie: Co Budda mówił o magii i przepowiadaniu przyszłości?

Odpowiedź: Praktyki takie, jak przepowiadanie przyszłości, noszenie magicznych talizmanów dla ochrony, wyznaczanie pomyślnego miejsca pod budowę albo szczęśliwych dni uznał za bezużyteczne przesądy i kategorycznie zabronił tego swoim uczniom.

Podczas gdy niektórzy kapłani i mędrcy, żyjący z jadła ofiarowanego w wierze, trwają w nieprawym żywocie, dopuszczając się poniżających sztuk jak chiromancja, czytanie znaków i omenów, interpretacja snów… sprowadzanie dobrego lub złego losu… wybieranie pomyślnych miejsc pod budowę, Mędrzec Gotama powstrzymuje się od nieprawego żywota, nie dopuszczając się poniżających sztuk jak te wymienione.
D.I,9-12

Pytanie: Dlaczego więc, ludzie niekiedy zajmują się tego typu rzeczami, a do tego wierzą w nie?

Odpowiedź: Z powodu chciwości, strachu i niewiedzy. Gdy tylko ludzie zaczną rozumieć nauki Buddy, pojmą, że czyste serce może ochronić ich o wiele lepiej niż skrawek papieru, kawałek metalu czy wyrecytowanie kilku słów i nie będą już więcej polegać na takich przesądach. Zgodnie z nauczaniem Buddy tym, co rzeczywiście daje ochronę i zapewnia prawdziwą pomyślność jest uczciwość, życzliwość, zrozumienie, cierpliwość, przebaczenie, szczodrość, wierność oraz pozostałe zalety.

Pytanie: Ale przecież niektóre amulety przynoszące szczęście działają, prawda?

Odpowiedź: Znam człowieka, któremu całkiem nieźle się powodzi dzięki sprzedaży amuletów. Zapewnia, że jego amulety mogą przynieść szczęście, pomyślność i gwarantuje, iż będziesz w stanie przewidzieć dzięki nim szczęśliwe numery na loterii. Lecz jeśli to, co mówi, jest prawdą, dlaczego sam nie jest milionerem? Jeśli jego amulety naprawdę działają, to czemu nie wygrywa co tydzień na loterii? Całe jego szczęście polega na tym, że znajdą się ludzie wystarczająco naiwni, by kupować jego amulety.

Pytanie: Czy istnieje zatem coś takiego jak szczęście?

Odpowiedź: Słownik definiuje szczęście w tym znaczeniu jako "przekonanie, że cokolwiek się komuś przydarza w wyniku biegu wypadków, zarówno dobrego jak i złego, ma miejsce z powodu szansy, losu lub przeznaczenia." Budda zaprzeczał temu całkowicie. Wszystko, co się wydarza, ma określoną przyczynę lub przyczyny. Między przyczyną a skutkiem musi też istnieć jakiś związek. Na przykład, aby zachorować, trzeba mieć kontakt z zarazkami i być osłabionym na tyle, by drobnoustroje mogły się zacząć rozwijać. Istnieje konkretny związek między przyczyną (drobnoustroje i osłabienie organizmu) i skutkiem (choroba), wiemy bowiem, że zarazki atakują organizm, powodując chorobę. Natomiast nie ma żadnego związku między noszeniem zapisanego kawałka papieru a bogactwem lub zdaniem egzaminu. Buddyzm naucza, że cokolwiek się wydarza - ma miejsce z powodu przyczyny lub przyczyn, a nie ze względu na szczęście, los lub przeznaczenie. Ludzie zainteresowani szczęściem zawsze próbują coś zdobyć - zazwyczaj więcej pieniędzy. Budda poucza nas, że o wiele ważniejszy jest rozwój serca i umysłu. Powiedział on:

Posiadać dogłębną wiedzę i umiejętności, dobre szkolenie i łatwość wymowy; to jest największe szczęście. Wspierać matkę i ojca, miłować współmałżonka i potomstwo, prowadzić proste życie; to jest największe szczęście. Być szczodrym, prawym, pomocnym dla bliskich i bez winy w swych poczynaniach; to jest największe szczęście. Wystrzegać się zła i nadużywania alkoholu, być niezachwianym w cnocie; to jest największe szczęście. Szacunek, pokora, zadowolenie, wdzięczność i słuchanie dobrej Dharmy; to jest największe szczęście.
Sn.261-6

10. Mnisi i mniszki

Pytanie: Instytucja klasztoru w buddyzmie odgrywa ważną rolę. Co robią mnisi i mniszki, jaką pełnią funkcję?

Odpowiedź: Ustanawiając wspólnotę zakonną, Budda miał zamiar zapewnić warunki, w których rozwój duchowy byłby łatwiejszy. Wspólnota świeckich zaspokaja podstawowe potrzeby mnichów i mniszek, dostarczając im pożywienia, odzienia, zapewniając schronienie oraz lekarstwa. Dzięki temu mogą oni poświęcić swój czas na studiowanie i praktykowanie Dhammy. Uporządkowany i prosty styl życia klasztornego sprzyja wewnętrznemu spokojowi oraz medytacji. Od mnichów i mniszek oczekuje się w zamian, że podzielą się swoją wiedzą i będą dawać przykład, jak powinien żyć dobry buddysta. W praktyce okazuje się, że czasem zakres tych działań jest dużo szerszy, niż pierwotnie zakładał Budda. Dziś mnisi i mniszki bywają nauczycielami, pracownikami społecznymi, artystami, lekarzami, nawet politykami. Niektórzy twierdzą, że przyjmowanie takich ról jest właściwe, skoro przyczynia się do propagowania buddyzmu. Inni wskazują, że w ten sposób mnisi i mniszki zbyt łatwo wikłają się w sprawy doczesne i zapominają o głównym celu, dla którego wstąpili do klasztoru.

Pytanie: Jakie osoby wstępują do klasztoru?

Odpowiedź: Ludzie poświęcają swoją uwagę różnym sprawom: rodzinie, pracy, zainteresowaniom, polityce, religii i tym podobnym. Zawsze coś będzie najważniejsze, zwykle rodzina lub praca, natomiast inne rzeczy znajdą się na dalszym planie. Gdy dla kogoś najistotniejsze, ważniejsze od wszystkiego innego, staje się studiowanie i praktykowanie nauk Buddy, to taka osoba prawdopodobnie zechce wstąpić do klasztoru.

Pytanie: Czy trzeba być mnichem lub mniszką, żeby doznać oświecenia?

Odpowiedź: Oczywiście, że nie. Niektórzy spośród najznakomitszych uczniów Buddy byli osobami świeckimi. Osiągnęli tak duży stopień rozwoju duchowego, że mogli uczyć mnichów. W buddyzmie najbardziej liczy się stopień zrozumienia, a on nie ma nic wspólnego z tym, że ktoś nosi żółte szaty lub niebieskie dżinsy albo że ktoś mieszka w klasztorze lub w domu. Życie klasztorne, ze swoimi zaletami i wadami, może niektórym zapewnić najkorzystniejsze warunki dla duchowego wzrostu. Dla innych najlepsze mogą się okazać radości i smutki domowego ogniska. Każdy jest inny.

Pytanie: Dlaczego mnisi i mniszki noszą żółte szaty?

Odpowiedź: W zamierzchłych czasach Hindusi, przyglądając się drzewom w dżungli, zawsze potrafili powiedzieć, które liście wkrótce opadną, bo były żółte, pomarańczowe lub brązowe. W ten sposób w Indiach żółć stała się barwą wyrzeczenia. Mnisie szaty też są żółte, więc zawsze przypominają, jak ważne jest to, by niczego się nie chwytać, puścić, pozwolić odejść.

Pytanie: W jakim celu mnisi oraz mniszki golą głowy?

Odpowiedź: Zwykle poświęcamy dużo uwagi swojemu wyglądowi, zwłaszcza jeśli chodzi o głowę. Kobiety przejmują się swoją fryzurą, za to mężczyźni obawiają się wyłysienia. Dbanie o włosy zabiera sporo czasu. Goląc głowę, mnich lub mniszka daje sobie więcej czasu na to, co jest naprawdę ważne. Oprócz tego ogolona głowa symbolizuje większe skupienie się na wewnętrznej przemianie niż na zewnętrznym wyglądzie.

Pytanie: No tak, wszystko ładnie, ale jak by to było, gdyby wszyscy wstąpili do klasztoru?

Odpowiedź: Możnaby zapytać tak samo o każde powołanie. "No tak, wszystko ładnie, ale jak by to było, gdyby wszyscy zostali dentystami? Zabrakłoby nauczycieli, kucharzy, taksówkarzy." "Jak by to było, gdyby każdy został nauczycielem? Nie byłoby dentystów i tak dalej i tym podobnie." Budda nie twierdził, że każdy ma zostać mnichem czy mniszką, poza tym nigdy do tego nie dojdzie. Jednak zawsze znajdą się osoby, którym podoba się życie w prostocie i wyrzeczeniu i dla których nauka Buddy jest źródłem największej radości. Tak samo jak dentyści czy nauczyciele, posiadają oni określone umiejętności i wiedzę przydatne w społeczności, w której żyją.

Pytanie: Może tak rzeczywiście jest, jeśli chodzi o tych, którzy nauczają, piszą książki albo angażują się społecznie. Ale co z tymi mnichami, którzy poza medytowaniem nie robią nic? Co takiego dają oni społeczności?

Odpowiedź: Medytującego mnicha można porównać do naukowca. Społeczeństwo go utrzymuje, gdy ten sobie siedzi w swoim laboratorium i przeprowadza eksperymenty - bo jest nadzieja, że w końcu odkryje on coś, co przyniesie pożytek ogółowi. Podobnie wspólnota buddyjska wspiera mnichów oddanych medytacji (ich potrzeby są zresztą bardzo skromne) żywiąc nadzieję, że mądrość i wgląd przez nich osiągnięte okażą się korzystne dla wszystkich. Lecz jeszcze zanim do tego dojdzie - a nawet, jeśli nie dojdzie wcale - tacy mnisi i tak mogą przynosić pożytek. Dziś w niektórych społeczeństwach za ideał godny naśladowania - lub chociaż pozazdroszczenia - uznaje się [styl życia ludzi bogatych i sławnych]: luksus, rozrzutność i brak umiaru. Mnich pokazuje na własnym przykładzie, że wcale nie trzeba być bogatym, by być zadowolonym. Pokazuje, że skromne i proste życie też ma swoje zalety.

Pytanie: Słyszałam, że nie ma już buddyjskich mniszek. Czy to prawda?

Odpowiedź: Po tym, jak Budda ustanowił ich zakon, przez pięć lub sześć stuleci mniszki odgrywały ważną rolę w rozprzestrzenianiu i rozwijaniu buddyzmu. Jednak z niejasnych powodów nigdy nie cieszyły się takim samym szacunkiem i wsparciem jak mnisi. W Indiach i w Azji Południowo-Wschodniej zakon przestał istnieć. Jednak na Tajwanie, w Korei i w Japonii mniszki mają się całkiem dobrze. Na Sri Lance podejmuje się obecnie kroki, aby ponownie stworzyć zakon, sprowadzając mniszki z Tajwanu - choć niektórzy tradycjonaliści nie podchodzą do tego zbyt entuzjastycznie. Jednak zgodnie z pierwotnym zamysłem Buddy, kobiety jak najbardziej powinny mieć prawo do korzyści płynących z życia klasztornego.

11. Pisma buddyjskie

Pytanie: Prawie każda religia ma jakieś święte pisma. Jakie są święte pisma buddyzmu?

Odpowiedź: Święta księga buddyzmu nazywa się Tipitaka. Spisana została w starożytnym indyjskim języku Pali, bardzo bliskim językowi, którym posługiwał się Budda. Angielski przekład zajmuje nawet czterdzieści tomów.

Pytanie: Co oznacza tytuł Tipitaka?

Odpowiedź: Składa się z dwóch członów: „ti” oznacza „trzy”, a „pitaka” oznacza „kosz”. Pierwszy związany jest z faktem, że omawiany zbiór pism składa się z trzech części. Pierwsza, zwana Sutta Pitaka, zawiera wszystkie wykłady wygłoszone przez Buddę oraz przez niektórych spośród jego oświeconych uczniów. Zawartość ta jest bardzo zróżnicowana, dzięki czemu może dotrzeć do różnych osób. Wiele spośród nauk Buddy ma formę kazań, podczas gdy inne przyjmują formę dialogów. Pozostałe, jak choćby Dhammapada, wyrażają nauki za pomocą poezji. Za to na przykład Jataki przedstawiają cudowne opowieści, w których główna rola przypada zwykle zwierzętom. Druga część nazywa się Vinaya Pitaka. Zawiera spis zasad i metod postępowania dla mnichów oraz mniszek, porady dotyczące zarządzania klasztorem i klasztornych procedur. Przedstawia również wczesną historię wspólnoty zakonnej. Ostatnia część nosi nazwę Abhidhamma Pitaka. Jest ona zaawansowaną próbą analizy i klasyfikacji wszystkich składników, które tworzą jednostkę. Choć Abhidhamma powstała nieco później niż pozostałe części Tipitaki, to nie zawiera niczego, co by im zaprzeczało. Teraz wyjaśnienie wyrazu „pitaka”. Otóż w starożytnych Indiach pracownicy na budowie transportowali materiały z jednego miejsca w inne przez podawanie sobie kolejno koszyków. Kładli kosz na głowie, podchodzili kawałek do następnej osoby, przekazywali go jej, a ona powtarzała to samo. W czasach Buddy znano pismo, lecz uważano je za mniej godne zaufania niż ludzka pamięć. Książka mogła zgnić w błocie podczas monsunu albo stać się pożywieniem dla mrówek. Za to ludzka pamięć trwała dotąd, dokąd człowiek żył. Dlatego też mnisi i mniszki wszystkich nauk Buddy uczyli się na pamięć, przekazując je sobie kolejno, tak jak przy budowie domu pracownicy przekazywali sobie ziemię i cegły w koszach. I dlatego trzy części buddyjskich pism tak właśnie nazwano. Po okresie przechowywania w pamięci przez paręset lat Tipitakę ostatecznie spisano ok. 100 r. p.n.e. na Sri Lance.

Pytanie: Skoro pisma przechowywano w pamięci przez tak długi czas, to na pewno nie można na nich polegać. Wiele z nauk Buddy mogło zaginąć lub ulec zmianom.

Odpowiedź: Zachowanie nauk odbywało się dzięki wspólnym wysiłkom całej wspólnoty mnisiej. Wszyscy spotykali się wspólnie w regularnych odstępach czasu i recytowali fragmenty bądź całość Tipitaki. To uniemożliwiło praktycznie jakąkolwiek zmianę czy dodanie czegoś. Zastanówmy się: jeśli grupa stu osób zna na pamięć piosenkę i w czasie, gdy wszyscy ją śpiewają, ktoś zechce zmienić albo dodać wers, to co się stanie? Ta większość, która zna poprawną wersję, nie dopuści do żadnych zmian. Trzeba też pamiętać, że w tamtych czasach nie istniała telewizja, gazety ani reklamy rozpraszające umysł, co w połączeniu z praktyką medytacji uprawianą przez mniszki i mnichów oznaczało, że mieli oni niesamowicie dobrą pamięć. Nawet dzisiaj, gdy książki są już od tak dawna w powszechnym użyciu, ciągle żyją mnisi, którzy potrafią wyrecytować całą Tipitakę z pamięci. Umie to zrobić na przykład mnich Mengong Sayadaw z Birmy, który widnieje w Księdze Rekordów Guinessa jako posiadacz najlepszej na świecie pamięci.

Pytanie: Jaką wagę mają pisma dla buddystów?

Odpowiedź: Buddyści nie uważają Tipitaki za nadprzyrodzone, nieomylne objawienie od boga, w którego każde słowo muszą wierzyć. Traktują ją raczej jako naukę wielkiego człowieka, która oferuje wyjaśnienia, porady, przewodnictwo, zachętę i którą należy czytać z uważnością oraz szacunkiem. Naszym celem jest zrozumienie tego, o czym Tipitaka mówi, a nie sama wiara w jej nauki. Dlatego słowa Buddy powinny być zawsze konfrontowane z naszym doświadczeniem. Możnaby rzec, że podejście dobrze zorientowanego buddysty do pism przypomina podejście naukowca do raportów i naukowych dzienników. Ktoś przeprowadza eksperyment i publikuje swoje odkrycia oraz wnioski na łamach jednego z takich dzienników. Ktoś inny to z uważnie przeczyta, ale nie uzna za prawdziwe, dopóki sam nie przeprowadzi takiego samego eksperymentu i nie uzyska takich samych wyników.

Pytanie: Wspomniałem przedtem o Dhammapadzie. Co to jest?

Odpowiedź: Dhammapada jest jednym z najmniejszych utworów z pierwszej części Tipitaki. Tytuł można przetłumaczyć jako: „Ścieżka Prawdy”, bądź „Wersety Prawdy”. Składa się z czterystu dwudziestu trzech wersów. Niektóre są bardzo zwięzłe, niektóre zawierają interesujące porównania, jeszcze inne oczarowują swym pięknem, ale wszystkie pochodzą z ust Buddy. Dlatego też Dhammapada stanowi najpopularniejszy wycinek buddyjskiej literatury. Przetłumaczono ją na większość popularnych języków i cieszy się ona uznaniem jako jedno z największych dzieł światowej literatury religijnej.

Pytanie: Słyszałem od kogoś, że nigdy nie powinno się kłaść pism na podłodze ani poniżej rąk, ale że trzeba je umieszczać na wysokich miejscach. Czy to prawda?

Odpowiedź: Jeszcze do niedawna w krajach buddyjskich, podobnie jak w średniowiecznej Europie, książki stanowiły rzecz rzadką oraz cenną. Dlatego pisma zawsze traktowano z wielkim szacunkiem i zwyczaj, o którym mówisz, jest tego przejawem. Jednak choć zwyczaje i tradycje mają swoje zalety, to współcześnie większość osób przyznałoby, że najlepszym sposobem na okazanie szacunku buddyjskim pismom jest praktykowanie tego, co zawierają.

Pytanie: Trudno mi czytać buddyjskie pisma. Są takie długie, monotonne i nudne.

Odpowiedź: Gdy bierzemy do ręki tekst religijny, spodziewamy się ujrzeć słowa uniesienia, radości, chwały, które nas podbudują i zainspirują. Dlatego też osoba czytająca pisma buddyjskie może się nieco rozczarować. Owszem, niektóre z wykładów Buddy emanują niezaprzeczalnym pięknem. Mimo to większość przypomina filozoficzne rozprawy: z mnóstwem definicji pojęć, starannie przemyślanych argumentów, szczegółowych instrukcji co do zachowania i medytacji oraz precyzyjnie wyrażanych prawd. Mają działać bardziej na umysł niż na emocje. Gdy przestajemy porównywać pisma buddyjskie do pism innych religii, zaczynamy dostrzegać, że posiadają one swoje własne piękno – piękno przejrzystości, głębi oraz mądrości.

Pytanie: Czytałem, że pisma buddyjskie pierwotnie spisywano na liściach palmowych. Dlaczego?

Odpowiedź: Przez cały okres, gdy spisywano nauki, ani w Indiach, ani na Sri Lance nie znano papieru. Dla zwykłych dokumentów, takich jak listy, umowy, rachunki i akty, posługiwano się skórami zwierząt, cienkimi arkuszami metalu lub – liśćmi palmowymi. Buddyści nie chcieli używać zwierzęcych skór, natomiast metalowe blaszki byłyby zbyt drogie i nieporęczne. Zdecydowali się zatem na ostatni sposób. Po specjalnym przygotowaniu liście związywano sznurkiem i umieszczano między dwoma drewnianymi tabliczkami, dzięki czemu stawały się wytrzymałe i wygodne jednocześnie – zupełnie jak współczesne książki. Gdy buddyzm zawędrował do Chin, nauki zaczęto utrwalać na jedwabiu i na papierze. Pięćset lat później potrzeba stworzenia wielu kopii na raz doprowadziła do wynalezienia druku. Najstarsza drukowana książka na świecie, pochodząca z 828 r., zawiera tłumaczenie jednego z wykładów Buddy.

12. Historia i rozwój

Pytanie: Buddyzm jest obecnie religią dużej ilości osób w różnych krajach. Jak do tego doszło?

Odpowiedź: W ciągu stu pięćdziesięciu lat od odejścia Buddy jego nauki dość mocno rozpowszechniły się w północnych Indiach. Potem, ok. 262 r. p.n.e., ówczesny cesarz Indii – Aśoka Mauriya – przeszedł na buddyzm i rozpropagował go w całym swoim królestwie. Wysokie normy etyczne, a przede wszystkim opozycja wobec systemu kastowego sprawiały, że przyciągał do siebie wielu ludzi. Oprócz tego, król Aśoka zwołał wielką radę i wyprawił mnichów do sąsiednich krajów, a nawet do Europy. Największy sukces osiągnęła misja wysłana na Sri Lankę. Mi